Scott zrobił coś, czego wyścigowe gravele nie lubią. Mniej sztywny rower, to lepszy rower?

W rowerowym wyścigu zbrojeń trwa jedno wielkie śrubowanie parametrów. Tyczy się to przede wszystkim maszyn stworzonych do szybkiej jazdy, gdzie rama ma być lżejsza, bardziej aerodynamiczna i sztywniejsza, a komfort powinien zejść na bok wydajności. W przypadku nowego gravela od firmy Scott wydarzyło się jednak coś co mnie zaskoczyło.
Scott zrobił coś, czego wyścigowe gravele nie lubią. Mniej sztywny rower, to lepszy rower?

Musimy pamiętać, że rower typu gravel nigdy nie jeździ po idealnej nawierzchni, a wyboje po kilku godzinach dają się we znaki ciału. Najwyraźniej jednak oto wchodzimy w ciekawszy etap rozwoju rowerów, w którym nie liczy się już “jak najwięcej” jednego parametru, lecz precyzyjne zaprojektowanie tego, gdzie rower ma pozostać sztywny, a gdzie powinien odrobinę pracować. Nowy Scott Addict Gravel na rocznik 2027 jest dobrym przykładem takiego podejścia.

Scott Addict Gravel idzie pod prąd wyścigowej mody

Firma Scott w ramach Addict Gravel 2027 nie tylko odświeżyła ramę, geometrię i wyposażenie, ale też wycofała z rynku wyścigową wersję Addict Gravel RC. Jest to o tyle ciekawe, że zaledwie kilka dni temu pisałem o Ridley Kanzo Fast 2.0, który idzie w stronę agresywnej aerodynamiki i maksymalizacji prędkości. Scott wybiera zaś coś zupełnie innego.

Czytaj też: Rower niczym pecet. Koniec kupowania coraz to lepszych jednośladów, bo wystarczy jeden

Producent twierdzi, że podatność przedniej części konstrukcji wzrosła o 30 procent, a tylnej aż o 60 procent. Jednocześnie ogólna sztywność ramy została zmniejszona o mniej niż 5 procent. Właśnie ta ostatnia liczba wydaje mi się najważniejsza, bo Scott chce tym samym pozwolić konstrukcji pracować tam, gdzie ma to sens, a to wszystko bez utraty precyzji prowadzenia i efektywności pedałowania.

Z przodu pomaga w tym przeprojektowane golenie widelca, mniejsza rura sterowa oraz nowy kokpit. Z tyłu zaś skrócona rura podsiodłową, dzięki czemu większy fragment sztycy może się uginać, a obniżone widełki również mają pochłaniać część drgań. Wszystkie procenty są na razie deklaracjami Scotta.

Mniej sztywności może oznaczać szybszą jazdę

Na szutrze przesadnie sztywna konstrukcja nie zawsze pomaga. Jeśli rower podskakuje na drobnych nierównościach, opona częściej traci idealny kontakt z podłożem, a rowerzysta szybciej się męczy. Kontrolowana podatność może więc poprawiać trakcję i pozwalać dłużej utrzymywać tempo. Podobne myślenie było już widać przy modelu Basso Palta III, gdzie producent zwiększał sztywność w jednych strefach ramy, a zmniejszał ją w innych.

Czytaj też: 61-kilogramowy rower przejechał Alpy, karmiąc się Słońcem

Scott dokłada do tego ogromny prześwit na opony. Poprzedni Addict Gravel przyjmował 45 mm, nowy pozwala założyć ogumienie do 57 mm, a producent projektował geometrię z myślą przede wszystkim o oponach od 50 mm wzwyż. W praktyce mówimy już o szerokościach zahaczających o lekkie MTB. Żeby znaleźć na nie miejsce, dolna część tylnego widelca została miejscami zwężona do zaledwie 8,5 mm.

Geometria również zmierza w stronę stabilności. Stack urósł o 10 mm, reach także o 10 mm, ale kokpit został skrócony o tę samą wartość. Producent obniżył też suport, zwiększył wyprzedzenie widelca, a przednie koło przesunął dalej przed rowerzystę. Zamiast robić z Addicta ospałego turystyka, Scott postanowił więc dać mu więcej pewności na gorszym podłożu bez zabijania znanej z tej rodziny zwinności.

Komfort nie oznacza rezygnacji z technologicznego wyścigu

Co ciekawe, cały ten zwrot ku wygodzie nie zrobił z Addict Gravel ciężkiego wyprawowca. Rama HMX ma ważyć 794 gramy, a tańsza HMF 990 gramów. Kompletne rowery zaczynają się od około 7,8 kg w wersji Premium i kończą na mniej więcej 8,7 kg w Gravel 40. W końcówkach kierownicy można schować zestaw do naprawy opon bezdętkowych oraz klucz Torx T25, którym da się obsłużyć większość regulacji. W dolnej rurze znalazł się schowek na dętkę, łyżki i minipompkę, są też mocowania na widelcu oraz miejsce na dedykowaną torbę pod górną rurą.

Czytaj też: Ten rower elektryczny ma więcej momentu obrotowego niż niejeden motocykl

Cała rodzina tych rowerów obejmie pięć modeli i dwie wersje karbonu. Gravel 40 ma kosztować 2699 euro, czyli w prostym przeliczeniu około 11700 zł, podczas gdy topowy Premium został wyceniony na 8999 euro, a więc około 38900 zł. Polskie ceny mogą oczywiście wyglądać inaczej, ale już te kwoty dobrze pokazują, że Scott wcale nie porzuca świata sprzętu premium. Zmienia raczej definicję tego, za co w takim rowerze właściwie płacimy, bo teraz ponoć płacimy za obietnicę, że mniej sztywna rama faktycznie poprawia trakcję bez wyczuwalnych strat przy mocnym pedałowaniu.

Źródła: Scott, Cyclingnews

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.