To ważny moment z dwóch powodów. Po pierwsze — marka, która wyrobiła sobie pozycję na trudnym rynku nowoczesnych urządzeń sprzątających, przenosi swoje kompetencje do kategorii, gdzie użytkownicy zwykle oczekują niezawodności i dopracowania w detalach. Po drugie — Dreame nie wchodzi w duże AGD jednym produktem „na próbę”. Zamiast tego zapowiada pełną ofensywę — od lodówek, przez piekarniki, zmywarki i płyty, po pranie i suszenie.
Od sprzątania do domu, który działa jak system
Dreame w przypadku rozwoju na segment dużego AGD stawia na podejście, które zna z robotyki i automatyzacji — i próbuje je przeszczepić na urządzenia, które w wielu domach są fundamentem codzienności. W praktyce chodzi o to, żeby sprzęt nie był wyłącznie zbiorem programów, ale potrafił doskonale zrozumieć pełny kontekst — co robimy, czego potrzebujemy i jak ułatwić nam zadanie, możliwie bezobsługowo.
Czytaj też: Dreame rozgaszcza się w polskich salonach. Po odkurzaczach przyszedł czas na telewizory
Producent mówi wprost o „proaktywnej inteligencji” — czyli takiej, która nie czeka na kolejne kliknięcie w aplikacji, tylko ma pomagać w rozwiązywaniu codziennych problemów, oszczędzać czas i energię oraz zdejmować z głowy drobne obowiązki. W tym ujęciu duże AGD nie jest zaledwie pobocznym ruchem, tylko naturalnym krokiem; bo jeśli potrafimy zautomatyzować sprzątanie, to czemu nie podejść podobnie do przechowywania żywności, gotowania albo prania?


Dreame mocno eksponuje nowoczesną interakcję, która nie tylko wygląda futurystycznie, ale zwyczajnie ułatwia życie. W produktach AGD mamy ekrany dotykowe, pokrętła z wyświetlaczami, sterowanie gestami, automatyzację i rozwiązania, które w założeniu mają skracać drogę od pomysłu do efektu. Czyli, w praktyce — mniej przeklikiwania się przez menu, mniej zastanawiania się który program wybrać, a więcej gotowych podpowiedzi i szybkich akcji. Ale przyjrzyjmy się po kolei wszystkim sprzętom.
Lodówki Dreame Mega Pro. Więcej przestrzeni bez powiększania kuchni
Wejście Dreame w duże AGD zaczyna się od sprzętu, który pracuje w naszym domu bez przerwy — lodówek. Seria Mega Pro pozytywnie zaskakuje już na starcie — nie chodzi o to, żeby wstawić do kuchni większą bryłę, tylko żeby w tej samej klasie gabarytów dostać więcej realnej przestrzeni. I tu kluczowy jest SpaceBoost — rozwiązanie, które ma wycisnąć dodatkową pojemność bez zdominowania całej kuchni rozmiarem lodówki, co w mieszkaniach z zabudową bywa absolutnie krytyczne.


Drugi filar to porządek i kontrola warunków w środku. Zamiast jednej, uniwersalnej temperatury, mamy oddzielną strefę z precyzyjnymi ustawieniami w zakresie od -4°C do 1°C (FreshFlex), czyli coś, co pozwala lodówkę dopasować do tego, co faktycznie kupujemy i jak gotujemy — raz trzymamy produkty bardziej na chłodno, innym razem ustawiamy warunki pod delikatniejsze rzeczy. Do tego dochodzi filtracja powietrza (AeroFresh), która ma ograniczać mieszanie się zapachów — brzmi jak detal, ale właśnie takie pozornie małe rzeczy decydują o tym, czy po kilku tygodniach lodówka nadal robi dobre wrażenie, czy zaczynamy się frustrować.
Czytaj też: Smog wchodzi do domu mimo zamkniętych okien? Dreame rozwiązuje ten problem
W lodówce FizzFresh jest także warstwa luksusowo-praktyczna, czyli dodatki, które szybko wchodzą w nawyk. Kostkarka potrafi robić lód także kruszony, jest też dozownik wody, a najciekawszy numer to woda gazowana z trzema poziomami nagazowania. W teorii brzmi jak gadżet, a w praktyce potrafi odczarować codzienność — mniej dźwigania zgrzewek, szybkie napoje od ręki, a przy okazji gotowy lód pod lemoniadę czy koktajle, bez planowania tego z wyprzedzeniem.



Piekarnik Dreame OZ60. Jedno urządzenie w kuchni zamiast kilku
Jeśli w kuchni ma się pojawić smart sprzęt, to piekarnik jest jednym z najbardziej sensownych punktów startu, bo tu liczy się powtarzalność i święty spokój. Dreame OZ60 ma podejście typu all-in-one: klasyczne pieczenie, para i tryby, które potrafią zastąpić air fryera. Efekt jest prosty — mniej urządzeń na blacie i w szafkach, a zamiast tego jeden sprzęt, który ogarnia większość codziennych scenariuszy.




Ważne jest też to, że to nie jest piekarnik do małej kuchni — 81 litrów robi robotę wtedy, gdy gotujemy dla większej liczby osób, wrzucamy większą brytfannę albo po prostu chcemy mieć margines i nie dzielić wszystkiego na tury. W takich momentach pojemność przestaje być cyferką w specyfikacji, a staje się realną wygodą, bo gotowanie przestaje kręcić się wokół ograniczeń sprzętu.
Czytaj też: Nowości Dreame. Odkurzacz V30 Essential i airfryer Tasti DZ30
Całość jest obsługiwana w sposób, który ułatwia cały proces. Duży ekran dotykowy, przepisy i szybkie uruchamianie programów sprawiają, że piekarnik prowadzi nas za rękę, zamiast zmuszać do ciągłego ustawiania parametrów „na czuja”. To szczególnie dobrze działa, gdy w domu gotuje więcej niż jedna osoba — każdy włącza, wybiera i dostaje przewidywalny efekt, bez zadawania pytań, tłumaczenia czy przeszukiwania internetu.




Zmywarki Dreame DZ40 i DZ60. Dokładne mycie i mniej myślenia o tym, co po cyklu
Zmywarka to urządzenie, które bezlitośnie weryfikuje obietnice — albo domywa, dosusza i daje spokój, albo paradoksalnie tylko dokłada nam roboty. W przypadku DZ40 i DZ60 mocny nacisk położono na równomierne mycie i docieranie do trudniejszych miejsc, żeby ograniczyć klasyczny problem, kiedy nie wszystkie naczynia są czyste. Zamiast liczyć na szczęście i ułożenie pod idealnym kątem, chodzi o to, by strumień wody trafiał konsekwentnie tam, gdzie powinien.
Czytaj też: Robot z ramieniem, ultracienka seria X60 i ofensywa na codzienne sprzątanie. Dreame na CES 2026
Drugą sprawą jest suszenie — temat, który potrafi zabić radość ze zmywarki, zwłaszcza przy plastiku i głębszych naczyniach. Tu pojawia się podwójne suszenie, dzięki czemu naczynia od razu mają być suche i gotowe do schowania, bez poprawiania ręcznikiem. Do tego dochodzi sensowna efektywność energetyczna (klasa A), co ma znaczenie, jeśli zmywarka chodzi często, a nie raz na tydzień.




Najbardziej „życiowy” wątek to tryb przechowywania — rozwiązanie na sytuacje, w których cykl kończy się, ale my nie mamy jak rozpakować zmywarki od razu. W DZ40 mówi się o utrzymaniu świeżości do 7 dni, a w DZ60 nawet do 15 dni, czyli mniej ryzyka, że po kilku dniach otworzymy drzwi i poczujemy, że kuchnia… żyje własnym życiem. Dorzucając do tego regulowane kosze, wychodzi sprzęt pomyślany pod realne tempo dnia, a nie pod idealny domowy harmonogram.
Okap HZ40 i płyty CZ40/EZ40. Kuchnia z Dreame, która reaguje szybciej
Okap to sprzęt, którego się nie docenia, dopóki nie zacznie przeszkadzać — zapachami, hałasem albo tym, że nie nadąża. HZ40 jest nastawiony na wysoką wydajność (600 m³/h) przy jednocześnie bardzo dobrej klasie energetycznej (A+++), czyli ma szybko ogarniać powietrze i robić to oszczędnie. W praktyce chodzi o to, żeby kuchnia po smażeniu czy intensywnym gotowaniu szybciej wracała do normalności, zamiast przesiąkać aromatem na wiele godzin.



Fajnym dodatkiem jest sterowanie gestami, bo to jeden z tych trików, które mają sens właśnie w kuchni — mokre dłonie, tłuste palce, ręce zajęte garnkiem — a my chcemy po prostu zmienić moc bez zostawiania śladów na panelu. To drobna rzecz, ale w codziennym użyciu potrafi budować wrażenie, że sprzęt poza tym, że jest ładny, jest też wygodny.
Czytaj też: Od sprzątania do ładowania. Dreame pokazuje swój pierwszy powerbank z obsługą Qi2
Płyty pokazują dwa różne światy. Gazowa CZ40 ma stawiać na moc (palniki do 4 kW) i dołożyć do klasycznego gotowania nowoczesną warstwę — ekran, podgląd czasu i mocy oraz ostrzeganie przed wykipieniem — czyli coś, co realnie potrafi uratować sytuację, gdy na chwilę odchodzimy od garnka. Indukcyjna EZ40 idzie w stronę precyzji i bezpieczeństwa — niezależne strefy, timery, wygodny suwak oraz automatyczne odcięcie zasilania przy wykipieniu lub wygotowaniu — idealne wtedy, gdy gotowanie towarzyszy nam w tle, a nie jest akurat jedyną czynnością.








Pranie i suszenie w serii Dreame L9. Technologia, która ma być niewidoczna
W praniu i suszeniu najłatwiej obiecać więcej programów, a najtrudniej naprawdę zdjąć z użytkownika myślenie. L9 idzie w stronę automatyzacji, która ma działać bez fanfar — pranie pianą (MousseBloom) i cyrkulacja natrysku mają pomóc w równomiernym rozprowadzaniu detergentu i skutecznym praniu, ale kluczowy konkret to podwójne, precyzyjne dozowanie z dokładnością do 1 ml. Dzięki temu odpada klasyczne „na oko”, a ubrania nie są zalewane chemią, której potem i tak trzeba się pozbyć płukaniem.

Do tego dochodzi pojemny bęben 71 litrów przy standardowych wymiarach zewnętrznych — niby techniczny detal, ale w praktyce oznacza więcej przestrzeni dla ubrań, mniej upychania i często lepszą kulturę prania, bo rzeczy mają gdzie pracować. Obsługa oparta o pokrętło z ekranem TFT też jest sensowna, bo pozwala szybko wybrać ustawienia bez przeklikiwania się przez nieskończone menu, a jednocześnie daje czytelny podgląd tego, co urządzenie robi.
Czytaj też: Test Dreame Matrix 10 Ultra – najbardziej elegancki robot sprzątający żongluje mopami
Po zakończeniu cyklu wchodzi funkcja, którą doceni każdy, kto choć raz przegapił pranie. FreshLoop ma utrzymać świeżość ubrań do 12 godzin, gdy nie wyjmiemy ich od razu. Suszarka L9 z kolei domyka temat szybkością i pielęgnacją — podwójna inwerterowa pompa ciepła umożliwia krótkie cykle (nawet 30 minut), para (Steam Care) redukuje zagniecenia i zapachy, a Auto-care potrafi podtrzymywać stan wsadu nawet do 8 godzin, żeby ubrania nie wyszły zgniecione. Do tego dochodzi wielowarstwowa filtracja pod kątem sierści i alergenów — ważna rzecz w domach, gdzie zwierzęta są pełnoprawnymi domownikami.





Dreame jako ekosystem, nie pojedynczy gadżet
Dreame przestaje być marką tylko od sprzątania, a staje się marką od całego domu, który dzięki temu ekosystemowi działa dużo sprawniej. Premiery w dużym AGD są mocnym sygnałem, że firma myśli o użytkowniku szerzej — od kuchni, przez pranie, po organizację codzienności — i wprowadza do tych obszarów rozwiązania znane z robotyki, automatyzacji i inteligentnej współpracy urządzeń. Wszystko wskazuje na to, że to zwyczajnie nie może się nie udać.
