Tym razem to firma Moots chce zrobić z rodziną Routt coś zaskakująco prostego, bo na razie sprowadzić ją do jednego podstawowego modelu. Obecna oferta zdążyła się rozrosnąć do kilku wariantów, a nadchodząca generacja ma zakończyć również historię Routt YBB z charakterystycznym, krótkoskokowym systemem tylnego zawieszenia.
Moots upraszcza Routta. Z kilku graveli zostanie jeden
Nowy Routt ma bowiem pokrywać znacznie szerszy zakres zastosowań dzięki prześwitowi na opony o szerokości aż 57 mm. Sama geometria zostanie zaprojektowana przede wszystkim wokół gum o szerokości 50 mm, podczas gdy dotychczasowe konstrukcje zdolne przyjąć 50 mm były optymalizowane raczej pod 45 mm. Maksymalne 57 mm to około 2,24 cala, co sprawia, że dochodzimy do szerokości, przy której granica pomiędzy gravelem a lekkim rowerem XC zaczyna być coraz bardziej umowna.
Czytaj też: Elektryczny rower żywi się Słońcem podczas jazdy, a ja obawiam się jednego

Nie jest to zresztą ekstrawagancja jednego producenta. W ostatnich latach prześwit graveli rósł z około 40 przez 45 i 50 mm, a obecnie właśnie okolice 55-57 mm zaczynają pojawiać się w coraz większej liczbie nowych konstrukcji. BikeRadar zwracał uwagę, że zawodnicy sięgają już po szybkie opony XC o szerokości 2,1-2,2 cala, a tegoroczny Scott Addict Gravel i Factor Elara również doszły do 57 mm. Zresztą sam pisałem niedawno o tym samym zjawisku przy Mosaic GT i55, który pokazał, jak mocno gravel zaczął pożyczać rozwiązania ze świata MTB. Nowy Routt jest dla mnie kolejnym dowodem, że przestajemy już mówić o chwilowej modzie.



Tytan pozostaje, rewolucji konstrukcyjnej nie będzie
Pod samymi wielkimi oponami kryje się znacznie bardziej konserwatywny rower. Moots planuje wykorzystać proste tytanowe rury o stałej grubości ścianek, znane z Routt 45, klasyczny gwintowany suport BSA 68 mm, linię łańcucha 47,5 mm oraz seryjne mocowania błotników. Z jednej strony mamy więc jeden z najbardziej widocznych trendów współczesnego gravela, a z drugiej producent nie próbuje przy okazji wynaleźć suportu na nowo, ukryć każdej śrubki ani zastąpić połowy ramy drukowanymi węzłami.
Czytaj też: Ten rower elektryczny ma więcej momentu obrotowego niż niejeden motocykl





Problem? Cena przypomni wam natychmiast, że mówimy o rowerze od Moots. Kompletny rower z SRAM Force ma kosztować około 9500 dolarów, czyli przy obecnym kursie około 35300 zł przed uwzględnieniem ewentualnych kosztów związanych z importem. Premiera jest planowana jeszcze na wrzesień 2026 roku. Jednocześnie lżejszy wariant RSL z cieniowanymi rurami nie znika definitywnie. Moots sugeruje, że jego następca może pojawić się na początku 2027 roku. Mamy więc nie tyle całkowite porzucenie segmentacji, ile reset – najpierw jedna baza, później prawdopodobnie powrót lżejszej wersji premium.

Moots eksperymentuje z rowerami
Najciekawsze jest dla mnie to, że obok Routta firma Moots pokazała na MADE dwa prototypy z kołami 32-calowymi – gravela oraz MTB. Dyrektor operacyjny firmy Nathan Bradley miał testować jedną z takich konstrukcji przez całe lato, choć producent nie składa jeszcze żadnych obietnic dotyczących produkcji. Jednym z problemów pozostaje dostępność odpowiednich widelców, choć jeszcze niedawno 32 cale wyglądały jak rowerowy eksperyment dla garstki konstruktorów. Tymczasem pierwsze takie rowery można już normalnie kupić, a kolejne duże marki przynajmniej sprawdzają ten kierunek.

Czytaj też: Rower niczym pecet. Koniec kupowania coraz to lepszych jednośladów, bo wystarczy jeden
Moots upraszcza również ofertę MTB. Womble dostał niedawno nową generację z bardziej agresywną geometrią, widelcem 140 mm i miejscem na opony 29 x 2,6 cala, a na początek 2027 roku planuje też wrzucić do oferty model typu endurance XC.
Źródła: Moots Routt RSL, Moots Womble

