
Zacznijmy od małego przypomnienia – czym jestem ekran OLED?

Ekran OLED, nazywany też ekranem organicznym, w przeciwieństwie do wyświetlaczy LCD nie ma osobnego źródła podświetlenia. Tak można najprościej wytłumaczyć zasadę jego działania. Tutaj każdy pojedynczy piksel jest własnym źródłem światła. To dzięki temu mówi się, że tylko ekrany OLED mają prawdziwą czerń, bo wyłączone piksele nie świecą, więc są czarne. W ekranach LCD czerń uzyskuje się poprzez wygaszenie podświetlenia znajdującego się za pikselami, co można zrobić strefowo. Poprzez wygaszenie lub przyciemnienie strefy, co nie jest idealnym rozwiązaniem. Lekko mówiąc.
OLED to również ekstremalnie wysoki, wręcz nieskończony kontrast i praktycznie maksymalne kąty widzenia. Ale też mity, którymi ten typ ekranów obrósł przez lata obecności na rynku.
Czytaj też: Szeroki monitor to obowiązkowe wyposażenie mojego biurka. Czy takie ekrany są dla każdego?
Jeszcze trzy lata temu monitory OLED nie nadawały się do pracy. Dzisiaj to się mocno zmieniło

Możemy tu postawić gwiazdkę, bo mówimy o pracy biurowej. Głównie biurowej, bo w zasadzie takiej, w której mamy na ekranie białe okna. Tutaj modele takie jak Asus ROG Swift OLED PG42UQ, którego używałem w 2022 roku czy LG Flex TV kilka miesięcy później, wypadały fatalnie.
Ich problemem było to, że przygasały. Kiedy miałem otwarte dokumenty czy jasne strony internetowe, po dłuższej chwili bez przewijania treści ekran robił się wyraźnie ciemniejszy. To był przeskok mocno widoczny gołym okiem. Działo się tak również np. podczas piania. Wystarczyło poruszyć kursorem myszy lub przewinąć treść, ogólnie wywołać dowolny ruch na ekranie i wracał normalny poziom jasności.

Winnym takiego stanu rzeczy były algorytmy ABL (Automatic Brightness Limiter), których zadaniem jest pilnowanie limitu mocy oraz temperatury ekranu. Do tego mamy algorytmy ASBL/TPC (auto static brightness limiter / temporal peak control), które widząc statyczny obraz brały go za potencjalne zagrożenie wypaleniem obrazu. Stanowiły one spory problem, bo były zaprojektowane z myślą o telewizorach, a nie monitorach.
Współczesne monitory OLED mają znacznie poluzowane algorytmy. To w połączeniu z nowszymi panelami OLED i QD-OLED spowodowało, że praca typowo biurowa dzisiaj nie różni się praktycznie niczym od tej na ekranach LCD. Ma to również wpływ na jeszcze jeden aspekt działania.
Czytaj też: Test Sony WF-1000XM6 – izolują, komunikują i zapewniają dużo rozrywki
Monitory OLED przestały być grzejnikiem

O często podnoszonym temacie wypalania ekranu zaraz sobie porozmawiamy, ale najpierw pójdźmy w kierunku wypalania… użytkownika. Pracę na starszych monitorach OLED mogę śmiało porównać do pracy przed grzejnikiem. To dosłownie grzało w twarz i to do tego stopnia, że mając latem w pokoju włączonego tylko laptopa i monitor, przechodząc przez drzwi wpadało się w powietrze tak nagrzane, że aż gęste.
To się bardzo mocno i pozytywnie zmieniło, ale to wypadkowa wielu czynników. Zmieniły się same panel, które są w stanie świecić jaśniej, przy tej samej mocy oraz wspomniane wyżej algorytmy. Zmieniła się też sama konstrukcja monitorów. Mają lepsze chłodzenie, wydajniejsze radiatory, lepsze odprowadzanie ciepła, a nawet zoptymalizowane zasilanie ograniczające straty cielne. Słowem, praca przed monitorem OLED to dzisiaj już nie jest praca przed agresywnie świecącym grzejnikiem.
Czytaj też: Test Oppo Reno15 Pro – tak dobrego Reno nie było już dawno. Czy przekonał mnie do siebie?
OLED jest ciemniejszy niż monitor LCD. Tylko tego nie widać

Spotkałem się z głosami, że monitory OLED są ciemniejsze, niż ekrany LCD. Tak, ale jednocześnie nie. Nie do końca.
W pomiarach – na ogół tak. Ekrany LCD osiągają wyższe wartości jasności (w nitach), niż OLED. Z twardymi danymi trudno jest dyskutować, ale jeśli postawimy obok siebie monitor LCD z ekranem o jakości 500 nitów i monitor OLED z jasnością 300 nitów to idę o zakład, że wiele osób będzie w stanie powiedzieć, że OLED wygląda na jaśniejszy. Z czego to wynika?
Pierwszy z powodów to bardzo wysoki kontrast. Jasne elementy na idealnie czarnym tle wydają się optycznie znacznie jaśniejsze i mocniej biją po oczach. Dodając do tego szklaną powłokę, która dodatkowo optycznie zwiększa kontrast, obraz wydaje się jaśniejszy. No i pamiętajmy też o wspomnianych wcześniej algorytmach przygaszania. Koniec końców uwierzcie mi, że większość osób, mając obok siebie dwa monitory w ciemno wskaże, że OLED jest jaśniejszy. Pomimo innych wyników pomiarów.
Jest tu jednak jeden haczyk i to wspomniana szklana powłoka. Choć monitory OLED mają na ogół mocne powłoki antyrefleksyjne to są to ekrany błyszczące. Więc jest to ich spora wada i szczególnie w przypadku większych ekranów trzeba brać pod uwagę ich odpowiednie ustawienie względem padającego światła z okna. Antyrefleks to jedno, ale mimo wszystko lustra tu nie unikniemy.
Czytaj też: Zegarki hybrydowe – zapomniana technologia, która przegrała ze smartwatchami
Wypalanie ekranu i problematyczna konserwacja – prawda czy mit?

O wypalaniu treści na ekranach paneli organicznych słyszy się w zasadzie od czasów telewizorów plazmowych. Tak, jest to prawda. Wyświetlanie nieruchomych elementów na ekranie doprowadzi do tego, że zostaną na nim na stałe. Ale mamy rok 2026 i od lat istnieją i działają stosowne zabezpieczenia.
Przede wszystkim jest to przesunięcie pikseli, które w zasadzie trzeba mieć włączone w monitorze OLED. To funkcja, która bardzo minimalnie przesuwa statyczne treści w sposób praktycznie niewidoczny dla naszego okna. Są to przesunięcia o dosłownie pojedyncze piksele, co chroni ekran przed wypalaniem. Oczywiście nadal da się wypalić treści na ekranie OLED, co niedawno pokazał kanał Monitors Unboxed, który chciał udowodnić, że jest to możliwe. Poprzez wyświetlanie przez 8-10 godzin dziennie statycznych obrazów, więc był to bardzo ekstremalny test przeprowadzony na flagowym monitorze MSI MPG 321URX QD-OLED. Poza tym, że faktycznie wypalenie się pojawiło, z testu dowiadujemy się, że spadek jasności po 21 miesiącach ekstremalnego użytkowania jest minimalny – z 243 do 238 nitów. Test pokazał, że przy użytkowaniu, jakie możemy uznać za w pełni normalne, wypalanie nam nie grozi.

Monitory OLED przeprowadzają konserwację panelu. Ekran się wyłącza i przeprowadzane jest wyrównywanie jasności subpikseli. Trwa to kilka minut i możemy to włączyć ręcznie lub zdać się na automat. Szukając monitora OLED trafiłem na kilka zastrzeżeń co do tego, że są modele, w których konserwacja potrafi uruchomić się nagle, sama, w trakcie użytkowania i nie da się tego zatrzymać. Dzisiaj trafia się na to bardzo rzadko i monitory wyświetlają komunikat o konieczności przeprowadzenia konserwacji, ale to od nas zależy, czy wyrazimy zgodę i przeprowadzimy ją w tym momencie, czy odłożymy to na później.
Czytaj też: Test Huawei FreeClip 2 – nieziemsko wygodne, ale co z jakością dźwięku?
Monitory OLED to w niektórych przypadkach jedyny wybór. Warto go dokonać tym bardziej, że ich ceny spadają

Podstawowe pytanie – dla kogo jest ekran OLED? W pierwszej kolejności wskazałbym graczy. To naprawdę jest inny poziom rozgrywki. Przy ekstremalnym poziomie czerni, jaki dostajemy, dosłownie znane nam gry potrafią wyglądać zupełnie inaczej. Do tego mamy piękne kolory i to wszystko razem tworzy obraz, od którego trudno się oderwać. Są też ciekawe przypadki. Aktualnie wieczorami gram w nowy dodatek do Diablo II: Resurrected na monitorze OLED o proporcjach 32:9. Rozgrywka uruchamia się w 16:9, więc mam rozgrywkę na środku ekranu z czarnymi pasami po bokach. Czerń jest tak idealna, że w ciemniejszych lokacjach gra sprawia wrażenie zawieszonej w czarnej przestrzeni i wygląda to obłędnie.
Do pracy biurowej OLED zdecydowanie nie jest potrzebny, jeśli nie masz zamiaru wykorzystywać jego potencjału. Co innego, jeśli mówimy o pracy kreatywnej i szczególnie, kiedy szukasz monitora o dużej przekątnej. Sam takiego szukałem i wybierając ekrany o przekątnej większej niż 34 cale pojawia się spory problem. Gamingowe monitory o wysokich przekątnych mają słabe pokrycie i odwzorowanie kolorów. O 10-bitowych panelach możemy zapomnieć, a monitorów dla twórców z tak dużym ekranem można ze świecą szukać. Albo z ogromnym workiem pieniędzy. Wtedy do gry wchodzą monitory OLED i jest to bardzo dobry wybór.
Ekrany OLED są dzisiaj o wiele bardziej dostępne, niż jeszcze 3-4 lata temu. Znajdziemy je coraz częściej w laptopach i to nie modelach flagowych, a tych kosztujących nawet ok 3 500 zł. Jeśli chodzi o same monitory, to najtańsze modele 27-calowe kupimy za 1 599 zł (Samsung Odyssey G5), ale przeskok cenowy do największych przekątnych nie jest duży. 34-calowy Philips Evnia 34M2C6500/00 kosztuje dzisiaj 2 449 zł, pozycjonowanego bardzo wysoko MSI MPG 491CQP QD-OLED o przekątnej 49 cali da się złapać za niecałe 4 000 zł, a Philips Evnia 49M2C8900L/00 to wydatek 3 249 zł. Nadal sporo, ale to przestały być zaporowe kwoty. A czy warto? Dochodzę do wniosku, że monitor OLED to droga w jedną stronę, z której nie ma powrotu.