W ostatnich miesiącach widzieliśmy już powrót zaawansowanego aluminium w Cannondale CAAD14, a niedawno podobny kierunek pokazała aluminiowa sztyca Cane Creek GXC. Teraz do tego grona dołącza polska marka LAAND i robi to bez większej subtelności. Hasło przewodnie “No Good Reason for Carbon“, czyli “nie ma dobrego powodu, żeby wybierać karbon”, brzmi oczywiście jak zaczepka i dokładnie tak należy je traktować. Jednak nie są to puste słowa.
Polski “Carbon Killer” ma być gravelem na lata
LAAND nie próbuje jednak konkurować z karbonem jego własną bronią. Zamiast budować możliwie lekką wyścigówkę, stworzył aluminiową platformę The.Base, która jest przeznaczona przede wszystkim do długich wypraw, bikepackingu i jazdy po mieszanym terenie. Za marką stoi Waldemar Kiebasiński, związany wcześniej przez około 20 lat z NS Bikes i Bitter, który projektował przez ten czas rowery produkowane później w setkach tysięcy egzemplarzy, a konstrukcje, przy których pracował, pojawiały się również na zawodach Slopestyle i Red Bull Rampage.
Czytaj też: Rowerowy luksus osiągnął nowy poziom. Nawet mocowanie radaru jest teraz z tytanu

The.Base jest przy tym zaskakująco współczesny jak na konstrukcję, która wizualnie inspiruje się prostymi, cienkimi rurami stalowych rowerów. Rama powstaje z aluminium 6061-T6 i w rozmiarze M ma ważyć około 1580 gramów bez osi, haka przerzutki i śrub. Do tego dochodzi karbonowy widelec o masie około 415 gramów, więc to nie tak, że projekt całkowicie brzydzi się włóknem węglowym, co jest dosyć wymowne na tle wspomnianego wcześniej hasła. Cały duet schodzi więc poniżej 2 kg.
Stara szkoła wyglądu, ale współczesny gravel pod spodem
Znacznie ciekawsze zaczyna się robić po spojrzeniu na geometrię. Kąt główki ramy wynosi 69,5 stopnia, baza jest dłuższa od typowo wyścigowych graveli, tylny trójkąt mierzy 425 mm, a producent sugeruje krótkie mostki 50-70 mm i nieco wyższą pozycję kierownicy. LAAND określa tę koncepcję jako RAD, czyli “Relaxed All Day”. W skrócie? Mniej leżenia na kierownicy, więcej kontroli i wygody podczas wielogodzinnej jazdy.

Równie ważne są opony. Z tyłu The.Base mieści ogumienie 700 x 55C, a karbonowy widelec przyjmie 700 x 50C. Jeszcze niedawno takie wartości kojarzyłyby mi się bardziej z rowerem górskim niż gravelem, ale granica między tymi światami zwyczajnie się zaciera. Zaledwie kilka dni temu pisałem przecież o Factorze Elara z miejscem na opony do 57 mm, mimo że mówimy o maszynie stworzonej do ścigania.

Czytaj też: Dotykowy ekran, automatyczne biegi i Apple Watch. Avinox rozbudowuje swój rowerowy ekosystem
Do tego dochodzi standard UDH, suport BSA 68 mm, wewnętrzne prowadzenie przewodów ICR, możliwość zamontowania regulowanej sztycy oraz aż 24 punkty montażowe w komplecie ramy i widelca. Płaskie powierzchnie rur mają z kolei ułatwiać mocowanie torby wewnątrz głównego trójkąta. Jest więc klasyczny wygląd, ale pod nim praktycznie komplet współczesnych standardów.
Czy aluminium rzeczywiście zabija karbon? Nie tak szybko
Twierdzenie, że nie ma dobrego powodu do stosowania karbonu, jest zwyczajnie przesadzone. Włókno węglowe nadal pozwala projektantom znacznie swobodniej sterować sztywnością, masą i kształtem poszczególnych elementów. Przy rowerze wyścigowym kilka setek gramów i aerodynamika również potrafią mieć znaczenie.
Tyle że The.Base nie próbuje być rowerem wyścigowym i właśnie tutaj argument LAAND zaczyna nabierać sensu. Jeśli załadujemy gravel torbami, włożymy do nich jedzenie, wodę, zestaw do nocowania i wyposażenie na kilka dni, to różnica kilkuset gramów w samej ramie przestaje być najważniejszym parametrem świata. Komfort znacznie łatwiej zmienić doborem opony, jej szerokości oraz ciśnienia. Podobny odwrót od ślepego śrubowania parametrów widać zresztą w nowych gravelach stawiających komfort ponad maksymalną sztywność.
Przyszłość rowerów może oznaczać mniej, a nie więcej
Najmocniejszym argumentem pozostaje cena. The.Base kosztuje regularnie 2950 zł, ale w preorderze do 30 września został wyceniony na 1950 zł. Zamówienia mają być wysyłane między 1 a 15 października. W cenie są osie i hak UDH, producent deklaruje też dwuletnią gwarancję, 30 dni na zwrot oraz program wymiany ramy po wypadku z 50-procentową zniżką. Oczywiście do tej podstawy należy dołożyć kolejne tysiące za dobranie sensownego osprzętu, a jak to jest w rowerach, to wiadomo – sky is the limit.

Czytaj też: Ten elektryczny rower waży tylko 11,1 kg. Trek odchudził elektryczną szosę
Może najlepszy gravel przyszłości nie będzie najbardziej zaawansowanym technologicznie rowerem, jaki jesteśmy w stanie wyprodukować. Może będzie po prostu wystarczająco lekki, wygodny, łatwy do naprawienia i przygotowany na to, żebyśmy za pięć lat nadal chcieli na nim jeździć? LAAND The.Base jeszcze musi udowodnić, że rzeczywiście taki jest, ale sam kierunek podoba mi się znacznie bardziej niż kolejna pogoń za kilkudziesięcioma gramami.
Źródła: LAAND The.Base, BIKE Magazine

