Jednocześnie trudno nie zauważyć, jak bardzo producenci starają się przesuwać granice możliwości swoich elektrycznych jednośladów. Jedni eksperymentują z zupełnie nowymi akumulatorami, inni próbują wycisnąć więcej energii z dostępnych już ogniw, a jeszcze inni koncentrują się na poprawie sprawności całego napędu. Wszystkie te drogi prowadzą do tego samego celu, ale dopiero rzeczywisty przejazd na publicznych drogach pozwala zobaczyć, co faktycznie udało się osiągnąć. Zwłaszcza kiedy wynik nie przekracza dotychczasowego rekordu o kilka procent, ale zostawia go daleko w tyle.
Elektryczny Zero DS przejechał 436,5 km na jednym ładowaniu i ustanowił rekord Guinnessa
Wywodząca się z USA marka Zero Motorcycles zapisała się właśnie w Księdze Rekordów Guinnessa za sprawą seryjnego motocykla Zero DS, którym belgijski motocyklista Jelle Verstaen pokonał 436,5 kilometra na jednym ładowaniu. Dotychczasowy rekord należał do fińskiej firmy Verge Motorcycles i jej modelu TS Pro, którym w marcu 2025 roku przejechano 310,69 km. Różnica wynosi więc aż 125,8 km, co przekłada się na poprawę wyniku o ponad 40%. Trudno uznać to za niewielki postęp, choć sam przebieg rekordowej próby wymaga dokładniejszego omówienia.
Czytaj też: Ten motocykl skradnie Ci serce? Honda wraca do małego scramblera

Przejazd rozpoczął się we francuskich Alpach, w miejscowości Les Claux niedaleko Vars, a zakończył w kierunku wybrzeża Morza Śródziemnego. Motocykliści ruszyli około godziny 19:00 i przez całą noc przemierzali drogi publiczne, przełęcze oraz niewielkie miejscowości. Nie zabrakło nawet przeciwności losu w postaci załamania pogody, bo ostatnie około 100 kilometrów przyszło pokonać w intensywnym deszczu, a końcówkę dodatkowo utrudniał silny boczny wiatr.

Co ciekawe, w całej próbie uczestniczyły trzy motocykle Zero Motorcycles i każdy z nich pokonał poprzedni rekord. Louis Renaud przejechał modelem SR/S około 350 km, kończąc podróż z 4-procentowym zapasem energii, a Jenny Brookes na turystycznym DSR/X osiągnęła 384 km, wyczerpując akumulator. Nie były to jednocześnie żadne eksperymentalne konstrukcje. Nawet rekordowy Zero DS korzystał ze standardowego wyposażenia, a prawidłowości przejazdu pilnowano poprzez zaplombowanie portu ładowania i zastosowanie dwóch urządzeń GPS. Dane zostały następnie zweryfikowane przez przedstawiciela Guinness World Records.
Skąd tak imponujący zasięg bez rewolucyjnego akumulatora?
W tym przejeździe Zero DS nie korzystał z żadnego eksperymentalnego magazynu energii. Podstawowy akumulator o maksymalnej pojemności 15,6 kWh został wprawdzie rozszerzony o opcjonalny moduł Power Tank, który zwiększa ją o 3,6 kWh, ale jest to fabryczne akcesorium dostępne dla klientów. Ostatecznie motocyklista dysponował więc maksymalną pojemnością 19,2 kWh, a poza tym jego pojazd zachował seryjną konfigurację.
Czytaj też: Triumph odsłania motocykle na 2027 rok. Wyścigowa technologia schodzi na zwykłe drogi
Możemy zresztą przeprowadzić interesujące obliczenie. Dzieląc maksymalną pojemność akumulatora przez przejechany dystans, otrzymujemy około 4,4 kWh na 100 km. Jest to oczywiście wartość orientacyjna, bo wynikająca z deklarowanej pojemności magazynu, ale mimo tego dobrze pokazuje skalę efektywności, którą udało się osiągnąć podczas rekordowej próby. Zwłaszcza że Zero DS pozostaje pełnoprawnym motocyklem z silnikiem generującym do 45 kW, czyli około 60 KM mocy szczytowej, choć jego moc ciągła wynosi 11 kW.
Znaczenie ma też sama konstrukcja, bo Zero DS jest stosunkowo oszczędnym motocyklem typu dual-sport, a nie potężną maszyną turystyczną. Nie znajdziemy w nim jednak wyjątkowo aerodynamicznej sylwetki czy zupełnie nowego sposobu magazynowania energii. Rekord ustanowiono więc przy wykorzystaniu technologii, którą można już kupić. A więc sztuczka? No tutaj robi się ciekawiej.
Rekord robi wrażenie, ale 436 km zasięgu ma swoje drugie dno
W tym miejscu muszę jednak ostudzić entuzjazm, bo sam sposób przygotowania przejazdu miał ogromne znaczenie dla osiągniętego wyniku. Trasa prowadziła z Alp w kierunku poziomu morza, a więc motocykle korzystały z naturalnej przewagi wysokości. Startując z miejscowości położonej na wysokości około 1850 metrów n.p.m., uczestnicy mogli wykorzystać energię potencjalną związaną ze stopniową utratą wysokości, a dodatkowo odzyskiwać część energii podczas hamowania rekuperacyjnego.

Do tego dochodzi jazda nocą, unikanie autostrad i utrzymywanie prędkości w okolicach 52 km/h tam, gdzie pozwalały na to warunki. W ten sposób został ograniczony opór aerodynamiczny oraz liczba gwałtownych przyspieszeń. Innymi słowy, motocykl poruszał się w warunkach sprzyjających oszczędzaniu energii, choć bez odizolowania go od zwykłego ruchu drogowego. Co ciekawe, producent deklaruje około 249 km zasięgu miejskiego dla podstawowego Zero DS oraz tylko 161 km w mieszanym cyklu obejmującym jazdę z prędkością autostradową.
Właśnie dlatego nie powinniśmy traktować 436,5 km jako wyniku, który każdy właściciel osiągnie podczas turystycznego wyjazdu. Tym bardziej że poprzedni rekord Verge TS Pro został ustanowiony podczas ponad 16-godzinnej jazdy po Londynie, w zupełnie innych warunkach.
Czy elektryczne motocykle wreszcie dorównają spalinowym?
Patrzę więc na osiągnięcie Zero przede wszystkim jako demonstrację możliwości współczesnego napędu elektrycznego. Wynik robi jednak wrażenie, bo pokazuje, jak wiele można zyskać poprzez ograniczanie strat energii, nawet bez sięgania po nową generację akumulatorów. Pisałem już przecież o Verge TS Pro z akumulatorem ze stałym elektrolitem, który ma oferować znacznie większy zasięg i błyskawiczne ładowanie. Z kolei Evoke Nrgy pokazuje, że branża musi koncentrować się również na przystępności cenowej, bo bez niej elektryczne jednoślady pozostaną zabawkami dla zamożniejszych entuzjastów. Nieprzypadkowo pojawiają się również hybrydowe konstrukcje motocyklowe, które próbują pogodzić zalety napędu elektrycznego z możliwością długich podróży.

Czytaj też: BMW zbudowało motocykl dla początkujących, ale najwyraźniej zapomniało ograniczyć wyposażenie
Dla mnie rekord Zero DS jest więc przede wszystkim przypomnieniem, że sama pojemność akumulatora nie rozwiązuje wszystkiego. Możemy przecież wyposażyć motocykl w ogromny magazyn energii, ale jego dodatkowa masa zacznie negatywnie wpływać na prowadzenie, osiągi i zużycie prądu. Możemy też poprawiać sprawność całego napędu, ale nawet najlepszy silnik nie oszuka fizyki przy prędkościach autostradowych, kiedy opór powietrza rośnie bezlitośnie. Prawdziwy przełom nastąpi dopiero wtedy, gdy elektryczne motocykle będą oferować podobną swobodę podróżowania jak spalinowe odpowiedniki bez konieczności specjalnego planowania trasy. Zero zrobiło kolejny krok w tym kierunku, ale do końca drogi ciągle pozostaje jeszcze sporo kilometrów.
Źródła: Zero Motorcycles, New Atlas

