Rowerowe zapięcie zaczęło działać jak nowoczesny samochód

Ledwie jakiś czas temu “bezkluczykowy dostęp” był jedną z tych funkcji, którymi producenci samochodów próbowali podkreślać nowoczesność droższych modeli. Dziś takie rozwiązania nikogo specjalnie nie szokują, sam smartfon coraz częściej sam staje się kluczem, a podobna filozofia zaczyna powoli przedostawać się do znacznie prostszych przedmiotów. Jednak czy w zapięciu rowerowym ma sens? TMD Chain Lock próbuje na to odpowiedzieć.
Rowerowe zapięcie zaczęło działać jak nowoczesny samochód

Na pierwszy rzut oka typowe rowerowe zapięcie wydaje się wręcz ostatnim miejscem, w którym potrzebujemy kolejnego akumulatora, Bluetooth i aplikacji. Łańcuch ma być przecież gruby, zamek trudny do rozwiercenia, a klucz… no cóż, ma otwierać zamek. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy drogi rower jest używany kilka razy dziennie, dzielony z innymi domownikami i kosztuje tyle, że samo pozostawienie go przed sklepem wywołuje lekki niepokój. Właśnie wtedy chcemy, aby zwykłe zapięcie zmieniło się w elektroniczny system bezpieczeństwa.

TMD Chain Lock zamienia smartfon w klucz

TMD Chain Lock jest jednym z ciekawszych przykładów tej zmiany, bo Holendrzy potraktowali zwykły łańcuch niemal tak, jak producenci samochodów traktują system keyless. Zamek łączy się ze smartfonem przez Bluetooth i rozpoznaje zapisany cyfrowy identyfikator, kiedy właściciel znajdzie się w pobliżu. Telefon może więc zostać w kieszeni. Wystarczy nacisnąć przycisk na obudowie, a mechanizm się odblokuje. Rozładowany telefon nie zamienia jednak roweru w uziemiony sprzęt, bo w aplikacji można wcześniej ustawić kod awaryjny, który później wprowadza się seriami naciśnięć jedynego przycisku na zamku, obserwując zmieniające się kolory diody.

Czytaj też: Ten rower zmienia zawieszenie setki razy na jednej trasie. Tak wygląda przyszłość MTB

Aplikacja pozwala też udostępnić zamek maksymalnie pięciu osobom, sprawdzić poziom naładowania, historię użycia i ostatnią zapisaną lokalizację. Nie należy jednak mylić tej ostatniej funkcji z GPS-em w samym zapięciu, bo działa to tak, że smartfon zapamiętuje miejsce użycia zamka, ale obecny Chain Lock nie jest lokalizatorem śledzącym skradziony rower w czasie rzeczywistym. Co jednak ciekawe, producent TMD już teraz przygotowuje bardziej rozbudowany model o nazwie Ring Lock właśniez GPS-em.

Do tego dochodzi alarm o natężeniu około 100 dB, aktywowany po wykryciu manipulacji przy zabezpieczeniu lub samego ruchu.

Elektronika nie zastąpiła tu stali

Elektroniczne dodatki można potraktować jak gadżet, ale podstawą zabezpieczenia nadal pozostaje solidny materiał. Dlatego też wewnętrzny łańcuch Chain Lock został wykonany z utwardzanej stali manganowej, a wokół niego znalazły się warstwy włókien Dyneema, aramidowych i Kevlaru. Miękka zewnętrzna osłona ma przy okazji ograniczać ryzyko porysowania ramy. Producent zrezygnował też z klasycznego cylindra na klucz, więc odpada jedna z tradycyjnych metod ataku, czyli manipulowanie samym mechanizmem zamka.

Czytaj też: Zamiast spawania wybrali klej. Ten rower elektryczny waży mniej niż tytanowy Brompton

Sprzęt uzyskał też certyfikacje ART-2, a zamki z takim oznaczeniem przechodzą niezależne próby odporności na ataki mechaniczne i warunki środowiskowe, a w klasyfikacji ART jest to najwyższy poziom przeznaczony typowo dla zabezpieczania rowerów. Wyższe stopnie są stosowane przede wszystkim przy motorowerach, skuterach i motocyklach.

Zamek jak samochód i to razem z nowymi problemami

Smartfon pełniący rolę klucza oznacza wygodę, ale jednocześnie uzależnia kolejną rzecz od aplikacji, Bluetooth, aktualizacji firmware’u i elektroniki. Sam zamek również ma własny akumulator, o którym trzeba pamiętać. TMD deklaruje około dziewięciu miesięcy typowego użytkowania i pełne ładowanie w około dwie godziny, więc nie trzeba podłączać go co tydzień, ale i tak trzeba… a szkoda, bo może mały panel fotowoltaiczny załatwiłby sprawę.

Czytaj też: Polacy niszczą wyższość karbonu w rowerach. Ten gravel idzie pod prąd całej branży

Pojawia się również subtelny problem związany z samym systemem wykrywania obecności. Zamek rozpoznaje telefon znajdujący się w pobliżu, a nie osobę wciskającą przycisk. Trzeba więc pamiętać o tym, jak działa taki model uwierzytelniania, a to szczególnie gdy właściciel stoi blisko przypiętego roweru. Stanowi to podobny kompromis jak w systemach keyless stosowanych w samochodach – wygoda rośnie, ale sposób myślenia o bezpieczeństwie staje się bardziej skomplikowany.

Widać zresztą, że cały rynek rowerowy zmierza w tym kierunku. Pisałem już o Aventonie Trava, który dostał GPS, 4G, cyfrową blokadę i alarm, a także o systemie Bafanga i Comodule, który może automatycznie zabezpieczać napęd po oddaleniu się właściciela. Podobną filozofię widać przy cyfrowym systemie ochrony e-bike’ów Boscha. Rower powoli przestaje więc polegać na jednym kawałku metalu z kluczykiem.

Zapłacisz 1000 zł za zapięcie rowerowe?

Największym problemem TMD Chain Lock pozostaje cena. Najkrótszy wariant mierzący 70 cm i ważący 1,3 kg kosztuje obecnie 229 euro, czyli około 1000 zł. Dostępne są jeszcze wersje 110 cm o masie 1,7 kg i 160 cm ważąca 2,1 kg, a każdą można kupić w kolorze czarnym, granatowym lub beżowym. Tysiąc złotych za zapięcie brzmi wprawdzie absurdalnie, jeśli przypinamy nim rower za 3000 zł, ale perspektywa zmienia się jednak przy e-bike kosztującym kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy złotych, którego używamy zamiast samochodu.

Źródła: TMD Locks

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.