Cadex to należąca do Gianta marka z najwyższej półki, która do tej pory kojarzyła się przede wszystkim z komponentami szosowymi i gravelowymi. Max XC WheelSystem jest jej pierwszym zestawem kół przeznaczonym do rowerów górskich i producent od razu rzucił się na głęboką wodę. Mamy tutaj 29-calowe karbonowe obręcze, karbonowe szprychy i karbonowe kołnierze piast, a sam zestaw waży 1248 gramów z taśmą oraz wentylami. Bez nich jest to 1208 gramów.
Cadex Max XC są karbonowe bardziej, niż mogłoby się wydawać
Najciekawsze nie jest jednak to, z czego wykonano poszczególne elementy, ale jak je ze sobą połączono. Karbonowe szprychy Super Aero zostały przyklejone bezpośrednio do karbonowych kołnierzy piast, więc Cadex traktuje piastę oraz szprychy jako jedną zintegrowaną strukturę. Z przodu producent zastosował 20 szprych, a z tyłu 24. Brzmi jak serwisowy koszmar? Właśnie tutaj zaczyna się robić ciekawie, bo podobny kierunek widzieliśmy już w 2018 roku przy Syncros Silverton SL, gdzie obręcz, szprychy i obudowy piast tworzyły praktycznie jeden karbonowy element.
Czytaj też: Ten polski e-bike przejedzie 120 km. Najciekawsze jest to, skąd ten rower bierze energię

Problem polegał na tym, że klasyczne centrowanie takiego koła nie było możliwe. Cadex jednak tego uniknął, bo pozostawił przy obręczy ukryte aluminiowe nyple, dzięki czemu napięcie każdej szprychy nadal można regulować niezależnie. Dla mnie właśnie takie rozwiązania są znacznie ciekawsze od kolejnego odchudzenia komponentu o 30 gramów. Technologia zaczyna bowiem dzięki temu wychodzić z fazy “zbudujmy coś ekstremalnego” i przechodzić do znacznie trudniejszego “zbudujmy coś ekstremalnego, czego nadal da się normalnie używać”.
Najlżejsze nie są. Cadex próbuje wygrać czymś innym
W tym miejscu trzeba ostudzić marketingowe zapędy producenta, bo Max XC wcale nie biją rekordów masy. Nie muszę nawet specjalnie się nad tym zastanawiać, bo pisałem już o Mavic Crossmax Ultimate ważących zaledwie 1080 gramów, podczas gdy konkurencyjne Roval Control World Cup schodzą według Specialized do zaledwie 998 gramów z taśmą oraz wentylami. Jest to już około ćwierć kilograma mniej od propozycji Cadex, która próbuje w pewnym sensie zmienić pytanie z “ile ważą?” na “co dzieje się z nimi pod obciążeniem?”.

Czytaj też: Ten elektryczny rower kosztował prawie 19000 zł. Znalazłem go za znacznie mniej
Według testów producenta Max XC osiągają sztywność boczną 45,5 N/mm wobec 43,2 N/mm w Rovalach, co stanowi wynik lepszy o 5,3 procent. Problem w tym, że po uwzględnieniu masy stosunek sztywności bocznej do masy wypada dla Cadex o 15,8 procent gorzej. Znacznie efektowniej wygląda deklarowana sztywność przenoszenia napędu. Chodzi dokładnie o to, jak bardzo piasta może obrócić się względem obręczy, zanim naprężone szprychy przekażą moment obrotowy dalej. Podczas mocnego depnięcia w pedały konstrukcja koła minimalnie się “skręca”. Im mniejsze jest to odkształcenie, tym bardziej bezpośrednia powinna być reakcja na pedałowanie. Cadex twierdzi, że po uwzględnieniu masy Max XC osiąga pod tym względem wynik aż o 111,2 procent lepszy od Roval Control World Cup.
Koło przyszłości musi też przeżyć spotkanie z kamieniem
Jeszcze ciekawszy jest dla mnie drugi kierunek zmian. Pisałem już przy cenie włókna węglowego w rowerach, że samo włókno węglowe nie czyni automatycznie komponentu lepszym. W MTB lekkość nie może oznaczać delikatności. Cadex najwyraźniej też doszedł do tego wniosku i w efekcie obręcz ma 30 mm szerokości wewnętrznej, konstrukcję hookless oraz pogrubione do 5 mm krawędzie Wide Guard. Producent przewidział ją pod opony o szerokości od 2,2 do 2,6 cala, czyli około 56-66 mm. Według testów Cadex zestaw wytrzymał przed uszkodzeniem obciążenie ściskające odpowiadające 773,5 kgf, podczas gdy Roval miał poddać się przy 440 kgf. Różnica wynosi 75,8 procent.

Z tyłu znalazła się dodatkowo piasta M1-C120 ze 120-zębowym mechanizmem zapadkowym, który zapewnia zazębienie co 3 stopnie obrotu. Do tego dochodzą ceramiczne łożyska, bębenki SRAM XD lub Shimano Micro Spline oraz dożywotnia gwarancja połączona z pięcioletnim programem wymiany po uszkodzeniu dla zarejestrowanego pierwszego właściciela.
Tak wygląda przyszłość. Tylko na razie kosztuje absurdalne pieniądze
Pozostaje cena i tutaj cały technologiczny zachwyt zderza się ze ścianą. Max XC WheelSystem zostały wycenione na około 4200 euro, czyli według kursu około 18400 zł. Jest to cena za same koła. Dla porównania Roval Control World Cup kosztują obecnie w Polsce od 5799 zł za pojedyncze koło. Innymi słowy, nie są to koła dla każdego rowerzysty, ale nic w tym dziwnego, bo ich ekonomiczny sens dla typowego rowerzysty nie istnieje. Podobnie zresztą jak samochód wyścigowy nie jest rozsądnym wyborem do jazdy po bułki.
Czytaj też: Wsadzili do roweru kontrolę trakcji rodem z samochodu
Znacznie ciekawsze jest to, co takie konstrukcje pokazują o przyszłości MTB. Jeszcze niedawno wyścig technologiczny sprowadzał się głównie do pytania, ile gramów udało się usunąć. Teraz producenci zaczynają traktować koło jak kompletny układ mechaniczny, w którym projektuje się wspólnie obręcz, szprychy, piastę, sposób przenoszenia momentu i odporność na uderzenia. Dzisiaj trzeba za taki eksperyment zapłacić ponad 18 tysięcy złotych. Historia sprzętu sportowego wielokrotnie pokazała jednak, że rozwiązania początkowo przeznaczone dla zawodowców z czasem schodzą do znacznie tańszych produktów.
Źródła: Cadex

