MacBook Pro PROLED XDR otwiera nowy rozdział w historii firmy — i Apple lubi to ostatnio robić, czego dowodem jest iPhone Duo czy jego interakcja z Apple Pencilem. Tym razem gigant z Cupertino całkowicie przebudował wyświetlacz swojego najmocniejszego laptopa, wprowadzając technologię PROLED XDR opartą na tandem OLED, odchudził konstrukcję, przeprojektował system chłodzenia i po raz pierwszy umieścił Dynamic Island w komputerze. Całość pracuje pod kontrolą macOS 27 Golden Gate, który został przygotowany do obsługi za pomocą dotyku. Dostajemy również procesory M5 Pro i M5 Max, nawet 24 godziny pracy na baterii oraz zestaw funkcji, które mają zainteresować przede wszystkim profesjonalistów — co widać też po cenie.

Czytaj też: iPhone Duo już w moich rękach. Pierwsze wrażenia z najbardziej niezwykłego iPhone’a od lat
Na ten moment czekałem od lat. MacBook Pro w końcu ma dotykowy ekran!
Zacznijmy od zmiany, która ekscytuje mnie najbardziej. Apple przez lata skutecznie przekonywało użytkowników, że macOS został zaprojektowany do obsługi kursorem, a ekran dotykowy w laptopie jest zbędny. Trudno było odmówić tej filozofii pewnej logiki, szczególnie że gładziki w MacBookach od dawna należą do absolutnie najlepszych na rynku — do tego stopnia, że na dzień dzisiejszy nie umiem już korzystać ze zwykłej myszki. Tyle że popularność laptopów z dotykowymi wyświetlaczami pokazywała, że oba sposoby interakcji mogą ze sobą współistnieć — i właśnie taką drogę wybrało teraz Apple.

W nowym MacBooku Pro można bezpośrednio przewijać strony, powiększać zdjęcia gestem dwóch palców, przeciągać elementy między aplikacjami, a nawet zarządzać oknami. Dwukrotne stuknięcie pozwala wypełnić ekran wybranym oknem, natomiast odpowiedni gest umożliwia jego ułożenie obok innych. Brzmi znajomo? Oczywiście, bo podobne mechanizmy od dawna występują w iPadach. Apple przenosi je jednak do pełnoprawnego macOS, bez rezygnowania z dotychczasowych narzędzi.
Co ważne, firma pod batutą Johna Ternusa nie zdecydowała się po prostu na dołożenie warstwy dotykowej do istniejącego wyświetlacza. Czujnik został zintegrowany bezpośrednio z panelem OLED, co ma ograniczać opóźnienia i zwiększać precyzję interakcji. Przeprojektowano także zawias, aby ekran pozostawał stabilniejszy podczas dotykania. Jest to szczegół, ale bardzo istotny. Każdy, kto korzystał z laptopa z niestabilnym ekranem dotykowym, wie, jak irytujące potrafi być jego kołysanie przy każdej próbie naciśnięcia przycisku.

Zdecydowanie bardziej interesują mnie jednak możliwości w profesjonalnych aplikacjach. Apple zapowiada, że w Final Cut Pro będzie można bezpośrednio zaznaczać fragmenty materiału, przeciągać klipy na oś czasu i powiększać jej poszczególne fragmenty gestami. I to naprawdę może być game changer w montażu. Pixelmator Pro otrzymuje możliwość rysowania, malowania i zaznaczania elementów bezpośrednio na płótnie, a Logic Pro pozwoli grać na ekranowej klawiaturze obsługującej Multi-Touch.
Szczególnie ważna jest również kompatybilność z istniejącymi aplikacjami. macOS potrafi interpretować dotknięcia ekranu jako kliknięcia myszy, dlatego wiele programów będzie działać z nową metodą obsługi bez konieczności przygotowywania osobnych aktualizacji. Deweloperzy otrzymali jednak nowe interfejsy programistyczne, dzięki którym mogą tworzyć bardziej zaawansowane gesty i interakcje. Apple wymienia między innymi Adobe Lightroom, DaVinci Resolve, Blender, Cinema 4D, Shapr3D, Notion, Canvę oraz aplikacje Microsoft 365. Ich dedykowane rozwiązania dotykowe mają pojawiać się jeszcze w tym roku.

Nie oznacza to oczywiście, że każda aplikacja od pierwszego dnia będzie równie wygodna w obsłudze palcem. Interfejs macOS jest znacznie bardziej rozbudowany niż ten znany z iPadOS, a wiele elementów zaprojektowano z myślą o precyzyjnym kursorze. Apple będzie więc musiało znaleźć odpowiedni kompromis między tradycyjnym środowiskiem pracy a nowym sposobem interakcji. Właśnie od tego, a także od zaangażowania zewnętrznych deweloperów, zależeć będzie sukces tej zmiany. Na szczęście dotyk to opcja, a nie przymus. MacBooka nadal można obsługiwać wyłącznie gładzikiem i klawiaturą.
Czytaj też: Test iPhone 18 Pro. Sztuka doskonalenia rzeczy niemal doskonałej
PROLED XDR to coś więcej niż przejście na OLED
Wprowadzenie dotykowego ekranu mogłoby samo w sobie wystarczyć, aby nowy MacBook Pro stał się jedną z najgłośniejszych premier Apple w tym roku. Firma postanowiła jednak jednocześnie dokonać ogromnej zmiany w technologii wyświetlania obrazu — dotychczasowe panele Liquid Retina XDR z podświetleniem mini-LED ustępują miejsca zupełnie nowym wyświetlaczom PROLED XDR, wykorzystującym technologię tandem OLED.

Konstrukcja ta opiera się na dwóch samoświecących warstwach pikseli, które współpracują ze sobą, aby osiągnąć znacznie wyższą jasność niż w przypadku wielu tradycyjnych ekranów OLED. Podobną koncepcję Apple wykorzystało zresztą wcześniej w iPadach Pro. Różnica względem mini-LED polega przede wszystkim na sposobie kontrolowania światła — zamiast korzystać z tysięcy stref lokalnego podświetlenia, panel OLED steruje emisją światła na poziomie pojedynczych pikseli. Dzięki temu czerń pozostaje rzeczywiście czarna, a jasne elementy mogą być wyświetlane bez charakterystycznej poświaty pojawiającej się niekiedy wokół nich.
Parametry nowego PROLED XDR robią wrażenie. Apple deklaruje do 2000 nitów jasności szczytowej zarówno dla treści HDR, jak i SDR, kontrast na poziomie 10 000 000:1 oraz adaptacyjne odświeżanie ProMotion w zakresie od 10 do 120 Hz. To zestaw, który powinien przełożyć się na wyjątkowo atrakcyjny obraz, zarówno podczas rozrywki, jak i profesjonalnej pracy z fotografią czy wideo. Trzeba jednak pamiętać, że 2000 nitów jest wartością szczytową, a nie gwarantowaną jasnością całej powierzchni ekranu w każdych warunkach.

Apple szczególnie dużo uwagi poświęciło także równomierności podświetlenia, a właściwie emisji światła przez poszczególne piksele. Nowy kontroler ekranu analizuje wyświetlaną treść, temperaturę, warunki otoczenia oraz sposób eksploatacji matrycy, aby na bieżąco dostosowywać jasność i kolor. Korekty mogą następować w czasie krótszym niż milisekunda. System monitoruje również zużycie pikseli, co ma pomóc w utrzymywaniu wysokiej jakości obrazu przez długi czas. To istotne w przypadku technologii OLED, której trwałość i potencjalne wypalanie statycznych elementów interfejsu przez lata budziły obawy użytkowników.
Warto zwrócić uwagę również na powłokę antyrefleksyjną. MacBook Pro standardowo otrzymuje nową warstwę ograniczającą odbicia światła, natomiast opcjonalnie można zamówić ekran nanostrukturalny — tak jak w nowym iPadzie mini. Apple opracowało proces bezpośredniego nanoszenia mikroskopijnych struktur na szkło, aby dodatkowo redukować odblaski.

Czytaj też: Test iPhone Air. Rewolucja i technologiczny statement Apple
Fotografowie i montażyści to główne cele nowego MacBooka
Apple mocno podkreśla profesjonalne zastosowania nowego MacBooka (stąd zresztą „Pro” w jego nazwie), szczególnie w zadaniach wymagających wysokiej wierności kolorów. PROLED XDR obsługuje przestrzeń P3 oraz Adobe RGB, która ma duże znaczenie w fotografii i projektowaniu materiałów przeznaczonych do druku. Panel pokrywa również ponad 80% przestrzeni Rec. 2020, wykorzystywanej między innymi podczas produkcji materiałów HDR.
Istotną nowością jest możliwość korzystania z P3 i Adobe RGB w ramach jednego domyślnego ustawienia wyświetlacza. Oznacza to wygodniejszą pracę nad projektami wykorzystującymi różne przestrzenie kolorystyczne, bez konieczności ciągłego przełączania całych profili. Apple deklaruje również precyzyjną kalibrację każdego panelu jeszcze na etapie produkcji, obejmującą między innymi punkt bieli, jasność i odwzorowanie barw.

Bardziej wymagający użytkownicy dostają dostęp do Apple Pro Display Calibrator i rozbudowanych trybów referencyjnych. Można dzięki nim dostosować wyświetlacz do konkretnych standardów wykorzystywanych w fotografii, kinematografii, projektowaniu graficznym czy druku. Pojawiają się nawet specjalne tryby DICOM przeznaczone do przeglądania obrazowania medycznego, choć Apple zaznacza, że służą one do zastosowań niediagnostycznych, edukacyjnych i badawczych.
Ciekawym dodatkiem jest również Apple Color Matching Function 2026, czyli rozwiązanie mające zapewniać bardziej spójne odwzorowanie kolorów między MacBookiem Pro, iPhone’em 18 Pro oraz monitorem Studio Display XDR. Dla osób pracujących nad materiałami realizowanymi smartfonem, a następnie montowanymi na komputerze, taka spójność może mieć spore znaczenie.


Nowy laptop obsługuje ponadto funkcję genlock, która przy wykorzystaniu odpowiedniego oprogramowania i sprzętu zewnętrznego pozwala synchronizować odświeżanie wyświetlacza z sygnałem kamery. To już rozwiązanie skierowane do bardzo konkretnego grona profesjonalistów, szczególnie zajmujących się produkcją wirtualną i pracą na planach filmowych. Pokazuje jednak, że Apple rzeczywiście chce traktować PROLED XDR jako narzędzie produkcyjne, a nie wyłącznie efektowny dodatek do komputera.
Czytaj też: Test iPhone 17e. To nie jest telefon dla mnie, ale Apple i tak ma tu murowany hit
Dynamic Island w MacBooku Pro. To ma zaskakująco dużo sensu
Kolejna zmiana jest doskonale znana użytkownikom iPhone’ów. Dynamic Island, które zadebiutowało w smartfonach Apple w 2022 roku, po czterech latach trafia również na MacBooka Pro. I osobiście bardzo podoba mi się ten kierunek — jak ostatnio wielokrotnie wspominałem, od premiery iPhone’a 14 Pro jestem fanem tego rozwiązania, bo Apple udało się przekuć fizyczny element konstrukcji urządzenia w użyteczną część interfejsu. Teraz podobna filozofia pojawia się na znacznie większym ekranie.

Od kilku lat aplikacje firm trzecich zamieniają notcha w obecnych MacBookach w namiastkę Dynamic Island. Teraz nie będzie już trzeba sięgać po żadne zewnętrzne rozwiązania. Dynamic Island w nowym MacBooku Pro zostało zaprojektowane jako centrum bieżących aktywności, powiadomień i szybkich interakcji. Można w nim sterować odtwarzaniem muzyki, obsługiwać połączenia, reagować na przychodzące AirDropy czy śledzić aktywności na żywo. Wszystko to ma być dostępne bez konieczności otwierania dodatkowych okien lub przełączania się między aplikacjami. Dzięki dotykowemu ekranowi wystarczy stuknięcie palcem, aby wywołać odpowiednie działanie.
Apple idzie jednak jeszcze dalej, integrując Dynamic Island ze Spotlight oraz Siri AI. W określonych konfiguracjach to właśnie tutaj pojawi się systemowe wyszukiwanie, a także możliwość zadawania pytań asystentowi. W efekcie górna część ekranu zyskuje zupełnie nową funkcję, stając się interaktywnym centrum zarządzania najważniejszymi informacjami.

Niestety, jest też istotny haczyk. Przeniesienie Spotlight do Dynamic Island wymaga dostępnej i włączonej Siri AI, a ta funkcja pozostaje obecnie w wersji beta i nie obsługuje języka polskiego. Część możliwości Apple Intelligence także jest ograniczona językowo i regionalnie. Oznacza to, że doświadczenie użytkownika w Polsce będzie się różnić od tego prezentowanego w materiałach Apple. Warto mieć to na uwadze, szczególnie że nowe Dynamic Island jest jednym z najbardziej widocznych elementów całego przeprojektowanego interfejsu.
Czytaj też: Test Apple iPad Pro M5. Gdy technologia przestaje być tylko narzędziem, a zaczyna być przedmiotem pożądania
MacBook Pro jest teraz znacznie lżejszy. I w końcu widać większe zmiany w konstrukcji
Przejście na tandem OLED umożliwiło Apple zmniejszenie grubości konstrukcji i wyraźne ograniczenie masy. Nowy MacBook Pro 14,2 cala waży około 1,38 kg, natomiast większy model z ekranem 16,3 cala około 1,82 kg. W porównaniu z wcześniejszymi konstrukcjami oznacza to redukcję masy o 100 gramów w mniejszym wariancie i około 300 gramów w większym. Sam komputer stał się także cieńszy, odpowiednio o około pół milimetra i niemal milimetr.

Te liczby mogą wydawać się niewielkie, ale podczas codziennego noszenia laptopa w plecaku czy torbie różnica może być znacząca. Szczególnie w przypadku wersji 16-calowej, która do tej pory oferowała ogromną przestrzeń roboczą i świetną wydajność, ale wymagała pewnych kompromisów w kwestii mobilności. Zmniejszenie masy o ponad 300 gramów bez rezygnowania z profesjonalnych podzespołów to bardzo dobra wiadomość dla osób często podróżujących z komputerem.
Dzięki smuklejszym ramkom większy model otrzymał ekran o przekątnej 16,3 cala, natomiast mniejszy oferuje 14,2 cala. Apple zachowało charakterystyczną aluminiową konstrukcję i dwa warianty kolorystyczne, czyli srebrny oraz gwiezdną czerń. Obudowa powstaje w całości z aluminium pochodzącego z recyklingu, a cały komputer zawiera 55% materiałów właśnie z recyklingu.

Jest jeszcze jeden szczegół, który absolutnie uwielbiam. Do MacBooka Pro wraca podświetlane logo Apple! Tak, kultowe świecące jabłko na pokrywie, z którego firma zrezygnowała w 2016 roku, ponownie staje się częścią designu komputera. Minęła cała dekada, a dla mnie ten niewielki element nadal pozostaje jednym z najbardziej charakterystycznych symboli dawnych MacBooków. Pamiętam, jak niesamowicie wyglądały te komputery z delikatnie rozświetlonym logo, szczególnie w ciemniejszych pomieszczeniach. Oczywiście nie ma to absolutnie żadnego znaczenia dla wydajności czy funkcjonalności urządzenia, ale nie wszystko musi być przecież praktyczne. A ja muszę przyznać, że to jeden z moich wymarzonych powrotów.
Ważnym elementem przeprojektowanej konstrukcji jest także układ chłodzenia. Apple opracowało nową architekturę termiczną, która ma pozwalać procesorom M5 Pro i M5 Max utrzymywać wysoką wydajność przez dłuższy czas, mimo mniejszych gabarytów urządzenia. Zmieniono również kierunek odprowadzania ciepłego powietrza, aby ograniczyć jego wpływ na wyświetlacz. Przy tak smukłej konstrukcji i bardzo jasnym panelu OLED będzie to jeden z elementów, którym zdecydowanie warto przyjrzeć się podczas testów.
Czytaj też: Apple w erze AI. MacBook Pro i iMac z M6 zapewnią moc agentom i nie tylko
M5 Pro i M5 Max. Procesory znamy, ale możliwości pozostają imponujące
W przypadku procesorów Apple nie zdecydowało się na kolejną generację układów. Nowy MacBook Pro wykorzystuje M5 Pro i M5 Max, które zadebiutowały w marcu tego roku. Jest to dość nietypowa sytuacja, ponieważ firma niemal jednocześnie wprowadza do sprzedaży podstawowego MacBooka Pro z nowszym procesorem M6. Warto jednak pamiętać, że M5 Pro i M5 Max należą do wyższej klasy wydajnościowej, dlatego sama numeracja generacji nie jest wystarczającym kryterium porównania tych komputerów.

M5 Pro został przygotowany do intensywnej pracy wielowątkowej, kompilowania rozbudowanych projektów, obliczeń naukowych czy montażu wielu strumieni wideo 8K ProRes. M5 Max idzie jeszcze dalej, oferując możliwości szczególnie przydatne podczas tworzenia zaawansowanych efektów wizualnych, renderowania scen 3D i lokalnego uruchamiania dużych modeli sztucznej inteligencji. Oba układy wykorzystują akceleratory neuronowe (Neural Accelerators) w rdzeniach GPU, pamięć o wysokiej przepustowości oraz sprzętową akcelerację ray tracingu trzeciej generacji.
Apple podkreśla szczególnie zastosowania związane ze sztuczną inteligencją. W konfiguracjach z M5 Max możliwe jest uruchamianie modeli językowych liczących setki miliardów parametrów bezpośrednio na komputerze, choć oczywiście rzeczywiste możliwości będą zależały od wielkości i sposobu działania konkretnego modelu. W takich zastosowaniach ogromne znaczenie ma zunifikowana pamięć RAM, której maksymalna pojemność wynosi teraz 128 GB.

Rozbudowano również możliwości przechowywania danych. Nowego MacBooka Pro można skonfigurować z dyskiem SSD o pojemności aż 16 TB. To wartość, która jeszcze niedawno kojarzyła się raczej z rozbudowanymi stacjami roboczymi niż komputerami przenośnymi. Dla osoby zajmującej się montażem dużych projektów filmowych, pracującej na wysokiej jakości materiałach źródłowych i często przemieszczającej się między lokalizacjami, taka pojemność będzie ogromnym, ale jednocześnie bardzo kosztownym udogodnieniem.
Czytaj też: Test MacBook Neo. Apple zrobiło laptopa, którego konkurencja musi się bać
24 godziny pracy i świetne wyposażenie. Apple nie zapomniało o podstawach
Pomimo zastosowania nowego ekranu i odchudzenia obudowy MacBook Pro nadal ma oferować nawet 24 godziny pracy na baterii. Jest to oczywiście maksymalny wynik uzyskany w określonych warunkach testowych, ale MacBooki już na tyle nas rozpieściły, jeśli chodzi o czas pracy na baterii, że ta deklaracja wydaje się wiarygodna. Nie zabrakło również szybkiego ładowania — odpowiednio mocny zasilacz według Apple pozwoli uzupełnić energię od 0 do 50% w około 30 minut.
Apple zachowało również szeroki zestaw złączy, za który od kilku generacji bardzo cenię MacBooki Pro. Do dyspozycji są trzy porty Thunderbolt 5, HDMI, czytnik kart SDXC, magnetyczne złącze ładowania MagSafe oraz gniazdo słuchawkowe 3,5 mm. Nie trzeba więc rezygnować z wygody podłączania profesjonalnych akcesoriów, monitorów czy kart pamięci. Szczególnie obecność pełnowymiarowego czytnika SD jest czymś, co trudno przecenić podczas regularnej pracy z aparatami i kamerami.

Rozbudowane są także możliwości współpracy z zewnętrznymi monitorami. Konfiguracje z M5 Pro obsługują do trzech dodatkowych wyświetlaczy, natomiast modele z M5 Max pozwalają podłączyć nawet cztery. Do tego dochodzi Wi-Fi 7, Bluetooth 6 oraz czytnik Touch ID zintegrowany z klawiaturą — szkoda jednak, że wraz z Dynamic Island nie wprowadzono Face ID.
Ulepszeń doczekał się również system audio, chociaż jako użytkownik MBP z M1 Pro nie wiem do końca, jak to możliwe. Nowy MacBook Pro wykorzystuje sześć głośników z przeprojektowanymi przetwornikami niskotonowymi, które mają zapewniać o 50% głębszy bas. Nowe głośniki wysokotonowe odpowiadają natomiast za lepszą klarowność dźwięku. Komputer nadal obsługuje dźwięk przestrzenny i Dolby Atmos, a dodatkowe strojenie systemu audio ma poprawiać brzmienie również podczas pracy z zamkniętą pokrywą, na przykład po podłączeniu do zewnętrznego monitora.

Dopełnieniem wyposażenia jest kamera Center Stage 12 MP oraz trzy mikrofony jakości studyjnej. Apple wprowadziło dodatkową stabilizację obrazu, która automatycznie kompensuje niewielkie drgania ekranu podczas korzystania z dotyku w trakcie wideorozmów.
Czytaj też: Recenzja MacBook Pro z M4 Pro. Tak dobry, że rozstawałem się z nim ze łzami w oczach
macOS 27 Golden Gate wchodzi w nową erę. A Siri AI ma odgrywać coraz większą rolę
Nowy MacBook Pro korzysta z systemu macOS 27 Golden Gate, który otrzymał funkcje dostosowane do obsługi dotykowej. Apple zachowało dotychczasową strukturę systemu, ale dodało gesty i interakcje pozwalające korzystać z wyświetlacza w bardziej bezpośredni sposób. To ważne, bo sam ekran dotykowy nie wystarczyłby do stworzenia naprawdę wygodnego urządzenia.
Zmiany obejmują także bardziej zaawansowaną Siri AI. Asystent może korzystać z kontekstu osobistego, pomagać w odnajdywaniu informacji zapisanych w wiadomościach, poczcie i zdjęciach, analizować zawartość ekranu oraz wykonywać działania pomiędzy aplikacjami. Apple rozwija też inteligentne funkcje Safari, automatyczne organizowanie kart, monitorowanie zmian na stronach internetowych oraz tworzenie automatyzacji w skrótach na podstawie opisu użytkownika.

Równolegle rozwijany jest interfejs Liquid Glass. macOS 27 oferuje większą kontrolę nad przezroczystością elementów systemu, dopracowane ikony oraz usprawnione wyszukiwanie. W połączeniu z nowym Dynamic Island i obsługą gestów dotykowych oznacza to jedną z większych zmian w sposobie korzystania z Maca w ostatnich latach.
Ile kosztuje nowy MacBook Pro i kiedy będzie dostępny?
Nowy MacBook Pro z wyświetlaczem PROLED XDR zdecydowanie nie jest komputerem dla każdego, co doskonale widać po polskim cenniku. Za podstawowy wariant 14-calowy z procesorem M5 Pro trzeba zapłacić 14 999 zł, natomiast większy, 16-calowy model rozpoczyna się od 17 999 zł. Jeszcze więcej kosztują konfiguracje wyposażone w M5 Max. W tym przypadku ceny zaczynają się od 23 499 zł za wersję 14-calową oraz 24 999 zł za 16-calową. Za ekran ze szkłem nanostrukturalnym trzeba dodatkowo zapłacić 750 zł. A przecież możemy jeszcze rozbudować pamięć RAM i SSD, co w najdroższych konfiguracjach potrafi wywindować cenę do naprawdę zatrważających poziomów. Na ten moment, bez żadnych licencji czy dodatkowej ochrony, najwięcej udało mi się wyklikać konfigurację za 74 248 zł.

Apple przygotowało również ceny edukacyjne, dzięki którym można zaoszczędzić od 800 do 1600 zł, zależnie od wybranego modelu. Przedsprzedaż rozpoczęła się 28 października 2026 roku, natomiast pierwsze komputery trafią do klientów 6 listopada. Warto też pamiętać, że w ofercie pojawia się równolegle podstawowy MacBook Pro 14 cali z procesorem M6, którego ceny w Polsce rozpoczynają się od 10 499 zł. Zachowuje on jednak tradycyjny ekran Liquid Retina XDR, bez obsługi dotykowej. Apple wyraźnie rozdziela więc swoją ofertę, rezerwując największe zmiany konstrukcyjne dla zdecydowanie droższych wariantów PROLED XDR.
Czytaj też: Test iPad mini (2024). Ani trochę go nie potrzebujesz, ale i tak będziesz go chciał
Nowy MacBook Pro rozpoczyna rozdział, na który naprawdę długo czekałem
Przez lata zastanawiałem się, jak wyglądałby MacBook Pro, gdyby Apple wreszcie odważyło się odejść od kilku własnych zasad. Dzisiaj znam już odpowiedź, a przynajmniej miałem na nią pierwszy rzut oka. Dotykowy ekran, technologia PROLED XDR, smuklejsza konstrukcja, Dynamic Island i powrót podświetlanego logo składają się na jedną z największych zmian w historii tego komputera. Nie oznacza to jednak, że każda z nich okaże się równie przydatna. Szczególnie obsługa dotykowa będzie musiała udowodnić swoją wartość w codziennej pracy, a wysokie ceny stawiają przed nowym MacBookiem Pro naprawdę duże oczekiwania. Mimo wszystko trudno mi przypomnieć sobie laptopa Apple, na którego czekałbym z podobną niecierpliwością — chyba był to model z M1 i touchbarem. Cóż, pora szykować portfel.
Źródło: Apple

