Nowa broń jądrowa. USA wracają do projektowania Niszczyciela Światów po niemal 40 latach

Amerykański arsenał jądrowy jest jednym z najbardziej zaawansowanych systemów uzbrojenia na świecie, a jednocześnie duża część jego fundamentów powstała jeszcze wtedy, kiedy Internet dopiero raczkował, telefony komórkowe wyglądały jak cegły, a Związek Radziecki ciągle istniał. Przez kolejne dekady Stany Zjednoczone przede wszystkim modernizowały to, co już miały, zamiast zaczynać wszystko od nowa. Ten stan rzeczy zmienia się jednak na naszych oczach.
Start Trident II D5 z okrętu podwodnego

Start Trident II D5 z okrętu podwodnego

Właśnie ten etap modernizowania starego zaczyna się powoli kończyć. Nie dlatego, że stare głowice nagle przestały działać, lecz dlatego, że Amerykanie budują cały system odstraszania na drugą połowę XXI wieku. Obejmuje to nowe okręty podwodne, rozwinięte pociski Trident, nową infrastrukturę produkcyjną i wreszcie coś, czego nie rozpoczynali od niemal czterech dekad, bo program W93/Mk7 właśnie przeszedł kolejny ważny etap.

W93/Mk7 wychodzi z fazy projektu. Teraz pozostaje kwestia produkcji

Marynarka Wojenna USA poinformowała 24 września, że program W93/Mk7 osiągnął Milestone B i wszedł w fazę Engineering and Manufacturing Development, czyli EMD. Oznacza to, że inżynierowie nie mają już tylko odpowiedzieć na pytanie “czy taki system możemy zaprojektować?”. Teraz coraz ważniejsze staje się coś w stylu “czy jesteśmy w stanie zbudować jego docelową wersję i później produkować ją w wymaganej skali?”. Dlatego właśnie kolejny etap prac skupi się na ukończeniu projektu produkcyjnego oraz wykazaniu jego wykonalności.

Czytaj też: Wojna przyszłości rozbije się o magnesy. USA właśnie wykonują ogromny ruch

TLAM-N Tomahawk z głowicą nuklearną

W93 wraz z systemem powrotnym Mk7 ma być pierwszym rozpoczętym przez Stany Zjednoczone programem nowej głowicy jądrowej i jej systemu powrotnego od niemal 40 lat. Marynarka nie podała jednak jeszcze ani kosztu programu, ani dokładnego harmonogramu produkcji, ani daty wejścia W93/Mk7 do służby. Z kolei między wejściem programu do EMD a faktycznym uzbrojeniem okrętów ciągle pozostaje długa droga.

USA nie przestały rozwijać broni jądrowej na 40 lat

Można odnieść wrażenie, że Amerykanie zamknęli laboratoria gdzieś pod koniec zimnej wojny i dopiero teraz przypomnieli sobie o głowicach jądrowych. Oczywiście nic podobnego nie miało miejsca, bo w ostatnich dekadach rozwijano i modernizowano między innymi W76, W88 czy rodzinę bomb B61. Różnica polega na charakterze programu. W93 nie jest kolejnym przedłużeniem życia istniejącej głowicy, ale nową konstrukcją w ramach nowego programu, choć NNSA jednocześnie podkreśla, że wykorzystuje ona sprawdzone, istniejące projekty.

Bomba atomowa B61-12
Bomba atomowa B61-12

Bardzo dobrze pokazuje to, jak zmieniło się projektowanie broni jądrowej. Nie chodzi już o wymyślanie wszystkiego od czystej kartki tylko po to, aby zrobić “nową bombę”. W93 ma korzystać z dekad doświadczeń, danych, symulacji i rozwiązań, których zachowanie jest dobrze poznane, a następnie połączyć je z wymaganiami systemu przeznaczonego do służby przez następne dziesięciolecia.

W93 to tylko jeden element znacznie większej wymiany pokoleniowej

Sama W93 jest głowicą, a Mk7 stanowi z kolei system powrotny, który ma chronić ją podczas lotu oraz wejścia w atmosferę. Dopiero taki zestaw staje się częścią uzbrojenia strategicznego pocisku balistycznego wystrzeliwanego z okrętu podwodnego. Dlatego patrzenie na W93 w oderwaniu od całej reszty niewiele mówi, bo USA równolegle przygotowują okręty podwodne typu Columbia, które będą stopniowo zastępować jednostki Ohio. Rozwijany jest również Trident II D5 Life Extension 2, czyli kolejny etap modernizacji podstawowego pocisku balistycznego amerykańskich okrętów strategicznych.

Czytaj też: Chińska Strefa 51. Satelity zajrzały do jednej z najbardziej tajemniczych baz wojskowych

Wizualizacja okrętu typu Columbia

Pisałem już o Trident II D5LE2 i planach utrzymania tej rodziny uzbrojenia przez kolejne dekady, podobnie jak o nowej generacji amerykańskich okrętów podwodnych typu Columbia. Odsyłam więc ciekawskich do podlinkowanych artykułów, ale nie możemy zapominać w tym wszystkim, że obok tych wysiłków powstaje coś jeszcze. W grę wchodzi nuklearny pocisk manewrujący SLCM-N oraz niejądrowy Conventional Prompt Strike. Każdy z tych programów realizuje inne zadanie, ale razem pokazują skalę zachodzącej zmiany.

Nie jest to więc wymiana jednej głowicy na nowszą, bo Amerykanie modernizują jednocześnie nosiciele, pociski, ładunki, systemy powrotne i zaplecze przemysłowe potrzebne do ich produkcji.

Amerykański atom wychodzi z epoki zimnej wojny

Największą zmianą związaną z W93 nie jest więc sama głowica. Jest nią przejście od utrzymywania arsenału odziedziczonego po zimnej wojnie do projektowania systemów, które mają funkcjonować długo po połowie XXI wieku. Paradoksalnie robi się to bez całkowitego odcinania od przeszłości. W93 korzysta z istniejącego dorobku, Trident II nadal wywodzi się z konstrukcji rozwijanej od dekad, a całe amerykańskie podejście do arsenału jądrowego opiera się na zachowaniu sprawdzonych rozwiązań tam, gdzie nie ma potrzeby podejmowania dodatkowego ryzyka.

Czytaj też: Chiny pokazały, że potrafią złapać satelitę na orbicie. Teraz martwię się o jedno

Zmienia się jednak skala przedsięwzięcia. Columbia, D5LE2, W93/Mk7, SLCM-N i przebudowa zaplecza NNSA zaczynają tworzyć jeden obraz. USA nie chcą już wyłącznie przedłużać życia broni zaprojektowanej dla poprzedniej epoki. Zamiast tego chcą zbudować arsenał, który ma przetrwać następną.

Źródła: Seapower Magazine, NNSA, DOE

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.