Aktualnie LiveWire nie jest już tylko kolejnym producentem, który tylko pochwalił się stratami i obiecał poprawę w następnym kwartale. Tym razem zarząd oficjalnie przyznał, że istnieją poważne wątpliwości dotyczące możliwości kontynuowania działalności w perspektywie kolejnych dwunastu miesięcy od publikacji sprawozdania finansowego. Co gorsza, sam Harley-Davidson nie zamierza dalej pokrywać strat operacyjnych swojej elektrycznej odnogi. Czyżby więc wielka próba elektryfikacji motocykli miała zakończyć się spektakularną porażką?
LiveWire sprzedaje motocykle, ale ciągle traci miliony
Zacznijmy od wyników finansowych LiveWire, które trudno zignorować. W trzecim kwartale 2026 roku firma skupiająca się na elektrycznych motocyklach sprzedała zaledwie 241 egzemplarzy, czyli o 31 procent więcej niż rok wcześniej. W tym samym okresie segment motocyklowy osiągnął przychody na poziomie 2,7 mln dolarów, ale jednocześnie wygenerował aż 17 mln dolarów straty operacyjnej. Nie jest to naturalnie strata przypadająca bezpośrednio na sprzedaż poszczególnych egzemplarzy, bo uwzględnia również koszty funkcjonowania całego segmentu, ale i tak pokazuje, jak absurdalnie daleko LiveWire pozostaje od rentowności.
Czytaj też: Zontes przestał celować tylko w tani segment. Nowy motocykl ma wejść między znacznie większych graczy

Cała grupa LiveWire, obejmująca również markę STACYC produkującą m.in. elektryczne rowerki dla dzieci, odnotowała 7,9 mln dolarów przychodów oraz 17,5 mln dolarów straty operacyjnej. Co ciekawe, to właśnie STACYC odpowiadało za sprzedaż aż 6992 spośród 7233 pojazdów dostarczonych przez grupę w tym kwartale. Trudno tutaj o lepszy dowód na to, jak niewielki pozostaje rynek pełnowymiarowych motocykli elektrycznych.
LiveWire chwali się wprawdzie 80-procentowym udziałem w amerykańskim rynku drogowych motocykli elektrycznych o mocy przekraczającej 50 kW, ale ta statystyka dotyczy bardzo wąskiego segmentu. Finansowo sytuacja robi się jeszcze gorsza, bo na koniec września firma miała 39,9 mln dolarów gotówki i jej ekwiwalentów, podczas gdy dziewięć miesięcy wcześniej dysponowała kwotą 82,8 mln dolarów. Wprawdzie tegoroczne przepływy pieniężne poprawiły się względem 2025 roku, ale tempo zużywania kapitału nadal pozostaje niebezpiecznie wysokie.
Dlaczego elektryczne motocykle Harleya nie potrafią zarabiać?
Dla mnie historia LiveWire jest przede wszystkim dowodem na to, że stworzenie dobrego motocykla elektrycznego wcale nie oznacza stworzenia produktu, który ludzie rzeczywiście zechcą kupować. Pisałem już o tym przy okazji tańszego Evoke Nrgy. Ten motocykl próbuje zainteresować klientów znacznie rozsądniejszą ceną, zamiast imponować osiągami zarezerwowanymi dla najdroższych konstrukcji.

LiveWire przez długi czas stawiało zaś na kosztowne, zaawansowane motocykle, które musiały konkurować nie tylko z elektrycznymi odpowiednikami, ale przede wszystkim z dopracowanymi maszynami spalinowymi. Trudno się dziwić, że wielu klientów nie chciało płacić więcej za jednoślad, który wymaga dodatkowego planowania dłuższych tras, regularnego ładowania i pogodzenia się z ograniczeniami wynikającymi z pojemności akumulatora.
Sam napęd elektryczny ma z kolei ogromne zalety, bo zapewnia wysoki moment obrotowy praktycznie od ruszenia i ogranicza potrzebę regularnego serwisowania silnika. Tyle że w motocyklach znacznie trudniej ukryć masę dużego akumulatora niż w samochodach, a aerodynamika przy wysokich prędkościach bezlitośnie ogranicza zasięg. Rekordowy przejazd Zero DS na dystansie 436 km pokazał już, jak wiele można osiągnąć, ale również jak bardzo rzeczywisty wynik zależy od warunków jazdy.
Czytaj też: BMW stworzyło małego superbike’a. Cena za ten motocykl zaskakuje nawet w Polsce
Do tego dochodzi ekonomia skali. Przy sprzedaży kilkuset motocykli kwartalnie trudno rozłożyć koszty inżynierów, rozwoju oprogramowania, homologacji, produkcji i obsługi posprzedażowej na wystarczająco dużą liczbę egzemplarzy. Nawet najlepsza technologia nie uratuje firmy, jeśli jej utrzymywanie kosztuje wielokrotnie więcej, niż przynosi sprzedaż.
Harley-Davidson nie chce już ratować LiveWire za wszelką cenę
Najbardziej niepokojąca pozostaje jednak postawa Harley-Davidsona. Prezes koncernu Artie Starrs podczas konferencji wynikowej jasno zadeklarował, że firma nie zamierza dalej finansować strat operacyjnych LiveWire. Nie oznacza to jeszcze całkowitego zerwania współpracy, ale dotychczasowe wsparcie finansowe nie może już być traktowane jako gwarancja przetrwania. W międzyczasie ze stanowiska prezesa LiveWire zrezygnował Karim Donnez, a funkcję dyrektora ds. restrukturyzacji objął Roy Gallagher. Firma wycofała również wcześniejszą prognozę straty operacyjnej na 2026 rok, wynoszącą 70-80 mln dolarów i analizuje możliwości pozyskania nowego finansowania, partnerów lub przeprowadzenia głębszej restrukturyzacji. Na horyzoncie pozostaje też termin zapadalności zadłużenia przypadający na grudzień 2027 roku.

Oczywiście LiveWire nadal próbuje ratować sytuację nowymi produktami, a w tym tańszymi S4 Honcho oraz terenowym DUST Hightail. Pierwsze egzemplarze Honcho Trail trafiły na amerykański rynek już w sierpniu, ale trudno oczekiwać, żeby nagle kilka nowych modeli natychmiast odwróciło finansowe problemy narastające od lat. Dlatego też patrzę na LiveWire jako na wyjątkowo kosztowną lekcję dla całej branży motocyklowej. Elektryczne jednoślady mogą być szybkie, zaawansowane i przyjemne w prowadzeniu, ale dopóki producenci nie pogodzą rozsądnych cen z odpowiednim zasięgiem oraz niskimi kosztami produkcji, dopóty pozostaną niszą.

Czytaj też: Kawasaki przeszczepiło serce Z900 do turystyka, ale to nie koniec niespodzianek w tym motocyklu
Ewentualny upadek LiveWire nie oznaczałby końca elektrycznych motocykli, ale stanowiłby bardzo poważne ostrzeżenie dla firm, które uwierzyły, że sama technologia przyszłości wystarczy, żeby zapewnić sobie miejsce na rynku.
Źródła: LiveWire, Harley-Davidson, Visordown

