Pocisk niczym klocki. Tak ma wyglądać amerykańska broń przyszłości

Chociaż przez dziesięciolecia rozwój uzbrojenia rakietowego wyglądał dosyć przewidywalnie, to oto nadszedł czas zmian. Mam wrażenie, że dziś najciekawsza zmiana zachodzi nie w tym, co pociski potrafią zrobić po odpaleniu, lecz w tym, jak są projektowane jeszcze przed opuszczeniem fabryki. Lockheed Martin uderza właśnie w tę kwestię swoim pomysłem na AGM-158 FLEX.
AGM-158 JASSM-XR po zrzucie z samolotu bojowego

AGM-158 JASSM-XR po zrzucie z samolotu bojowego

W typowej konsumenckiej elektronice przyzwyczailiśmy się już do platform, wspólnych podzespołów i sprzętu rozwijanego przez wymianę kolejnych modułów. Broń przez oczywiste wymagania dotyczące niezawodności, certyfikacji i bezpieczeństwa znacznie trudniej potraktować w podobny sposób, ale właśnie w tę stronę zaczynają zerkać największe koncerny zbrojeniowe. Lockheed Martin pokazał właśnie, jak może wyglądać taki “pocisk z klocków”.

AGM-158 FLEX nie jest nowym pociskiem, a pomysłem na budowanie wielu kolejnych

W połowie września 2026 roku firma Lockheed Martin ujawniła FLEX Airframe dla rodziny AGM-158, czyli architekturę wykorzystującą rozwiązania znane już z pocisków JASSM oraz przeciwokrętowych LRASM. Najważniejsze nie jest jednak stworzenie kolejnej odmiany dobrze znanej broni. Producent chce bowiem dojść do sytuacji, w której przód oraz tył pocisku można zmieniać zależnie od tego, czego wymaga konkretna konfiguracja. Wymienny moduł przedni ma pozwalać na zastosowanie m.in. systemów sensorycznych rozwijanych dla JASSM albo LRASM.

Czytaj też: Jeden operator i 35 latających kolosów. Gamera chce zastąpić legendarne wojskowe uzbrojenie

Jeszcze ciekawszy jest tył konstrukcji, bo jego różne warianty mają otworzyć rodzinę AGM-158 na start nie tylko z samolotów, ale również z ziemi, jednostek nawodnych oraz platform działających pod powierzchnią wody. Nie oznacza to oczywiście, że żołnierze będą tuż przed misją odkręcać nos pocisku niczym obiektyw aparatu. Modularność ma przede wszystkim uprościć projektowanie, produkcję oraz integrację kolejnych konfiguracji.

Lockheed planuje przy tym dwa podstawowe rozmiary kadłuba pocisku. Krótszy ma mierzyć około 4,27 metra i odpowiadać gabarytami obecnemu JASSM-ER, podczas gdy wersja ekstremalnego zasięgu urośnie do około 5,23 metra. Pierwszym rzeczywistym zastosowaniem nowej architektury będzie właśnie JASSM-XR, nad którym firma pracuje już od kilku lat. Dokładnego zasięgu XR nadal nie ujawniono, więc na tym etapie wszelkie konkretne liczby krążące wokół tej wersji traktowałbym ostrożnie. Lockheed obiecuje jedynie znaczący wzrost względem obecnych konstrukcji.

Rodzina JASSM nadaje się do takiego eksperymentu jak mało która

FLEX nie powstał od zera. Tak naprawdę rodzina JASSM jest rozwijana od ponad dwóch dekad, a Lockheed dostarczył już ponad 5000 pocisków tego typu. Mowa o wariantach dalekiego zasięgu ponad 926 km oraz z około 454-kilogramową głowicą bojową. LRASM korzysta z tej samej technologicznej rodziny, ale został rozwinięty do zwalczania okrętów, a to dlatego, że dostał bardziej rozbudowany zestaw sensorów, inteligentne planowanie trasy oraz możliwość działania w środowisku silnych zakłóceń. Producent podaje dla niego zasięg przekraczający 370 km.

Lockheed Martin pocisk AGM-158 JASSM XR USA

Czytaj też: Armia USA pokazała fabrykę wojny przyszłości. Powstał szybciej niż obiad, a potem latał przez niemal 9 godzin

Właśnie dlatego FLEX jest dla mnie ciekawy. Z jednej strony pisałem już szerzej o rodzinie JASSM przy najpotężniejszych pociskach manewrujących, a z drugiej musimy pamiętać, że granice pomiędzy różnymi kategoriami uzbrojenia zaczynają się zacierać również przy polskim Gladiusie 2. Teraz podobne rozmywanie następuje na innym poziomie. Okazuje się bowiem, że oto jeden wspólny technologiczny rdzeń może docelowo prowadzić do kilku broni o zupełnie różnych zastosowaniach.

Test pocisku AGM-158

Co ciekawe, historia LRASM dobrze pokazuje, że nie wszystkie pomysły na wielozadaniowość muszą się udać. Jeszcze kilka lat temu plany obejmowały rozszerzenie możliwości tego pocisku o dodatkowe zdolności atakowania celów lądowych, ale amerykańska marynarka z tego zrezygnowała. Przypadek LRASM i anulowanego wariantu do atakowania celów lądowych przypomina więc, dlaczego modułowość może być cenna. Zamiast wciskać wszystkie możliwości w jeden finalny produkt, łatwiej stworzyć wspólną bazę i rozwijać wyspecjalizowane warianty.

Największą zaletą FLEX może nie być technologia, a fabryka

Lockheed wydał na opracowanie i kwalifikację koncepcji ponad 35 mln dolarów, czyli około 133 mln zł. Kwota objęła projekt kadłuba, prototypy, testy oraz przygotowanie dostawców. Jak na program zaawansowanego uzbrojenia nie brzmi to szczególnie imponująco i właśnie o to chodzi, bo firma nie próbuje budować całego ekosystemu od zera.

FLEX ma korzystać z istniejących linii JASSM i LRASM, obecnego łańcucha dostaw, infrastruktury programistycznej oraz systemów planowania misji. W 2022 roku Lockheed uruchomił też nowy zakład produkcyjny AGM-158 o powierzchni około 20900 m², który jest wyposażony m.in. w zrobotyzowaną linię lakierniczą i bardziej zautomatyzowane testowanie. Równolegle firma zwiększa produkcję obu rodzin pocisków.

AGM-158

Tutaj widzę właściwą “broń przyszłości”. Niekoniecznie pocisk osiągający absurdalną prędkość lub zasięg, lecz konstrukcję, której nie trzeba za kilka lat zastępować czymś kompletnie nowym. Jeśli zmieni się sensor, źródło naprowadzania albo sposób startu, producent wymienia część architektury, ponownie wykorzystując ogromną część tego, co już ma. Podobną filozofię widać zresztą przy przerabianiu klasycznych bomb JDAM na broń dalekiego zasięgu. Współczesne zbrojenia coraz częściej nie polegają bowiem na wyrzucaniu sprawdzonych rozwiązań do kosza, lecz na dokładaniu do nich nowych możliwości.

Czytaj też: Pancerz już nie wystarcza. Chiny wsadziły broń przyszłości na swojego pancerniaka Typu 19

Czy FLEX rzeczywiście spełni wszystkie obietnice? Na razie znamy przede wszystkim koncepcję producenta, a nie całą rodzinę gotowego uzbrojenia. Modularny projekt nadal trzeba certyfikować, integrować z wyrzutniami i samolotami oraz sprawdzać w rzeczywistych warunkach. Jeśli jednak Lockheed doprowadzi ten pomysł do końca, to za kilka lat możemy patrzeć na AGM-158 nie jak na konkretny pocisk, ale bardziej jak na platformę, z której składa się broń pod konkretną misję.

Źródła: Lockheed Martin

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.