I to jest chyba najciekawsze w tym, co zobaczyłem w Berlinie. Bo etap zachwycania się tym, że „inteligentny” może być telewizor, pralka, lodówka albo telefon, mamy już dawno za sobą. Dzisiaj samo słowo smart nie robi na nikim większego wrażenia. Prawdziwa gra zaczyna się dopiero tam, gdzie te wszystkie urządzenia przestają istnieć obok siebie jak przypadkowi lokatorzy w jednym mieszkaniu, a zaczynają faktycznie ze sobą współpracować. Samsung bardzo wyraźnie próbuje powiedzieć, że pora skończyć patrzeć na pralkę, telefon, telewizor i lodówkę osobno, a czas spojrzeć na cały dom jak na jeden organizm.
Brzmi dobrze, a nawet bardzo dobrze. Tylko od razu pojawia się pytanie — czy my naprawdę chcemy, żeby dom był aż tak sprytny?
Samsung nie sprzedaje już tylko sprzętu. Sprzedaje wizję codzienności
Najważniejsze jest to, że Samsung CONNECT nie było zwykłym pokazem nowych urządzeń, po którym zostaje w głowie głównie lista nazw modeli. Produkty oczywiście tam były. Micro RGB przyciągało wzrok, monitory Odyssey wyglądały jak mokry sen każdego gracza (piszę z autopsji), a Galaxy S26 FE przypominał, że AI nie może być dodatkiem wyłącznie do najdroższych modeli. Tyle że znacznie ciekawszy od samej listy nowości był sposób, w jaki Samsung próbował je ze sobą połączyć.


Koreańska firma nie chce już walczyć o naszą uwagę tylko jednym urządzeniem. Chce wejść szerzej — do salonu, kuchni, łazienki, domowego biura, kieszeni… najlepiej do całego rytmu naszego dnia. To oczywiście brzmi jak marzenie każdego big-techu, no bo kto przejmuje codzienność, ten przejmuje najcenniejsze miejsce w życiu użytkownika. Ale w stolicy Niemiec dało się też zobaczyć, że Samsung przynajmniej próbuje nadać tej wizji praktyczny kształt. Nie chodzi tylko o to, żeby wszystko miało aplikację czy własne powiadomienia. To byłoby proste, nudne i szczerze mówiąc trochę męczące.
Prawdziwy problem inteligentnego domu polega na tym, że bardzo szybko może zmienić się w kolejną rzecz do ogarniania. Jeszcze jedna aplikacja, konto, mostek, aktualizacja albo powiadomienie, że coś się nie połączyło, bo internet przez 5 minut nie działał. Luksus nie zaczyna się wtedy, gdy mogę sterować pralką z telefonu. Luksus zaczyna się wtedy, gdy ta pralka, lodówka, telewizor i telefon zdejmują ze mnie drobne decyzje, zamiast dorzucać kolejne.
Czytaj też: Testowałem Samsung Galaxy Z Fold8 Ultra przez miesiąc. Było warto?
AI musi wreszcie zniknąć z plakatu reklamowego
Największy problem z AI w elektronice użytkowej polega dziś na tym, że to słowo jest absolutnie wszędzie. W telefonach, laptopach, telewizorach, lodówkach, pralkach i prawdopodobnie niedługo będzie nawet na opakowaniu kabla HDMI. Ba, są już przecież szkła hartowane na telefon „przystosowane do AI”, cokolwiek to właściwie znaczy. Dlatego samo hasło przestało robić na mnie wrażenie. Mam wręcz odwrotnie — im częściej producent mówi o AI, tym mniej chcę słuchać.
W Berlinie Samsung pokazał jednak wizję, która przynajmniej ma sensowny punkt zaczepienia. AI ma pomagać w wyborze treści na telewizorze, zarządzaniu domem, oszczędzaniu energii, analizie nawyków, wygodniejszej obsłudze urządzeń i przenoszeniu bardziej zaawansowanych funkcji do większej liczby produktów. To nadal jest obietnica, bo wiele takich rzeczy naprawdę da się ocenić dopiero po czasie. Ale nie jest to obietnica kompletnie oderwana od codzienności. Bo ja nie potrzebuję pralki, która będzie prowadziła ze mną small talk dzięki chatbotowi podczas wizyty w toalecie. Potrzebuję jednak pralki, która będzie działała mądrzej, taniej, sama dobierze program do danych ubrań i kompletnie przestanie zawracać mi głowę.


I właśnie tutaj Samsung ma największą szansę, ale też największe ryzyko. Jeżeli AI będzie tylko nową nazwą dla funkcji, które już znamy, użytkownicy bardzo szybko się na to uodpornią. Jeżeli natomiast faktycznie zacznie porządkować codzienność, może stać się czymś znacznie ciekawszym — technologią, której nie zauważamy, dopóki nagle jej zabraknie. Tak działa najlepszy sprzęt — nie prosi bez przerwy o uwagę, tylko zwyczajnie robi swoje.
Czytaj też: Lodówki Samsung opiszesz jednym słowem – niezawodne. Opowiadamy dlaczego
Najciekawsze rzeczy w domu często nie są najbardziej efektowne
Na pokazach technologicznych wielkie ekrany zawsze mają przewagę. Wystarczy przygasić światło, odpalić efektowny materiał demonstracyjny i połowa sali odruchowo unosi wzrok znad smartfona i patrzy właśnie w ich stronę. Samsung oczywiście też to wie, dlatego Micro RGB i gamingowe Odyssey robiły w Berlinie dokładnie to, co miały robić — przyciągały wzrok. Tyle że po chwili coraz ciekawsze zaczęły wydawać mi się rzeczy znacznie mniej widowiskowe (albo po prostu się już starzeję). Pralka, lodówka, zarządzanie energią, automatyzacje w SmartThings — czyli sprzęty i funkcje, które może nie wyglądają najlepiej na wielkim evencie, ale w normalnym domu robią największą różnicę.





Nowe pralki Bespoke AI są dobrym przykładem tej mniej spektakularnej, ale bardzo konkretnej strony technologii. Samsung pokazał modele 10 i 13 kg, stawiając nacisk na efektywność energetyczną, pojemność i wygodę. Jasne, trudno ekscytować się pralką tak samo jak zakrzywionym OLED-em do gier. Tylko że w prawdziwym mieszkaniu to właśnie takie rzeczy zaczynają mieć znaczenie. AGD nie musi wyglądać jak przyszłość z filmu science fiction. Wystarczy, że zużywa mniej energii, lepiej mieści się w kuchni albo łazience i rzadziej zmusza nas do myślenia o rzeczach, o których nikt nie chce myśleć. Bo ja na przykład do dziś mam problem z zapamiętaniem, w ilu stopniach wyprać jedyny sweter, jaki mam w swojej szafie.


Podobnie jest z lodówkami Bespoke AI z ekranem Family Hub. Sam ekran na lodówce można bardzo łatwo wyśmiać, bo brzmi jak funkcja wymyślona po to, żeby sprzęt wyglądał drożej. Tylko że kiedy spojrzymy na to szerzej, robi się ciekawiej. Kuchnia jest jednym z najbardziej chaotycznych miejsc w domu. Zakupy, resztki, produkty z kończącą się datą, planowanie posiłków, listy, notatki i codzienne decyzje podejmowane w biegu. Jeżeli lodówka potrafi pomóc w ogarnięciu tego bałaganu, to przestaje być technologiczną fanaberią, a zaczyna być centrum domowej logistyki. I to jest dokładnie ten moment, w którym AI przestaje brzmieć jak puste hasło z reklamy, a zaczyna wyglądać jak coś, co mogłoby faktycznie ułatwić życie.

Czytaj też: Inteligentna kuchnia Samsung, to kompatybilność i synergia urządzeń w spójnym ekosystemie
Telewizor ma coraz trudniejsze zadanie
Samsung od lat jest jednym z najważniejszych graczy na rynku telewizorów, więc obecność ekranów w Berlinie nikogo nie mogła zaskoczyć. Ciekawsze było jednak to, że o telewizorach coraz trudniej mówić wyłącznie przez jakość obrazu. Doszliśmy do momentu, w którym dobry ekran jest po prostu bardzo dobry. Można oczywiście dalej mówić o jasności, kontraście, płynności i precyzji podświetlenia, ale po stronie widza liczy się coś znacznie prostszego. Czy wieczorem na kanapie obraz wygląda naturalnie, głęboko i bez tej przesadzonej agresji oraz czy mamy co na nim obejrzeć.



Micro RGB wpisuje się właśnie w tę walkę o coraz większą precyzję. Samsung mówi tu o mikroskopijnych czerwonych, zielonych i niebieskich diodach LED, które mają poprawiać kolor, kontrast i wyrazistość obrazu. Technicznie to ważne, ale użytkownik nie siada wieczorem przed telewizorem po to, żeby rozmyślać o tym, co dzieje się pod ekranem. Siada po to, żeby film wyglądał dobrze. Naturalnie, efektownie, drogo, ale nie sztucznie. I jeśli taka technologia rzeczywiście do tego prowadzi, ma sens nawet wtedy, gdy jej nazwa brzmi tak, jakby ktoś bardzo chciał podkreślić, że telewizory nadal mają czym zaskakiwać.




Jeszcze ciekawszy od samego wyścigu o obraz może być Vision AI Companion. Telewizor ma nie tylko wyświetlać treści, ale też pomagać w ich wyborze — podsuwać kontekst i reagować bardziej jak urządzenie rozumiejące sytuację niż bierny ekran. To brzmi niebezpiecznie blisko kolejnej funkcji, którą producent mocno eksponuje na premierze, a użytkownik po tygodniu ignoruje. Ale potencjał jest realny, bo współczesny problem z telewizją nie polega na braku treści. Problem polega na tym, że mamy ich tyle, że czasem łatwiej odłożyć pilota i znów wpaść w doomscrolling social mediów na smartfonie niż zdecydować, co obejrzeć.


Czytaj też: Samsung królem OLED? Tak przynajmniej wynika z decyzji jury wielkiego wydarzenia
Gaming akurat może sobie pozwolić na przesadę
Po tej bardziej domowej części Samsung pokazał coś, co nie próbuje być dyskretne. Monitory Odyssey to zupełnie inny rodzaj technologicznej opowieści. Tutaj nie chodzi o spokojne tło codzienności, tylko o pokaz siły. Odyssey G75SJ jako 42-calowy zakrzywiony OLED 4K, Odyssey G60H z odświeżaniem 1100 Hz, 49-calowy Odyssey OLED G9 DQHD 360 Hz i 32-calowy Odyssey OLED G8 UHD OLED z QD-OLED, 360 Hz oraz obsługą Triple Mode brzmią jak sprzęt, który nie musi specjalnie prosić o uwagę.
I dobrze, bo akurat gaming zawsze miał w sobie coś z kontrolowanej przesady. Więcej klatek, więcej herców, większy ekran, lepszy kontrast, szybsza reakcja — nikt rozsądny nie będzie udawał, że przeciętny gracz potrzebuje 1100 Hz do wieczornego grania w Fortnite. Tyle że takie produkty nie powstają wyłącznie dla przeciętnego gracza. One pokazują kierunek, testują granice i budują specyficzny rodzaj technologicznego pożądania, który w świecie gamingu jest częścią zabawy.




W tym miejscu Samsung brzmi najnaturalniej właśnie wtedy, gdy jest najmniej subtelny. W AGD i inteligentnym domu przesada szybko robi się męcząca, bo nikt nie chce mieszkać w showroomie. W monitorach gamingowych przesada jest wręcz pożądana. Taki ekran może być demonstracją siły, powinien być nawet trochę nierozsądny i może obiecywać więcej, niż większość ludzi realnie wykorzysta. I właśnie dlatego ma sens.
Czytaj też: Debata o kształtach. Czy Samsung Galaxy Z Fold8 naprawdę ma sens?
Samsung Galaxy S26 FE przypomina, że AI nie może zostać na samej górze cennika
Na tle wielkich ekranów i całej wizji inteligentnego domu Galaxy S26 FE mógłby wydawać się dodatkiem. Kolejny smartfon, a do tego „budżetowy” model, który ma być następnym elementem ekosystemu. Ale w tej układance jest ważniejszy, niż wygląda na pierwszy rzut oka. Samsung pokazuje nim bowiem, że funkcje Galaxy AI nie mogą być wiecznie traktowane jak luksus zarezerwowany dla najdroższych modeli.
To kluczowe, bo smartfon jest najbardziej osobistym urządzeniem w całym tym systemie. Telewizor stoi w salonie, pralka w łazience, lodówka w kuchni, monitor na biurku. Telefon za to jest z nami wszędzie. Jeżeli AI ma rzeczywiście wejść w codzienność, to właśnie smartfon będzie jej najbardziej naturalnym nośnikiem. Zdjęcia, edycja, tłumaczenia, notatki, komunikacja, wyszukiwanie, organizacja dnia — tutaj inteligentne funkcje mają największą szansę stać się czymś używanym odruchowo, bez specjalnego zastanowienia.

Seria FE zawsze była obietnicą flagowego doświadczenia z rozsądniejszą cenówką. W 2026 roku taka obietnica bez AI byłaby już niepełna, nawet mimo całego zmęczenia tym hasłem. Oczywiście prawdziwy test zacznie się dopiero po dłuższym użytkowaniu, bo dopiero wtedy będzie można ocenić, czy to faktycznie pełniejsze doświadczenie, czy raczej starannie wybrane fragmenty flagowca. Sam kierunek jest jednak sensowny. AI zwyczajnie nie zmieni codzienności, jeżeli zostanie zamknięta na najwyższej półce.
Największym testem nie będzie technologia. Będzie nim zaufanie
Po wyjściu z Samsung CONNECT nie miałem w głowie jednego produktu, który przyćmił pozostałe. I mam wrażenie, że właśnie o to Samsungowi chodziło. Bardziej została ze mną myśl, że firma pokazuje dom coraz bardziej wygodny, ale też coraz bardziej wymagający zaufania. Bo im lepiej sprzęty rozumieją nasze nawyki, tym więcej o nas wiedzą. Im częściej przewidują potrzeby, tym mocniej wchodzą w rytm dnia. Im bardziej pomagają, tym ważniejsze staje się pytanie, czy robią to w sposób przejrzysty, spokojny i naprawdę potrzebny.
To jest cienka granica. Dom, który pomaga oszczędzać energię, podsuwa treści, porządkuje kuchnię i upraszcza obsługę urządzeń, brzmi bardzo kusząco. Dom, który ciągle coś sugeruje, czegoś chce, o czymś przypomina i wymaga kolejnych ustawień, byłby koszmarem z Black Mirror przebranym za innowację. Samsung musi więc zrobić coś trudniejszego niż samo dodanie AI do kolejnych kategorii — musi sprawić, żeby ta AI była wyczuwalna w efektach, ale niewidoczna w wysiłku.


I to jest chyba najuczciwszy sposób patrzenia na premierę Samsunga w Berlinie podczas tegorocznych targów IFA. Nie jak na gotową odpowiedź na wszystkie pytania o przyszłość domu, tylko jak na szkic kierunku, w którym Samsung bardzo wyraźnie chce iść. Mniej pojedynczych sprzętów, więcej ekosystemu. Mniej ręcznego sterowania, więcej kontekstu. Mniej technologii dla samego efektu, a więcej technologii, która ma realnie zmniejszać tarcie w codzienności.
I właśnie dlatego to wszystko ma sens dopiero wtedy, gdy przestaje brzmieć jak opowieść o AI. Dobra technologia nie musi co chwilę przypominać, że jest inteligentna. Nie musi świecić, krzyczeć i tłumaczyć nam własnej wyjątkowości. Wystarczy, że po kilku dniach zaczynamy zauważać, że coś działa płynniej, ciszej i wygodniej. A potem, trochę niepostrzeżenie, przestajemy wyobrażać sobie powrót do tego, co było wcześniej.

