Recenzja Sony A7c – dla kogo jest ten aparat?

Arkadiusz Dziermański Z-ca Redaktora Naczelnego

Sony A7c to jeden z najmniejszych pełnoklatkowych aparatów na rynku. Jego wymiary i masa są ogromną zaletą, ale jednocześnie potrafią być prawdziwym przekleństwem. Dlatego spróbujmy się zastanowić – dla kogo jest ten aparat?

To nie będzie klasyczna recenzja

Sony A7c jest na rynku już od jakiegoś czasu i został w Internecie przetestowany pod każdym możliwym kątem. Dlatego też zamiast na dokładnej analizie zdjęć, czego w sieci jest naprawdę multum, skupimy się na ogólnych wrażeniach z użytkowania. Bo to jest w przypadku tego modelu cechą kluczową.

Aparatu używam od ponad miesiąca. Za co muszę podziękować Sony. Planowo powinienem użytkować Sony A7 III, ale ze względu na opóźnione dostawy do sklepów, firma poratowała mnie egzemplarzem testowym. Aparatu używam z prywatnym obiektywem Sigma 24-70mm F/2.8 Art, testowym Sony 14mm F/1.8 GM oraz od niedawna Sony 70-200mm F/2.8 GM II.

Wykonanie i rozmieszczenie elementów Sony A7c

Sony A7c jest zamknięty w metalowej obudowie z gumowymi wstawkami i plastikowymi zaślepkami gniazd i portów. Aparatu nietrudno nie porównywać z Sony A7 III. Oba modele są niemal identyczne w kwestii jakości zdjęć, ale też mają sporo podobieństw pod względem wizualnym.

Rozmieszczenie przycisków też jest bardzo podobne, z tym że A7c ma ich nieco mniej. Na górze znajdziemy przycisk migawki otoczony przesuwanym włącznikiem, koło wyboru trybów i pokrętło ekspozycji oraz przycisk uruchamiający nagrywanie wideo. Koła nie są blokowane i szczególnie pokrętło ekspozycji czasem lubi się obrócić w trakcie transportu. W porównaniu z A7 III zabrakło tutaj dwóch przycisków skrótów oraz dodatkowego pokrętła na gripie w przedniej części obudowy.

Na tylnej ściance mamy jeszcze jedno pokrętło, np. do zmiany czasu wyzwolenia migawki oraz zestaw przycisków zbliżony do tego z A7 III. D-Pad jest otoczony obracanym pierścieniem, ale zabrakło tutaj miejsca dla dżojstika ustawienia ostrości.

Całość jest świetnie wykonana. Konstrukcja jest dodatkowo uszczelniona, więc bez problemu można używać A7c w trudniejszych warunkach.

Czytaj też: Test Sony A7 III. Najbardziej opłacalna pełna klatka w 2021 roku?

Wizjer i obracany ekran. Menu… no jak to w Sony

Wizjer w Sony A7c, podobnie jak w serii A6000, został przesunięty do lewej krawędzi. Pomimo niewielkich rozmiarów jest wygodny i w zasadzie od samego początku nie miałem żadnego problemu z użytkowaniem go. Choć osoby używające na co dzień okularów mogą mieć z nim problem. Obraz jest dobrej jakości i jasny, ale ma bardzo przeciętne powiększenie.

Ekran, w przeciwieństwie do wspomnianego A7 III jest obracany, a nie uchylany. Chyba nie trzeba nikogo przekonywać, że to dużo wygodniejsze rozwiązanie. Nie tylko podczas nagrywania filmów, ale ogólnie korzysta się z niego o wiele lepiej niż z ekranu uchylanego.

Wyświetlacz jest dobrej jakości. Kolorowy, kontrastowy, a jego jasność jest w pełni wystarczająca do korzystania nawet w słonecznym otoczeniu. Widać jednak, że to nie jest ekran z topowej półki i do najlepszej konkurencji nieco mu brakuje.

Im dłużej korzystam z aparatów Sony, tym bardziej przyzwyczajam się do ich Menu. Ale to nadal jest element, który powinien zostać gruntownie przebudowany. Czasem znalezienie jakiejś opcji potrafi zająć ładnych kilka minut. Bo przecież logiczne jest, że ustawienia fotografowania są podzielone na dwie zakładki, z czego w drugiej zostały wymieszane z ustawieniami dotyczącymi filmowania. Prawda? W A7c nie pomaga też fakt, że aparat jest w zasadzie pozbawiony prawie wszystkich dodatkowych przycisków, do których można by przypisać najczęściej użytkowane funkcje.

Czytaj też: Recenzja Sigma 18-50 mm F2.8 DC DN Contemporary

Małe wymiary Sony A7c to jego największa zaleta i wada

Wiele osób powie, że Sony A7c wygląda tak, jak wyglądać powinien bezlusterkowiec. Jest malutki i bardzo lekki. Bardzo łatwo zmieścimy go w torbie, plecaku, czy nawet większej kieszeni kurtki czy spodni. W połączeniu z kompaktowym obiektywem będzie idealnym aparatem w podróży. Zarówno jeśli mówimy o fotografowaniu, jak i nagrywaniu filmów. Jest przy tym dyskretny i nie rzuca się w oczy. Ale…

Wszystkie zmienia się w momencie, kiedy nie korzystamy z kompaktowego obiektywu. Tu zaczynają się schody. Sigma 24-70mm F/2.8 Art to kawałek obiektywu i użytkowanie z nim Sony A7c nie jest już tak różowe. Grip od razu staje się zbyt mały. Jeśli ktoś ma większe i grubsze palce, będą one cały czas obijać się o obiektyw. Ten z kolei ciągnie całą konstrukcją do przodu, wiec musimy mocniej zaciskać dłoń na gripie i całość robi wrażenie znacznie cięższego niż w rzeczywistości. Fotografowanie bardziej męczy, bo rękę musimy mieć mocniej spiętą niż podczas trzymania większego aparatu.

Wszystko jest kwestią przyzwyczajenia. Zdarzało mi się spędzić niemal cały dzień z aparatem w ręce właśnie ze wspomnianą Sigmą, czy Sony 70-200mm F/2.8 GM II i bez problemu dało się to przeżyć. Ale nie ukrywam, że było to znacznie bardziej męczące niż w przypadku większych i cięższych aparatów.

Czytaj też: Test Steelseries Aerox 9 Wireless. Mysz idealna, kiedy brakuje Wam przycisków

Sony A7c ma bardzo dobry autofocus, ale z ograniczonymi opcjami użytkowania

W Sony A7c nie znajdziemy dżojstika do sterowania ostrością. Co mogło być wynikiem zmniejszenia konstrukcji. Mamy touch focus, możliwy do ustawienia na ekranie dotykowym, ale już nie możemy korzystać z niego jak z touchpada. Co i tak byłoby karkołomne, bo jeśli przyłożony do wizjera prawe oko (osoby lewooczne są jednak w mniejszości), dotykanie nawet otwartego ekranu jest utrudnione.

Dlatego też jeśli chcemy ręcznie przesuwać punkt ostrości, musimy to robić wskazując punkt dotykiem, albo przesuwając go d-padem. Co jest mniej precyzyjne i zajmuje trochę więcej czasu. Opcjonalnie, podobnie jak w serii A9, możemy przywołać zarejestrowany wcześniej punkt ostrości.

Zero zastrzeżeń nie można mieć za to do działania autofocusu. Znajdziemy tu ten sam mechanizm co w Sony A7 III i można się w nim zakochać już po kilku minutach. Autofocus działa wzorowo. Za pomocą A7c zrobiłem bardzo dużo zdjęć. Urządzeń małych i dużych, ludzi, zwierząt, samochodów stojących i poruszających się. Autofocus sprawuje się genialnie. Pojedynczy, szeroki, strefowy, ciągły przy poruszających się obiektach, na twarzy, oku człowieka, kota, ptaka… Długo można by tak wymieniać, więc napiszmy tyle, że autofocus to jedna z największych zaleta Sony A7c i jest jednym z głównych powodów, dla których warto go kupić.

Sony A7c w praktyce, czyli w jakich zdjęciach się sprawdził?

Cóż… w każdych? Sony A7c towarzyszył mi niemal przez cały czas przez ostatnie tygodnie i zrobiłem nim ogrom zdjęć w przeróżnych warunkach. Były to zdjęcia z premier i pokazów urządzeń:

Zdjęcia samochodów w naszych recenzjach:

Samochodów na targach i podczas premier:

Zdjęcia testowanych urządzeń:

Czy różnego rodzaju zabawy prywatne:

Ogółem, Sony A7c sprawdza się w przeróżnych rodzajach fotografii i robi to naprawdę bardzo dobrze. Ani razu nie miałem problemów z przesadzonym balansem bieli, bardzo dobrze działa stabilizacja obrazu, a przy fotografowaniu w trudniejszych warunkach możemy bez większej utraty jakości wyjść z ISO do 6400. O świetnym autofocusie już wspominałem.

Zdjęcia wykonane Sony A7c znajdziecie m.in. w poniższych materiałach:

Test T-Mobile Internet 5G Home Office. Czy antena poprawiła mi zasięg?
Test Xiaomi 12 Pro. To w końcu warty jest swojej ceny, czy nie do końca?
Test BMW i4 – radość z jazdy!
Test Samsung The Freestyle – telewizor, projektor, a może urządzenie zupełnie nowej kategorii?
Test Nissan Leaf. Czy miejska legenda ma jeszcze trochę… prądu w baku?
Test KIA Sportage MHEV. Nie bez powodu jest tak popularna
Test Polk MagniFi Mini AX. To maleństwo zrobi Wam kino w salonie
Test Opel Mokka-e. Miejski maluch, który udaje dużego
Test BMW iX. To najmądrzejsze BMW w historii
Byliśmy na Mercedes-Benz Driving Experience. Czy warto skorzystać z takiego szkolenia?

Zanim podsumujemy, pochwalmy akumulator Sony A7c

Sony A7c jest zasilany akumulatorem NP-FZ100 o pojemności 2280 mAh. Sony zapewnia, że pozwala na wykonanie 680 zdjęć przy korzystaniu z wizjera oraz 740 przy użyciu ekranu. To bardzo dobre liczby i przyznam, że nie sprawdziłem ich dokładnie, za to ani razu nie miałem problemów z rozładowanym akumulatorem.

Powiem nawet więcej, akumulator Sony A7c rozleniwia, bo mając np. 3-4 wydarzenia jedno po drugim, albo dzień po dniu, wiedząc że na każdym zrobię kilkadziesiąt zdjęć, nawet nie brałem się za ładowanie akumulatora. Nie było takiej potrzeby. A nawet gdyby się pojawiła, to w trakcie dojazdu wystarczyłoby podpiąć aparat do powerbanku, bo można go ładować przez port USB-C.

Sony A7c to bardzo dobry aparat, ale nie jest to sprzęt dla każdego

Bardzo długo zastanawiałem się nad tym, dla kogo jest Sony A7c. Z jednej strony mamy tu bardzo dobrą jakość zdjęć, w zasadzie niemal na równi z Sony A7 III. Co czyni go sprzętem do zastosowań co najmniej półprofesjonalnych. Ale ergonomia użytkowania temu przeczy.

Sony A7c jest za mały do używania go z większymi obiektywami. Jeśli dużo fotografujemy w ruchu, szybko odczujemy zbyt mały korpus. Dlatego też aparat sprawdzi się idealnie dla osób używających go w podróży, z mniejszymi obiektywami. Albo też w momencie, kiedy dużo fotografujemy ze statywu. Wtedy jego wymiary nie będą stanowić najmniejszego problemu. Osoby bardziej zaawansowane mogą też narzekać na mniejszą liczbę przycisków z możliwością przypisania do nich różnych skrótów.

I tutaj mam problem. Bo możliwości Sony A7c znacznie przewyższają wymagania kompletnego amatora, którego jednocześnie odstraszy cena, która obecnie wynosi 10 699 zł. Z drugiej strony profesjonalistów może odrzucać zbyt mała obudowa. Koniec końców mamy bardzo dobry sprzęt, którego trudno jest nie polecić, ale mam wrażenie, że spora grupa odbiorców będzie musiała iść z nim na pewne kompromisy.