Ekranoplan to dziwny kompromis między statkiem a samolotem
Ekranoplan wyróżnia się tym, że wykorzystuje efekt przypowierzchniowy, czyli zjawisko zwiększonej siły nośnej i zmniejszonego oporu, gdy skrzydło porusza się bardzo nisko nad płaską powierzchnią, choć najczęściej nad wodą. W praktyce taka maszyna nie wznosi się wysoko jak klasyczny samolot, tylko “ślizga się” kilka metrów nad morzem, korzystając z poduszki powietrznej tworzącej się między skrzydłem a powierzchnią wody. Są to więc maszyny latające bardzo nisko, szybsze od okrętów, a jednocześnie zdolne do pozostawania poniżej horyzontu radarowego dla części sensorów nawodnych.
Niski lot takiego sprzętu pomaga mu ukryć się przed niektórymi radarami, ale nie czyni oczywiście z ekranoplanu niewidzialnego ducha. Taka maszyna nadal jest duża, głośna, zależna od warunków pogodowych i wciąż może być wykrywana przez odpowiednio rozmieszczone sensory powietrzne, satelitarne lub brzegowe. Owszem, może omijać miny morskie i okręty podwodne, bo nie płynie przez wodę jak klasyczna jednostka. Jednocześnie jednak w strefie nasyconej obroną przeciwlotniczą lub przeciwokrętową staje się wprawdzie bardzo nietypowym, ale wcale nie takim niezniszczalnym celem.
Historia zna już takie ambicje, o czym zresztą pisałem na łamach Chip.pl w 2022 roku. Radziecki KM, czyli słynny Kaspijski Potwór oraz późniejszy uzbrojony Łuń miały pokazać, że można stworzyć coś szybszego niż okręt i trudniejszego do przechwycenia niż zwykły samolot. Łuń przenosił pociski przeciwokrętowe i był prawdziwą bojową próbą wykorzystania tej idei, ale po zimnej wojnie cały kierunek praktycznie zamarł. Powodów było wiele. Duże ekranoplany okazały się trudne w utrzymaniu, ograniczone pogodowo i mniej uniwersalne niż sugerowała ich legenda.
Co więc kombinują dziś Chiny?
Chiński “Potwór z Morza Bohai” wraca i wygląda groźniej
Najnowsze zdjęcia chińskiego ekranoplanu znanego nieoficjalnie jako “Bohai Sea Monster” pokazują coś znaczącego. Widać na nich cztery silniki turbośmigłowe, a przede wszystkim podskrzydłowe punkty podwieszeń, które mogą służyć do przenoszenia zbiorników paliwa, zasobników z sensorami albo uzbrojenia. Sam fakt ich obecności nie oznacza jeszcze, że mamy przed sobą gotową platformę bojową, ale moim zdaniem trudno już traktować tę konstrukcję jak czysto transportową ciekawostkę.
Czytaj też: 9700 ton, Aegis i SPY-6. Amerykanie dostali okręt bojowy godny XXI wieku

Jest to ważna zmiana, bo kiedy maszyna pojawiła się po raz pierwszy w czerwcu 2025 roku w rejonie Morza Bohai (zwanej również mianem Zatoki Pohaj), to nie mieliśmy pewności co do szczegółów. Nowsze zdjęcia ewidentnie to naprawiają. Zamiast “miniaturowego Łunia” z odrzutowym charakterem Chiny ewidentnie postawiły na konstrukcję z czterema silnikami turbośmigłowymi umieszczonymi nad skrzydłami, co przybliża ją bardziej do nietypowego samolotu patrolowo-morskiego niż do klasycznych radzieckich potworów z Morza Kaspijskiego.

Dla mnie najciekawsze nie jest jednak samo odkrycie tych pylonów. Najważniejsze jest pytanie, po co Chiny miałyby dziś inwestować w coś tak niszowego. Ekranoplan nie jest bowiem magiczną odpowiedzią na wszystkie problemy marynarki. Jest to raczej narzędzie bardzo specyficzne, stworzone do działania w określonych warunkach, a więc latania szybko, nisko, nad wodą i najlepiej tam, gdzie klasyczny okręt jest za wolny, a zwykły samolot zbyt zależny od lotnisk, pasów startowych i widocznego profilu lotu.

Podobny kierunek chińskiego myślenia opisywałem przy podwodnych dronach AJX002 oraz przy desantowym Typie 076. Nie są to oderwane od siebie ciekawostki, a kolejne elementy tej samej układanki, bo dziś ewidentnie Chiny szukają sposobów na szybsze przemieszczanie sił, czujników, dronów i uzbrojenia w środowisku morskim, gdzie dystanse są ogromne, a czas reakcji potrafi zdecydować o wszystkim.
Cztery pylony to jeszcze nie broń, ale zmiana jest ewidentna
Podskrzydłowe punkty podwieszeń są w tej historii detalem, który bardzo łatwo przeinterpretować. Z jednej strony takie mocowania mogą bowiem służyć do przenoszenia uzbrojenia, czyli torped, mniejszych pocisków przeciwokrętowych, bomb głębinowych albo nawet dronów. Z drugiej jednak strony mogą być po prostu elementem testowym, miejscem na zbiorniki paliwa, zasobniki pomiarowe albo inny sprzęt badawczy. Aktualnie nie mamy zresztą zdjęć konkretnego uzbrojenia, nie znamy udźwigu, zasięgu ani docelowej roli tej maszyny.

Jednak sama obecność pylonów jest kluczowa, bo transportowy ekranoplan mógłby oczywiście mieć punkty mocowania dla wyposażenia specjalistycznego, ale układ pod skrzydłami, malowanie i szerszy kontekst chińskich programów morskich sprawiają, że ewentualny scenariusz bojowy nie wygląda już jak fantazja. Na tym etapie trudno uważać ten chiński ekranoplan za czysto transportową platformę, a wariant wielozadaniowy wydaje się bardzo prawdopodobny.

Moim zdaniem Chiny mogą tu sprawdzać nie tyle jedną gotową broń, ile całą klasę zastosowań. Ekranoplan tej wielkości mógłby służyć jako szybki dostawca sprzętu na wyspy, platforma patrolowa, środek ewakuacji, nosiciel sensorów, a w wariancie bardziej agresywnym ewidentnie niskolecąca maszyna do zwalczania okrętów lub okrętów podwodnych na dystansach regionalnych. Nie byłby zastępstwem dla lotnictwa morskiego ani dla okrętów, ale mógłby wypełnić lukę między nimi.
Amerykanie też patrzą na wodę z powietrza
Warto dodać, że Chiny nie są jedynym państwem zainteresowanym powrotem do lotu tuż nad wodą. Amerykańska DARPA prowadziła program Liberty Lifter, którego celem był ciężki wodnosamolot wykorzystujący efekt przypowierzchniowy do szybkiego transportu ładunków nad morzem. Program został jednak zakończony w czerwcu 2025 roku bez budowy demonstratora, choć DARPA stwierdziła przy okazji, że prace symulacyjne i testy materiałowe potwierdziły wykonalność koncepcji, a zdobyta wiedza ma trafić do przemysłu i innych projektów.
Czytaj też: Polska Bryza zmiecie wrogów z nieba, a mnie zastanawia teraz jedno
Pokazuje to, że ekranoplany wracają nie jako sentymentalna zabawka fanów zimnej wojny, tylko jako odpowiedź na bardzo współczesny problem – jak przerzucać ludzi i ładunki po rozległych akwenach szybciej niż okrętem, bez pełnej zależności od lotnisk i przy mniejszej ekspozycji niż w przypadku klasycznych statków transportowych. Amerykanie na razie wyhamowali z Liberty Lifterem, ale nie porzucili samego problemu.
Ekranoplan nie wraca jednak bez powodu czy dlatego, że nagle stał się prosty do opanowania, a jego wady zniknęły. Wraca przede wszystkim dlatego, że Ocean Spokojny jest wielki, lotniska są podatne na ataki, okręty są wolne, a konflikt o wyspy wymaga środków pośrednich.
Czy Chiny znalazły następcę Kaspijskiego Potwora?
Shahedy pokazały, że tania wojna potrafi zmęczyć bardzo drogie systemy obrony. Morskie drony pokazały, że niewielkie platformy potrafią zmienić kalkulację bezpieczeństwa dużych okrętów. Ekranoplan bojowy, jeśli Chiny faktycznie pójdą w tę stronę, nie będzie powtórką żadnego z tych zjawisk, ale może dopisać własny problem do listy, bo przecież będzie to szybko poruszający się, niskolecący, morski nosiciel sensorów lub uzbrojenia.

Bohai Sea Monster nadal jest konstrukcją tajemniczą. Nie wiemy, czy to prototyp docelowej maszyny, demonstrator w mniejszej skali, platforma badawcza, projekt dla marynarki, czy etap pośredni przed większym ekranoplanem. Nie znamy jego zasięgu, prędkości operacyjnej, udźwigu, odporności na falowanie, kosztu eksploatacji ani faktycznej zdolności do użycia uzbrojenia. Najuczciwiej byłoby powiedzieć, że oto właśnie widzimy kierunek, nie widzimy jeszcze systemu.
Czytaj też: Tego nie da się zignorować. Wyścig o broń nie do zatrzymania nabiera tempa
Jednocześnie jednak kierunek jest znaczący. Cztery silniki turbośmigłowe sugerują pragmatyczniejsze podejście niż czysta pogoń za widowiskowością. Kadłub w stylu łodzi latającej, pływaki na końcówkach skrzydeł, ogon w układzie połączonego V i podskrzydłowe pylony składają się na projekt, który wygląda jak próba połączenia patrolu, transportu i potencjalnego rażenia celów morskich. Nie musi to być broń przełomowa. Wystarczy jednak, że będzie kolejnym kłopotliwym narzędziem w arsenale państwa, które od lat konsekwentnie poszerza swoje możliwości działania na morzu.
Źródła: The War Zone

