OnePlus był kiedyś jedną z najciekawszych historii na rynku smartfonów. Nie tylko dlatego, że sprzedawał dobrze wyposażone telefony w cenach niższych od największych konkurentów (chociaż to też przecież robił); ważniejsza była jednak osobowość marki. System zaproszeń, hasło Never Settle, bezpośrednia komunikacja ze społecznością i urządzenia określane jako „pogromcy flagowców” sprawiały, że OnePlus przypominał technologiczny start-up próbujący dostać się do klubu zajętego przez znacznie większe firmy.
Carl Pei świetnie rozumiał, że smartfon nie musi mieć wyłącznie dobrych bebechów w atrakcyjnej cenie. Telefon potrzebuje charakteru, tożsamości, szerszej opowieści i grupy ludzi, którzy chcą się z nim utożsamiać. Po odejściu z OnePlusa wykorzystał tę samą wiedzę, budując Nothing — i można dyskutować o tym, czy dzisiejsze produkty Nothing zawsze spełniają wszystkie składane obietnice, ale trudno odmówić tej firmie osobowości. Dokładnie takiej, jaką dawniej miał OnePlus.
Czytaj też: OnePlus zwija żagle z Europy? Absurdalne decyzje serwisu i pustki na stronie tylko to potwierdzają



Z czasem OnePlus zaczął jednak tracić własną tożsamość. Nie stało się to dlatego, że nagle przejęła go zupełnie obca firma — związek z OPPO istniał właściwie od początku. OnePlusa razem z Carlem Peiem założył Pete Lau, czyli były wiceprezes OPPO, a OPPO Electronics było jego jedynym instytucjonalnym udziałowcem. Marka przez lata podkreślała swoją niezależność, choć korzystała z produkcyjnego i dostawczego zaplecza OPPO. Dopiero w 2021 roku obie firmy oficjalnie ogłosiły znacznie głębszą integrację, a OnePlus zaczął być przedstawiany jako niezależna submarka OPPO.
Wraz z tą integracją granice zaczęły się coraz mocniej zacierać. Ceny rosły, telefony OnePlusa coraz bardziej przypominały urządzenia OPPO, a OxygenOS stopniowo zbliżał się do ColorOS. Pogromca flagowców sam zaczął sprzedawać flagowce, zresztą naprawdę niezłe, ale musiał robić to na rynku zdominowanym przez Apple i Samsunga, rywalizując z Xiaomi, Honorem czy Google’em, a jednocześnie częściowo kanibalizując ofertę innych marek z własnego zaplecza — przede wszystkim OPPO i realme.
To nadal były często bardzo dobre urządzenia. Problem polegał na tym, że coraz trudniej było odpowiedzieć na pytanie, dlaczego europejski klient powinien wybrać właśnie OnePlusa. Bo już nie dlatego, że był znacznie tańszy. Również nie dlatego, że oferował już całkowicie wyjątkowy system. No i… nie dlatego, że miał taką skalę sprzedaży, rozpoznawalność i dostępność u operatorów jak najwięksi producenci. Dlatego emocjonalnie decyzja o wycofaniu marki z Europy boli, ale biznesowo trudno uznać ją za całkowicie niezrozumiałą.


Czytaj też: OxygenOS 17 nadchodzi. Sprawdź, czy Twój OnePlus otrzyma aktualizację do Androida 17
realme wycofuje premiery z Chin, ale nie zwija globalnego biznesu
Znacznie ostrożniej podchodziłbym natomiast do alarmistycznych stwierdzeń dotyczących realme. Marka ma przestać wprowadzać nowe produkty w Chinach i skoncentrować się na rynkach zagranicznych. Na pierwszy rzut oka może to brzmieć jak kolejna część wielkiego odwrotu chińskich producentów — ale w rzeczywistości wygląda raczej na przemyślany podział ról.
realme nie jest już firmą stojącą obok OPPO. W styczniu 2026 roku ogłoszono ponowne włączenie jej do OPPO jako submarki, a celem tej operacji było połączenie zasobów oraz ograniczenie kosztów. OnePlus również działa pod skrzydłami OPPO. Formalne struktury mogą być bardziej skomplikowane, ale z perspektywy produktów, badań, oprogramowania oraz współdzielonych zasobów coraz bardziej przypomina to jeden organizm posługujący się kilkoma nazwami.




Jeśli spojrzeć na tę sytuację właśnie w ten sposób, plan zaczyna być logiczny. OPPO nie potrzebuje trzech marek walczących w Europie o podobnego użytkownika, korzystających z podobnych technologii i wydających osobne pieniądze na marketing, dystrybucję oraz rozwój oprogramowania. Potrzebuje marek, które mają jasno określone zadania.
OPPO może rozwijać ofertę premium i budować rozpoznawalność serii Find oraz Reno. realme może pozostać marką mocno nastawioną na stosunek możliwości do ceny, wydajność, duże akumulatory i urządzenia dla młodszych użytkowników. OnePlus zachowa natomiast plan produktowy w Chinach, gdzie jego pozycja i sposób działania są inne niż w Europie. Nie jest to więc równe dzielenie tortu w sensie matematycznym; to raczej przydzielenie każdej marce tego kawałka, na którym ma największą szansę zarabiać.
Czytaj też: Wielka fuzja pod skrzydłami Oppo. OnePlus i Realme łączą siły w nowej strukturze
Dane przemawiają za realme. To ta marka może zyskać na tym najwięcej
Publiczne dane nie pozwalają dziś na idealne porównanie realme i OnePlusa jeden do jednego. W wielu zestawieniach OnePlus jest wliczany do wyników OPPO, a w najnowszych raportach wszystkie trzy marki bywają już przedstawiane jako jedna „rodzina OPPO”. To samo w sobie pokazuje jednak, jak bardzo ich działalność została zintegrowana.
W danych, w których realme było jeszcze pokazywane osobno, jego europejska pozycja była wyraźnie widoczna. W pierwszym kwartale 2024 roku marka odpowiadała za około 4 procent europejskich dostaw smartfonów i zwiększyła je aż o 59 procent w skali rok do roku. Znalazła się dzięki temu wśród pięciu największych producentów w regionie. OnePlus nie był w tym zestawieniu prezentowany osobno — jego wyniki włączano do OPPO. Nie da się więc na tej podstawie przeprowadzić idealnego porównania obu marek.




Jeszcze pod koniec 2024 roku realme deklarowało, że chce zwiększyć udział w europejskim rynku z około 4 do ponad 10 procent w perspektywie kilku lat. To nie znaczy, że plan zostanie wykonany — tym bardziej, że późniejsze wyniki realme i całej rodziny OPPO były nierówne. realme zakończyło 2025 rok spadkiem, choć w pierwszym kwartale 2026 roku łączone wyniki grupy OPPO w Europie ponownie wzrosły. Pokazuje to jednak, że dla realme rynki zagraniczne nie są dodatkiem do działalności w Chinach, a od dawna stanowią jej główny kierunek. Już w 2023 roku Reuters informował zresztą, że większość spośród 200 milionów dostarczonych przez firmę telefonów trafiła poza Chiny.
W tym kontekście rezygnacja z nowych premier na rynku chińskim nie musi oznaczać słabości. Raczej oznacza, że OPPO przestaje utrzymywać wewnętrzną konkurencję tam, gdzie ma już OnePlusa i własną markę, a realme kieruje swoje zasoby na rynki, na których ma większą rozpoznawalność i bardziej naturalne miejsce w ofercie.


Z punktu widzenia polskiego klienta ważniejsze od tego, czy realme wypuści kolejny model w Chinach, jest to, czy nadal będzie wprowadzać urządzenia do Polski, zapewniać dystrybucję, aktualizacje i serwis. Rozmawiałem z przedstawicielami realme w Polsce i wiem, że marka zamierza kontynuować premiery nowych produktów na naszym rynku, a dotychczasowe zobowiązania dotyczące aktualizacji systemu i poprawek bezpieczeństwa pozostają aktualne. Jeśli chodzi o Polskę, to realme nadal chce tutaj sprzedawać, rozwijać ofertę i wspierać urządzenia, które już trafiły do użytkowników.
Czytaj też: Sprytny smartfon dla poszukiwaczy stylu. Tak zaskoczył mnie realme 16 5G
OxygenOS i realme UI też ustępują miejsca OPPO
Najbardziej symboliczna część tej układanki dotyczy jednak oprogramowania. OnePlus przez lata budował swoją pozycję między innymi na OxygenOS. System był szybki, lekki i przez długi czas pozostawał jednym z najważniejszych argumentów za wyborem telefonów tej marki. Teraz ten rozdział się kończy.
Urządzenia OnePlusa kwalifikujące się do kolejnych dużych aktualizacji mają przechodzić na ColorOS. Dotychczasowi użytkownicy zachowają wsparcie, a według przedstawicieli OPPO możliwy ma być również powrót do OxygenOS. Nie wiadomo jednak jeszcze, jak cofnięcie systemu wpłynie na możliwość instalowania kolejnych dużych aktualizacji.


Podobny los czeka realme UI. Przyszłe telefony realme oraz modele kwalifikujące się do aktualizacji mają otrzymywać ColorOS, począwszy od ColorOS 17. W efekcie OPPO, OnePlus i realme będą korzystać z jednego oprogramowania, nawet jeżeli poszczególne marki zachowają różnice w wyglądzie urządzeń, funkcjach oraz pozycjonowaniu.
Dla OPPO jest to bardzo rozsądne. Utrzymywanie trzech systemów, które już teraz mają wspólną bazę i oferują wiele identycznych funkcji, generuje koszty i niepotrzebnie rozprasza zespoły. Jeden system powinien ułatwić przygotowywanie aktualizacji, poprawek bezpieczeństwa oraz wspólnych funkcji.



Dla użytkowników i fanów poszczególnych marek jest to mniej jednoznaczne. OxygenOS był częścią tożsamości OnePlusa. realme UI również pozwalało zachowywać przynajmniej pozór niezależności. ColorOS może być bardzo dobrym systemem, ale jego przyjęcie przez wszystkie urządzenia jasno pokazuje, że okres udawania trzech całkowicie odrębnych firm właśnie się kończy. Niemniej, najważniejsze pozostaje to, że firmy deklarują dotrzymanie dotychczasowych zobowiązań dotyczących aktualizacji, gwarancji oraz obsługi serwisowej.



Czytaj też: Test realme 16 Pro+ – dużo pozytywnych zaskoczeń. Tylko ta obudowa…
Szkoda OnePlusa, ale realme nie należy skreślać
Będzie mi brakowało OnePlusa. Nie tylko jako producenta konkretnych telefonów, ale jako marki przypominającej czasy, gdy rynek Androida był mniej przewidywalny. OnePlus potrafił rzucić wyzwanie największym, zbudować oddaną społeczność i sprawić, że premiera telefonu naprawdę wydawała się wydarzeniem. Tego ducha znacznie łatwiej znaleźć dziś w Nothing niż w ostatnich generacjach urządzeń OnePlusa. Nie jest to szczególnie zaskakujące, skoro za Nothing stoi Carl Pei, czyli jeden z ludzi odpowiedzialnych za stworzenie pierwotnego charakteru OnePlusa.
Nie widzę jednak powodu, by razem z OnePlusem grzebać realme. Sytuacja tych marek jest zupełnie inna. OnePlus opuszcza region, w którym najwyraźniej nie zdołał zbudować wystarczająco dużej skali — z kolei realme opuszcza swój rodzimy rynek po to, żeby skoncentrować się właśnie na sprzedaży zagranicznej, gdzie historycznie dostarczało większość swoich urządzeń i gdzie potrafiło wejść do grona największych producentów.




Sentymentalnie przegrywamy wszyscy, bo z europejskiego rynku znika marka, która kiedyś miała odwagę podważać jego zasady. Biznesowo OPPO robi jednak dokładnie to, czego należało się spodziewać. Konsoliduje zasoby, ujednolica oprogramowanie i przestaje finansować wewnętrzną rywalizację. OnePlus zostaje tam, gdzie OPPO nadal widzi dla niego sens. realme ma skoncentrować się na świecie poza Chinami. OPPO wzmacnia swoją pozycję w segmencie premium i przejmuje większą kontrolę nad wspólnym ekosystemem.
Brzmi brutalnie, ale trudno odmówić temu logiki.

