Litespeed przez lata bronił prostoty tytanowych rowerów. Teraz sam wsadził do nich silniki

Szef Litespeeda, Chris Pascarella, przyznał się, że przez długi czas traktował jazdę na elektryku jako pewną formę poddania się, bo przecież po co wspomagać się silnikiem, skoro można polegać wyłącznie na własnych nogach? Takie podejście nie dziwi mnie szczególnie w przypadku człowieka stojącego na czele firmy, która od 1986 roku buduje w Stanach Zjednoczonych wysokiej klasy tytanowe ramy i przez dekady doskonaliła konstrukcje, w których liczył się każdy gram oraz możliwie naturalne wrażenia z jazdy. Tyle tylko, że sam Pascarella zmienił zdanie, a razem z nim zmienił się Litespeed.
Litespeed przez lata bronił prostoty tytanowych rowerów. Teraz sam wsadził do nich silniki

Co ciekawe, jednym z impulsów do tej decyzji była Anne Hed, współzałożycielka firmy HED, która kilka lat temu podczas imprezy UNBOUND Gravel poprosiła inżynierów Litespeeda o stworzenie dla niej elektrycznego gravela. Obiecała nawet, że zostanie jego pierwszą klientką. Producent rzeczywiście przygotował dla niej taki rower, a teraz pokazał cztery konstrukcje z myślą o rynku masowym. Jednak ja, patrząc na tę premierę, zastanawiam się, czy aby na pewno firma znalazła sposób na pogodzenie dwóch różnych filozofii, czy po prostu uznała, że dalsze ignorowanie elektryfikacji sportowych rowerów przestaje mieć sens.

Tytan != e-bike? Cztery nowe Litespeedy udowadniają, że nie

Nowa rodzina e-bike od Litespeed obejmuje dwa modele szosowe, czyli Sustain i Harmonizer, oraz dwa gravele – Overdrive i Distortion. Wszystkie są ręcznie produkowane w Chattanooga w stanie Tennessee i wykorzystują tytanowe ramy, ale różnią się geometrią, osprzętem oraz zastosowanymi rurami. Droższe Sustain i Overdrive korzystają z konstrukcji Superform eSL6/4 z charakterystyczną górną rurą formowaną z arkusza stopu tytanu 6Al-4V. Tańsze Harmonizer i Distortion bazują z kolei na rurach Pure eLW ze stopu 3Al-2,5V.

Czytaj też: Rama roweru waży mniej niż 700 gramów. Hiszpanie pokazali, jak absurdalny stał się wyścig o lekkość

Warto przy tym zwrócić uwagę na masę, bo według producenta szosowy Sustain waży około 11,8 kg, Harmonizer 12,2 kg, Overdrive 12,7 kg, a Distortion 13,2 kg. Mówimy więc o kompletnych elektrykach, które pod względem wagi zbliżają się do niektórych tradycyjnych rowerów. Pisałem już o podobnym podejściu przy wyjątkowo lekkim FLIT M2i, ale tutaj mamy do czynienia z pełnoprawnymi konstrukcjami sportowymi, a nie składanym rowerem miejskim. Litespeed reklamuje zresztą swoje najlżejsze modele jako rekordowe wśród tytanowych e-bike’ów.

Różnice między tymi nowymi rowerami dotyczą też charakteru jazdy. Sustain jest sportową szosówką z osprzętem Shimano Ultegra Di2, podczas gdy Harmonizer oferuje wygodniejszą geometrię endurance i Shimano 105 Di2. Oba mieszczą opony o szerokości do 35 mm. Z kolei gravelowy Overdrive z Shimano GRX Di2 przyjmuje ogumienie do 50 mm, a bardziej wyprawowy Distortion z SRAM Rival XPLR AXS pozwala zamontować nawet 54-milimetrowe opony. Wszystkie otrzymały również ręcznie składane koła HED zintegrowane z silnikiem Mahle.

Silnik Mahle X20 ma sprawić, że zapomnimy o jego obecności

Najważniejszą decyzją konstrukcyjną w przypadku tych e-bike było postawienie na układ Mahle X20, czyli kompaktowy silnik umieszczony w tylnej piaście zamiast popularniejszego w mocnych rowerach elektrycznych napędu centralnego. Producent deklaruje 250 W mocy znamionowej, do 275 W mocy szczytowej i wspomaganie odpowiadające osiągom silnika centralnego o momencie 65 Nm. Nie oznacza to jednak, że sama piasta generuje 65 Nm, bo Mahle stosuje tutaj własne przeliczenie porównawcze. Kluczowe jest zaś to, że cały system wraz z akumulatorem o pojemności 250 Wh waży około 3,2 kg.

Właśnie tutaj widzę największy sens całego przedsięwzięcia. Pisałem już o pomyśle Avinox na zintegrowanie napędu i przekładni, ale Litespeed wybrał właściwie przeciwny kierunek. Zamiast konstruować rower wokół coraz bardziej zaawansowanego silnika, próbuje schować wspomaganie w klasycznej konstrukcji. Mahle X20 ma przy tym eliminować dodatkowy opór ze strony silnika po wyłączeniu zasilania, a jego trzy poziomy wspomagania pozwalają dostosowywać uzyskiwaną pomoc do trasy.

Czytaj też: Koniec z cięciem kierownic w rowerach. Niemcy znaleźli znacznie lepszy sposób

Efekt takiego napędu? Na płaskim odcinku można bowiem polegać wyłącznie na własnych nogach, a na podjeździe skorzystać z dodatkowej mocy. Jednocześnie silnik w piaście nie wykorzystuje przełożeń roweru, przez co na stromych wzniesieniach może ustępować mocnemu napędowi centralnemu. Nie obciąża jednak łańcucha i kasety dodatkowym momentem silnika, a więc ogranicza jeden z problemów charakterystycznych dla mocnych e-bike’ów.

Tytan może przetrwać dekady. Czy akumulator dotrzyma mu kroku?

Największy zgrzyt widzę w samej idei trwałości. Przy okazji tytanowego Moots Routt zwracałem już uwagę na szczególną kategorię drogich rowerów, które mają służyć właścicielowi wyjątkowo długo. Tymczasem Litespeed montuje w swoich nowych konstrukcjach akumulator zintegrowany z dolną rurą ramy, którego wymiana wymaga częściowego demontażu roweru i specjalistycznej procedury dostępnej w autoryzowanej sieci. Sam akumulator oczywiście nie będzie wieczny, a producent nie podał jeszcze wystarczających informacji, by ocenić koszty takiej operacji po wielu latach eksploatacji.

Akumulator o pojemności 250 Wh również wymaga zaakceptowania kompromisów. Jest lekki i pozwala zachować smukłą sylwetkę roweru, ale trudno oczekiwać od niego długotrwałego wspomagania z wysoką mocą na wymagających podjazdach. Opcjonalny dodatkowy akumulator Mahle eX1 może poprawić sytuację, ale kosztem kolejnych pieniędzy i masy. Amerykańskie wersje wspomagają jazdę do około 32 km/h, podczas gdy w Polsce zwykły rower elektryczny musi kończyć wspomaganie przy 25 km/h. Ewentualna europejska konfiguracja będzie więc wymagała odpowiedniego ograniczenia.

Pozostaje również sama (wysoka) cena. Harmonizer i Distortion startują od 9999 dolarów, czyli około 39200 zł, a Sustain i Overdrive od 12599 dolarów, czyli około 49500 zł wedle prostego przeliczenia walutowego, do którego dojdą z pewnością dodatkowe koszty w razie polskiej dystrybucji. Czy osobiście zapłaciłbym tyle za elektryczny rower? Raczej nie, choć dla zamożnego kolarza, który chce jedynie okazjonalnego wspomagania i to bez rezygnowania z wrażeń znanych z klasycznej szosówki, taki zakup może mieć sens. Bardziej zastanawia mnie jednak coś innego…

Czytaj też: Nowy rower elektryczny zrywa z tradycją. Jest mocny, prosty i ma jeden poważny haczyk

Litespeed oferuje dożywotnią gwarancję na tytanową ramę, ale jednocześnie uzależnia przyszłość elektrycznego wspomagania od akumulatora, elektroniki i dostępności specjalistycznego serwisu. Sam jednak za niemal 50000 złotych oczekiwałbym nie tylko wyjątkowego roweru na dziś, ale również pewności, że za kilkanaście lat nie zostanę z piękną tytanową ramą i napędem, którego nie będzie już komu naprawić. W tym właśnie tkwi największy paradoks całego przedsięwzięcia, bo Litespeed połączył jeden z najbardziej ponadczasowych materiałów rowerowych z technologią, która starzeje się znacznie szybciej.

Źródła: Litespeed, Bikerumor, Mahle

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.