Test 8849 Tank X. Jest dziwny, wielki i ciężki — a przy tym ma więcej sensu, niż chciałbym przyznać

Tank X ani przez chwilę, nawet przy pierwszym kontakcie, nie daje zapomnieć, że mamy do czynienia z czymś nietypowym. To nie jest jeden z tych smartfonów, które bierzemy do ręki, przesuwamy palcem po ekranie i po chwili wszystko jest znajome. Bo niby to jest smartfon i działa na podobnej zasadzie, ale nie możemy traktować go jak po prostu kolejny telefon — musimy wystawić głowę poza bańkę, w której wygodnie się rozsiedliśmy przez ostatnie lata. Bo tutaj już pierwszy kontakt jest… dużo bardziej fizyczny. Czuć masę, czuć grubość, czuć ostro zarysowany charakter obudowy. Po kilku minutach wiadomo, że to nie jest telefon, który będzie tłem do codzienności. Jego obecność wyraźnie czuć.
Test 8849 Tank X. Jest dziwny, wielki i ciężki — a przy tym ma więcej sensu, niż chciałbym przyznać

I to jest jednocześnie jego największa wada oraz największy wyróżnik. 750 gramów masy i ponad trzy centymetry grubości brzmią abstrakcyjnie, dopóki faktycznie nie weźmiemy go do ręki. Wtedy szybko okazuje się, że to nie jest urządzenie do wygodnego, beztroskiego scrollowania jedną ręką. Nie jest też telefon do kieszeni, chyba że mówimy o kurtce, plecaku albo roboczych spodniach cargo. W jakimkolwiek innym przypadku Tank X po prostu daje o sobie znać.

Jednocześnie trudno mieć do niego pretensje, że nie zachowuje się jak klasyczny smartfon. To urządzenie o wymiarach 180,5 x 91,8 x 31,9 mm, z baterią 17600 mAh, projektorem, mocną latarką, dodatkowymi narzędziami i obudową przygotowaną na trudniejsze traktowanie. Innymi słowy — jego rozmiar nie bierze się znikąd. Tyle że to nadal kompromis, który trzeba zaakceptować już pierwszego dnia. Tank X nie jest telefonem wygodnym w klasycznym sensie. Jest wygodny dopiero wtedy, gdy zaczynamy korzystać z rzeczy, których zwykły smartfon po prostu nie ma. I nigdy nie miał. Ba, najpewniej nigdy mieć nie będzie.

Największą sztuczką 8849 Tank X jest… projektor. Tak, to smartfon z wbudowanym projektorem

Najbardziej charakterystycznym elementem Tank X jest wbudowany projektor DLP. To funkcja, która natychmiast przyciąga uwagę, bo w smartfonie brzmi — przyznacie sami — dość nietypowo. Producent deklaruje jasność 220 lumenów, obraz do 1080p, laserowy autofokus oraz korekcję trapezu w zakresie plus/minus 40 stopni. I co lepsze, nie jest to ciekawostka na chwilę, bo projektor działa do 5 godzin w trybie wysokiej jasności i do 6 godzin w trybie nocnym.

Czytaj też: Pancerny flagowiec z termowizją i Androidem 16, który zawstydza konkurencję. Oscal Pilot 6 w świetnej promocji

W praktyce najważniejsze jest jednak nie to, że projektor w ogóle tu jest, tylko to, kiedy faktycznie ma sens. W ciemniejszym pomieszczeniu, wieczorem, na jasnej ścianie albo przy spokojnym oglądaniu treści z telefonu potrafi być zaskakująco użyteczny. Możemy puścić film, pokazać zdjęcia, wyświetlić prezentację, mapę, instrukcję albo zwykły materiał wideo bez szukania dodatkowego sprzętu. I to jest bardzo przyjemny moment, bo Tank X nagle przestaje być tylko ciężkim telefonem. Zaczyna robić coś, czego większość smartfonów nie potrafi. Tutaj też przydaje się grubość i kształt smartfonu, bo możemy wygodnie go postawić na podłodze i wyświetlić zawartość na suficie, dzięki czemu mamy perfekcyjne kino do zasypiania.

Ale są też ograniczenia, których nie ma sensu pudrować. 220 lumenów nie lubi jasnego otoczenia. Im więcej światła w pokoju, tym szybciej znika magia tej funkcji. To nie jest projektor, który zastąpi normalny sprzęt w salonie, jeśli zależy nam na dużym, jasnym i bardzo kontrastowym obrazie — z tym, że wtedy raczej nie szukamy pancernego telefonu, a po prostu projektor. Warto jednak mieć to na uwadze, ale nadal — to rozwiązanie bardzo fajne, gdy mamy odpowiednie warunki. Znacznie mniej efektowne, gdy próbujemy użyć go w środku dnia albo na powierzchni, która nie pomaga obrazowi, ale jak na coś w smartfonie… nie ma się do czego przyczepić. No, może do tego, że wentylatory podczas pracy projektora osiągają podobny poziom, co PlayStation 4 walczące z grami z końcówki ósmej generacji konsol.

Największą zaletą jest więc nie sama jakość projekcji, ale dostępność. Projektor jest zawsze z nami, o ile akurat zabraliśmy telefon. Nie trzeba pamiętać o dodatkowym urządzeniu, kablach czy osobnym zasilaniu. I w tym sensie Tank X ma bardzo konkretną przewagę — nie jest najlepszym projektorem, jaki możemy mieć, ale może być jedynym, który faktycznie mamy pod ręką wtedy, gdy przychodzi nam do głowy, żeby coś wyświetlić.

Bateria jest ogromna, ale ma też swoją cenę

Akumulator o pojemności 17600 mAh to jeden z głównych powodów, dla których Tank X wygląda i waży tak, jak wygląda i waży. Na papierze ta liczba robi wrażenie, ale po kontakcie z telefonem przestaje być abstrakcją. Ta bateria jest po prostu fizycznie obecna. Czuć ją przez cały czas.

Zaletą jest oczywiście spokój. Przy takim zapasie energii inaczej myśli się o korzystaniu z telefonu. Nawigacja, zdjęcia, hotspot, latarka, projektor, długi dzień poza domem — to dla Tank X chleb powszedni. 8849 deklaruje do 65 godzin rozmów na jednym ładowaniu czy wspomniane już 6 godzin pracy projektora w trybie nocnym. Przy spokojniejszym użytkowaniu ładowanie co kilka dni jest tu całkowicie realnym scenariuszem, a przy bardzo oszczędnym podejściu można myśleć nawet o dłuższych odstępach. A kiedy wreszcie przyjdzie czas uzupełnienia baterii, na pokładzie mamy ładowanie o mocy 120 W, które pozwoli uzupełnić energię do pełna w około 70 minut. Co istotne, jest też ładowanie zwrotne, więc telefon może pełnić rolę powerbanka.

Czytaj też: Mity o czołgach na polu bitwy. Czego nie wiemy o realiach pancernych kolosów

Tyle że znowu — nie ma tu magii bez kosztu. Tak duża bateria sprawia, że Tank X nie jest sprzętem neutralnym ergonomicznie. Jeżeli ktoś liczy na telefon, który po prostu będzie miał świetny czas pracy, ale nadal zachowa wygodę klasycznego smartfona, szybko zderzy się z rzeczywistością. To nie jest większa bateria w zwykłym telefonie. To właściwie powerbank z funkcjami smartfona, który jednocześnie jest projektorem, latarką i urządzeniem terenowym.

I w tym układzie bateria ma sens. Ale tylko wtedy, gdy naprawdę korzystamy z tego, co ona zasila. Jeśli Tank X miałby służyć głównie do komunikatorów, przeglądarki i mediów społecznościowych, jego masa będzie trudna do obrony. Jeśli natomiast ktoś faktycznie potrzebuje sprzętu na długi wyjazd, pracę w terenie albo dzień bez dostępu do gniazdka, argumenty robią się znacznie mocniejsze.

Ekran w 8849 Tank X jest poprawny, ale nie on sprzedaje ten telefon

Na froncie mamy 6,78-calowy ekran LCD o rozdzielczości FHD+, odświeżaniu 120 Hz (co akurat jest sporym i pozytywnym zaskoczeniem) i deklarowanej jasności do 750 nitów. Producent wspomina też o braku PWM, co jest istotne dla osób wrażliwych na migotanie ekranów. W codziennym użyciu ekran robi to, co powinien robić ekran w takim urządzeniu. Jest wystarczająco duży, żeby wygodnie pracować z mapą, ustawieniami, podglądem aparatu, dokumentami czy narzędziami systemowymi. Odświeżanie 120 Hz pomaga w płynności i sprawia, że interfejs nie sprawia wrażenia ciężkiego, mimo że sam telefon zdecydowanie ciężki jest.

Nie jest to jednak wyświetlacz, który będzie głównym powodem zakupu. Nie ma tu charakteru topowych paneli OLED, nie ma tej głębi czerni i kinowej elegancji obrazu, której można oczekiwać po flagowcach. Z drugiej strony Tank X nie jest telefonem budowanym wokół ekranu jako najważniejszego elementu. Ekran ma być czytelny, praktyczny i wystarczająco płynny. I w tej roli pasuje do urządzenia znacznie lepiej niż efektowna, ale bardziej delikatna interpretacja smartfonowego luksusu.

Czytaj też: Pancerny smartwatch z mapami offline za 625 złotych. Chiński gigant rzuca wyzwanie Garminowi

Wydajność Tank X nie zawodzi, co w tej kategorii wcale nie jest oczywiste

Sercem 8849 Tank X jest MediaTek Dimensity 8200, a towarzyszy mu 16 GB RAM, dodatkowa pamięć wirtualna i 512 GB pamięci wewnętrznej. Systemowo mamy tu Androida 15. I to jest ważna rzecz, bo w przypadku pancernych telefonów często trzeba się godzić na to, że nietypowa konstrukcja dostaje pierwszeństwo, a wydajność zostaje gdzieś dalej. Tutaj tego wrażenia nie ma. Dimensity 8200 nie robi z Tank X flagowca, ale daje mu wystarczająco dużo mocy, żeby całość nie sprawiała wrażenia sprzętu, który nadrabia charakterem braki w podstawach. Aplikacje działają sprawnie, pamięci jest dużo, a telefon nie wygląda jak urządzenie stworzone wyłącznie do imponowania dodatkowymi funkcjami. Tu wszystko sprawnie śmiga i nikt nie ma powodu do narzekania. Z ciekawości, zrobiłem na nim nawet test benchmarków na AnTuTu, którego wyniki możecie zobaczyć poniżej.

I jego niezła wydajność jest faktycznie istotna, bo Tank X ma sporo do obsłużenia. Projektor, aparaty, nawigacja, narzędzia terenowe, łączność — przy słabszym procesorze cały pomysł szybko zacząłby tracić sens. Tutaj przynajmniej na poziomie konfiguracji widać, że producent nie potraktował wydajności jako dodatku. To nadal nie jest smartfon dla osób, które ścigają się w benchmarkach, ale w realnym użytkowaniu daje zapas. A tutaj to jest najważniejsze.

Aparaty są ciekawe, ale to nie jest telefon fotograficzny w klasycznym sensie

Z tyłu znajdziemy 50-megapikselowy aparat główny z sensorem Sony IMX766, 64-megapikselową kamerę noktowizyjną oraz 8-megapikselowy teleobiektyw z 3-krotnym zoomem optycznym. Z przodu umieszczono aparat 50 MP. Same megapiksele to jednak nie wszystko i po smartfonie tego typu nie ma sensu oczekiwać fotograficznej rewelacji; z tym, że… jest i tak zaskakująco nieźle.

Najbardziej sensownie wygląda aparat główny. Sony IMX766 to rozpoznawalny sensor, który ma na koncie obecność w wielu udanych smartfonach. Tyle że nie ma co sprowadzać fotografii mobilnej wyłącznie do nazwy sensora. Dużo zależy od optyki, przetwarzania obrazu, aplikacji aparatu i konsekwencji producenta w dopracowaniu szczegółów. W Tank X aparat główny jest więc obiecującym punktem zestawu, ale nie powodem, żeby traktować ten telefon jak fotograficznego specjalistę. Bardziej zgodna z jego charakterem jest kamera noktowizyjna. To funkcja specyficzna, ale w tym urządzeniu przynajmniej nie wygląda na przypadkową. Może przydać się w ciemnym pomieszczeniu, przy pracy technicznej, w terenie albo w sytuacjach, w których klasyczny tryb nocny nie rozwiązuje problemu, bo nie chodzi o ładne zdjęcie, tylko o zobaczenie czegoś w mroku.

Teleobiektyw 3x też ma praktyczne uzasadnienie, choć 8 MP nie brzmi szczególnie imponująco. To raczej narzędzie do podejścia bliżej bez fizycznego podchodzenia niż moduł, który będzie zachwycał szczegółowością. W tej kategorii to wystarcza, ale warto ustawić oczekiwania rozsądnie. Tank X robi zdjęcia, ma ciekawy zestaw modułów i potrafi więcej niż typowy pancerny telefon, ale jego główna siła nie leży w fotografii jako takiej.

Latarka, dalmierz i narzędzia są mniej zabawne, gdy faktycznie zaczynamy ich używać

Tank X ma zestaw funkcji, które w zwykłym smartfonie wyglądałyby dziwnie, ale tutaj wpisują się w całość. Jest kompas, poziomica, pion, kątomierz, barometr, krokomierz, miernik hałasu, lupa, alarmy i funkcje związane z pomiarem. Jest też dalmierz laserowy o zasięgu 4 metrów, 1200-lumenowa lampa kempingowa oraz światła ostrzegawcze.

Czytaj też: Mniejszy, ale wciąż pancerny. Nowy Amazfit T-Rex 3 Pro 44 mm podbija rynek smartwatchy

I tu dochodzimy do jednej z ciekawszych rzeczy w tym telefonie. Część tych dodatków brzmi jak lista funkcji, które można wyśmiać przy biurku, ale w praktyce wystarczy jedna sytuacja, w której naprawdę potrzebujemy latarki, prostego pomiaru albo szybkiego sprawdzenia poziomu, żeby spojrzeć na nie łaskawiej. To nie są rzeczy, które każdy będzie uruchamiał codziennie. Ale Tank X nie jest urządzeniem projektowanym pod każdego i pod codzienność rozumianą wyłącznie jako komunikatory, poczta i zdjęcia jedzenia.

Podobnie jest z GPS L1+L5 oraz obsługą systemów GPS, GLONASS, Galileo i Beidou. To brzmi technicznie, ale w telefonie do pracy poza spokojnym centrum miasta ma większe znaczenie niż kolejna ozdobna funkcja w menu. Stabilniejsze pozycjonowanie, lepsza orientacja w trudniejszym otoczeniu i pewniejsza nawigacja są dokładnie tymi rzeczami, które w takim sprzęcie powinny się znaleźć.

Odporność robi swoje, ale nadal mówimy o elektronice

Tank X ma certyfikaty IP68 i IP69K. Producent opisuje go jako sprzęt odporny na kurz, wodę, deszcz, piasek, wibracje, wstrząsy, wilgoć, ekstremalne temperatury i czasowe zanurzenie. To jedna z tych cech, które dobrze pasują do jego obudowy, bo wygląd telefonu sam sugeruje, że nie powinniśmy obchodzić się z nim jak z delikatnym szklanym prostokątem. Ale odporność nie oznacza niezniszczalności. I warto to wyraźnie zaznaczyć, bo przy takich urządzeniach łatwo popaść w przesadę. To nadal elektronika, z portami, uszczelnieniami, ekranem, aparatem i elementami, które z czasem mogą się zużywać. Woda, pył, upadki i trudniejsze warunki to obszary, w których Tank X powinien dawać większy spokój niż klasyczny telefon, ale nie zmienia go to w sprzęt pozbawiony granic.

Najrozsądniej traktować tę odporność jako większy margines bezpieczeństwa. Możemy mniej martwić się o deszcz, kurz, przypadkowe uderzenia czy pracę w gorszych warunkach. Ale celowe testowanie wytrzymałości dla samego testowania nadal nie ma większego sensu. Tank X wygląda pancernie, ale najlepiej wypada wtedy, gdy ta pancerność jest dodatkiem do realnego użytkowania, a nie pretekstem do udowadniania, ile zniesie. Nie zrzucajcie go więc z 10. piętra. Ale możecie śmiało wziąć go ze sobą na budowę.

Ergonomia jest największym kompromisem. I tego nie da się ominąć

Największy problem Tank X jest oczywisty od pierwszego kontaktu. To ergonomia. Ten telefon po prostu nie jest wygodny w taki sposób, w jaki przyzwyczaiły nas do tego współczesne smartfony. Jest ciężki, gruby i wymaga od nas solidnej zmiany nawyków. Dłuższe trzymanie w jednej ręce męczy, obsługa na leżąco jest mało rozsądnym pomysłem, a noszenie w kieszeni raczej nie jest możliwe.

Czytaj też: Nokia 800 Tough powraca po sześciu latach. Pancerny telefon znów podbije rynek?

To nie jest drobny minus, który można zbyć jednym zdaniem. To podstawowy warunek korzystania z tego urządzenia. Tank X trzeba chcieć nosić ze względu na funkcje, bo sam komfort fizyczny nie będzie jego sprzymierzeńcem. Najlepiej czuje się w torbie, plecaku, samochodzie, warsztacie, na biurku albo podwieszony w namiocie, robiący nam za źródło światła w lesie.

I właśnie tutaj rozstrzyga się sens tego modelu. Jeżeli ktoś szuka zwykłego smartfona z większą baterią, Tank X będzie przesadą. Jeżeli jednak ktoś szuka sprzętu, który łączy telefon, powerbank, latarkę, projektor i kilka narzędzi terenowych, wtedy jego gabaryty stają się łatwiejsze do zaakceptowania. Nie znikają. Po prostu zaczynamy rozumieć, za co płacimy komfortem.

Dla kogo jest 8849 Tank X?

Nie dla każdego. I to chyba najuczciwsza odpowiedź. Tank X nie ma sensu jako codzienny telefon dla osoby, która chce lekkiego, eleganckiego urządzenia do kieszeni. Nie będzie dobrym wyborem dla kogoś, kto priorytetowo traktuje wygodę obsługi jedną ręką, smukłą obudowę, najlepszy ekran albo najbardziej dopracowany aparat.

Może mieć natomiast sens dla osób, które naprawdę korzystają z telefonu poza standardowym, miejskim scenariuszem. Dla kogoś, kto dużo jeździ, pracuje w terenie, spędza czas na działce, kempingu, w warsztacie, przy samochodzie, na budowie albo po prostu chce mieć przy sobie sprzęt awaryjny. Dla użytkownika, który częściej myśli o baterii, świetle, odporności, nawigacji i funkcjach dodatkowych niż o tym, czy telefon wygląda dobrze na stoliku w kawiarni.

To też urządzenie dla ludzi, którzy lubią sprzęt z charakterem i są gotowi zaakceptować jego dziwactwa. Tank X nie próbuje być uniwersalnym wyborem dla masowego odbiorcy. To bardzo konkretny telefon dla bardzo konkretnego użytkownika. I jeśli nim nie jesteśmy, większość jego zalet szybko zamieni się w ciężar. Dosłownie i w przenośni.

Czytaj też: Do boju wkraczają lekkie czołgi. Nowy Tulpar to coś więcej niż kolejny pojazd pancerny

Ciekawy, dziwny i trudny do polecenia każdemu

8849 Tank X jest jednym z tych smartfonów, które trudno ocenić jedną miarą. Z jednej strony jest ogromny, ciężki i daleki od wygody, do której przyzwyczaiły nas klasyczne telefony. Z drugiej — ma projektor, baterię 17600 mAh, ładowanie 120 W, latarkę 1200 lumenów, noktowizję, dalmierz, rozbudowane narzędzia terenowe, solidną wydajność i odporność IP68/IP69K. A to wszystko za niecałe 2500 zł.

Najważniejsze jest jednak to, że te funkcje nie sprawiają automatycznie, że Tank X staje się dobrym telefonem dla każdego. One sprawiają, że staje się telefonem bardzo specyficznym. Im bardziej potrzebujemy jego dodatkowych możliwości, tym łatwiej wybaczyć masę, gabaryty i brak codziennej lekkości. Im bardziej używamy smartfona w klasyczny sposób, tym szybciej zaczniemy się zastanawiać, po co nam tak duże urządzenie.

I właśnie dlatego Tank X najlepiej broni się nie jako alternatywa dla typowego flagowca, ale jako sprzęt do zupełnie innego stylu używania. Nie jest elegancki, nie jest subtelny i nie próbuje udawać, że jego rozmiar nie ma znaczenia. Ma znaczenie. Bardzo duże. Ale jeśli ktoś wie, po co sięga po taki telefon, może się okazać, że właśnie ta przesada jest jego największym argumentem. A nazwa Tank X jest bardzo wymowna.

8849 Tank X — specyfikacja techniczna

Wymiary i masa180,5 x 91,8 x 31,9 mm
750 g
Ekran6,78-calowy wyświetlacz LCD
Rozdzielczość FHD+
Odświeżanie 120 Hz
Jasność do 750 nitów
Brak PWM
ProcesorMediaTek Dimensity 8200
Pamięć16 GB RAM
Do 16 GB dodatkowej pamięci wirtualnej
512 GB pamięci wewnętrznej UFS 3.1
SystemAndroid 15
Bateria17600 mAh
Ładowanie przewodowe 120 W
Pełne ładowanie w około 70 minut
Ładowanie zwrotne przez USB-C
ProjektorWbudowany projektor DLP
Rozdzielczość do 1080p
Jasność 220 lumenów
Laserowy autofokus
Automatyczna korekcja trapezu plus/minus 40 stopni
Do 5 godzin pracy w trybie wysokiej jasności
Do 6 godzin pracy w trybie nocnym
Zalecana odległość projekcji: 1,5–2 m
Aparaty tylneAparat główny 50 MP z sensorem Sony IMX766
Kamera noktowizyjna 64 MP z autofokusem
Teleobiektyw 8 MP z 3-krotnym zoomem optycznym
Aparat przedni50 MP
OdpornośćIP68
IP69K
Odporność na kurz, wodę, deszcz, piasek, wibracje, wstrząsy i wilgoć
Czasowe zanurzenie w słodkiej wodzie do 1,8 m przez maksymalnie 30 minut
Łączność5G
Dual SIM
Wi-Fi 6
Bluetooth 5.4
NFC
Port podczerwieni
Radio FM
USB-C
NawigacjaDwuzakresowy GPS L1+L5
Obsługa systemów GPS, GLONASS, Galileo i Beidou
Dodatkowe funkcjeLampa kempingowa 1200 lumenów
Światła ostrzegawcze
Dalmierz laserowy o zasięgu do 4 m
Czytnik linii papilarnych z boku obudowy
Dwa programowalne przyciski
Kompas
Poziomica
Pion
Kątomierz
Barometr
Krokomierz
Miernik hałasu
Lupa
Alarmy
Funkcje pomiarowe
Kacper CembrowskiK
Napisane przez

Kacper Cembrowski

Redaktor Prowadzący
Dziennikarz z wykształcenia, ale przede wszystkim z pasji i wyboru. Zacząłem pisać do internetu w wieku 15 lat — od branży gamingowej płynnie przeszedłem do nowych technologii, z czasem poszerzając je także o motoryzację. Po drodze zacząłem również coraz częściej stawać przed kamerą i za nią. Na co dzień zajmuję się tworzeniem i rozwijaniem treści technologicznych w wielu formach. Piszę artykuły, recenzje, felietony i scenariusze, nagrywam oraz montuję materiały wideo, prowadzę wywiady i realizuję formaty wideo oraz podcastowe. Równolegle rozwijam projekty w mediach społecznościowych. Regularnie relacjonuję najważniejsze targi technologiczne i motoryzacyjne na całym świecie, testuję najnowszy sprzęt oraz samochody, a także pracuję przy współpracach komercyjnych z markami i uczestniczę w procesach sprzedażowych oraz projektowych związanych z mediami i content marketingiem. Od 2020 roku prowadzę również własny podcast. Praca z mikrofonem i kamerą jest dla mnie naturalnym przedłużeniem dziennikarstwa — pozwala opowiadać o świecie nowych technologii, motoryzacji i współczesnej kultury w bardziej bezpośredni sposób. Fascynuje mnie technologia w każdej postaci — szczególnie ta nowoczesna, choć retro sprzęty mają w moim sercu specjalne miejsce (transparentne obudowy zawsze wygrywają). Uwielbiam japońską (pop)kulturę, katalońską piłkę nożną, sprzęty z Cupertino, samochody elektryczne (i najlepiej ze stali nierdzewnej), minimalistyczny design, dystopijny streetwear i anti-fashion, a muzyka towarzyszy mi całą dobę. Najlepiej czuję się w studiu nagraniowym, na planie wideo albo w samolocie.