Valve właśnie pokazało, ile kosztuje wejście do tego świata. Steam Frame w wersji z 256 GB pamięci został wyceniony w Polsce na 4539 zł, a wariant 1 TB na 5549 zł. W zestawie są kontrolery, bezprzewodowy adapter do peceta oraz gra Half-Life: Alyx. Ładowarki jednak nie ma. Oryginalny zasilacz 45 W kosztuje dodatkowe 139 zł, zestaw elementów ergonomicznych 279 zł, a pakiet części wymiennych 229 zł.


Przyznam, że trudno mi przejść obok tej ceny obojętnie. Pisałem już przy rozważaniach PC, konsola czy handheld w 2026 roku? o tym, jak bardzo zatarły się dziś granice pomiędzy kategoriami sprzętu. Za około 4500 zł można przecież kupić handhelda klasy premium, gamingowego laptopa w promocji albo sporą część całego nowego peceta. Steam Frame musi więc zaoferować coś więcej niż “bardzo dobre gogle VR”, żeby ten wydatek miał sens i właśnie tutaj robi się ciekawie.
Valve próbuje założyć peceta na głowę…
Steam Frame ma w sobie Snapdragona 8 Gen 3, 16 GB pamięci LPDDR5X i pracuje pod kontrolą SteamOS. Dostajemy dwa ekrany LCD 2160 x 2160 pikseli na oko, odświeżanie sięgające eksperymentalnie 144 Hz, śledzenie wzroku oraz konstrukcję ważącą około 440 gramów w komplecie. Czemu LCD, a nie OLED? Tak się składa, że już przy pytaniu, dlaczego OLED wciąż nie rządzi w VR i handheldach, zwracałem uwagę, że zastosowanie LCD w Steam Frame jest świadomym kompromisem między kosztem, jasnością, czasem pracy i wymaganiami VR.
Czytaj też: Kontrowersje wokół Sony i Blizzard-wróżbita. Właśnie minął najdziwniejszy tydzień w gamingu
Znacznie ważniejsze jest jednak oprogramowanie. Steam Frame potrafi uruchamiać gry Windows x86 poprzez Proton, a następnie tłumaczyć kod x86 na ARM64 dzięki FEX. Gry androidowe mogą korzystać z kolejnej warstwy zgodności, czyli Lepton. Zamiast więc budować od początku osobną bibliotekę “Steam Frame Games”, Valve próbuje sprawić, żeby istniejące gry zwyczajnie działały. Ta firma coraz wyraźniej próbuje więc doprowadzić do sytuacji, w której gra staje się mniej zależna od konkretnej architektury sprzętowej. Steam Deck zrobił ogromny krok w stronę uniezależnienia grania od Windowsa, a Steam Frame sprawdza teraz, czy pecetowa biblioteka może przeskoczyć również z x86 na ARM.

Half-Life: Alyx jest tu wręcz pokazem siły, bo Valve przygotowało wersję ARM64 działającą bezpośrednio na goglach. Gra, która w 2020 roku była jednym z najlepszych argumentów za posiadaniem mocnego peceta do VR, sześć lat później mieści się na sprzęcie zakładanym na głowę.
… ale wydajności nie da się przetłumaczyć Protonem
Tutaj zaczyna się zgrzyt. Snapdragon 8 Gen 3 pozostaje układem mobilnym i żadna warstwa kompatybilności nie sprawi magicznie, że zacznie zachowywać się jak współczesna karta graficzna z peceta. Valve samo opisuje Steam Frame jako urządzenie projektowane przede wszystkim pod streaming, a pierwsze testy bardzo dobrze pokazują, dlaczego.
Czytaj też: StarCraft wraca, Diablo V nadchodzi, a nawet Warcraft i HoTS żyje. Co tu się właśnie wydarzyło?

Po podłączeniu do komputera przez dołączony adapter Wi-Fi 6E sytuacja wygląda naprawdę imponująco. Recenzenci chwalą stabilność połączenia i niskie opóźnienia, a śledzenie wzroku pozwala Valve zastosować foveated streaming, czyli przesyłać najwyższą jakość przede wszystkim tam, gdzie aktualnie patrzymy. Samodzielnie jest już znacznie mniej różowo. Jedne gry działają świetnie, inne wymagają ograniczania jakości, a kolejne napotykają problemy z kompatybilnością Proton/FEX lub zabezpieczeniami anti-cheat. W przeprowadzonych testach Cyberpunk 2077 potrafił zejść poniżej 30 FPS nawet przy mocno ograniczonych ustawieniach.

Jeszcze bardziej brutalna jest kwestia akumulatora. Serwis Tom’s Hardware uzyskał około godziny w Half-Life: Alyx uruchomionym bezpośrednio na Steam Frame, podczas gdy streaming z peceta potrafił ponad dwukrotnie wydłużyć zabawę.
Steam Frame pokazuje przyszłość, ale jeszcze jej nie buduje na solidnych fundamentach
Wszystko to sprawia, że patrzę na Steam Frame jako na sprzęt w rodzaju Steam Decka pierwszej generacji. Jest to urządzenie, które niekoniecznie musi od razu zdobyć masowy rynek, żeby zmienić kierunek całej branży. Valve uruchomiło zapisy do puli chętnych, którzy mogą się zgłaszać do 17 września do godziny 19:00. Kolejność zakupu zostanie wylosowana, więc nie obowiązuje zasada “kto pierwszy, ten lepszy”. Pierwsze zaproszenia do finalizacji zamówienia mają zostać wysłane 18 września.

Steam Frame nie jest więc jeszcze “pecetem na głowie”, który możemy zabrać wszędzie i zapomnieć o komputerze. Paradoksalnie najlepszą wersję tej futurystycznej wizji dostajemy dziś wtedy, gdy w pokoju obok stoi nadal klasyczny gamingowy PC wykonujący najcięższą pracę. Jednocześnie po raz pierwszy nie mam wrażenia, że pomysł bezprzewodowego komputera zakładanego na głowę jest odległą fantazją. Problemem nie jest już pytanie, czy da się go zrobić. Valve właśnie zrobiło.
Teraz pozostaje znacznie bardziej przyziemne pytanie: kiedy taki sprzęt przestanie kosztować ponad 4500 zł i działać najlepiej wtedy, gdy obok mamy jeszcze drugi, drogi komputer?
Źródła: Steam Frame, Steamworks, Tom’s Hardware, PC Gamer, Ars Technica, The Verge

