150 Nm w rowerze za 5000 dolarów. Avinox zaczyna schodzić z rowerowego Olimpu

Jeśli coś jest dobre, to jest drogie. Jeśli coś jest wyjątkowe, to jest arcydrogie. W świecie rowerów takich sprzętów nie brakuje, ale na poletku e-bike to samo dotyka również silników takich jak Avinox M2 i M2S. Wyszukałem jednak dla Was konkretny model, który może i dalej kosztuje sporo, ale nie absurdalnie dużo.
150 Nm w rowerze za 5000 dolarów. Avinox zaczyna schodzić z rowerowego Olimpu

Nowy elektryczny Ari Wire Peak 3.0 startuje od 4999 dolarów, czyli około 18600 zł przy obecnym kursie. Nadal dużo, jeśli spojrzymy na niego jak na “rower”, ale jeśli spojrzymy na aktualny rynek pełnoprawnych e-MTB z Avinox M2S, to cała sytuacja zaczyna wyglądać zupełnie inaczej. Jeszcze bowiem w czerwcu Megamo Ryal 05 za około 23,5 tys. zł wydawał mi się przykładem schodzenia tego napędu z najwyższej półki. Ari właśnie przesuwa granicę jeszcze niżej.

Ari Wire Peak 3.0 pcha Avinoxa w dół cennika

W przypadku całej gamy rowerów Wire Peak 3.0 najważniejsze jest to, że producent nie zrobił przy tym typowego numeru polegającego na zachowaniu najlepszego silnika wyłącznie dla wersji kosztującej małą fortunę. Avinox M2S trafia do każdego Wire Peak 3.0 – od bazowego Sport po Pro. Kolejne warianty kosztują 5999, 6999 oraz 7999 dolarów, czyli w prostym przeliczeniu około 22300, 26000 i 29700 zł. Sam zestaw ramy z damperem został z kolei wyceniony na 4199 dolarów, a więc około 15600 zł.

Czytaj też: Elektryczny rower żywi się Słońcem podczas jazdy, a ja obawiam się jednego

Główną rolę w tych rowerach gra M2S, który jest ciągle małym technologicznym absurdem. Waży około 2,59 kg, zapewnia 130 Nm w standardowych trybach wspomagania i przez maksymalnie 60 sekund może wejść w Boost, w którym moment obrotowy wzrasta do 150 Nm. Maksymalny współczynnik wspomagania wynosi aż 800%, choć jeszcze niedawno okolice 85 Nm były domeną najmocniejszych napędów górskich. Dziś zaś rozmawiamy o dodatkowych kilkudziesięciu niutonometrach jak o kolejnej pozycji w specyfikacji.

Jest jednak haczyk. Sam Avinox M2S rzeczywiście potrafi wycisnąć 1500 W mocy szczytowej, ale potrzebuje do tego odpowiedniego akumulatora FP700 lub RS800. Konfiguracja zastosowana przez Ari jest zaś określana przez producenta na 1300 W, a do wyboru są akumulatory o pojemności 600 lub 800 Wh. Podobna kwestia pojawiała się już przy Orbei Wild LT, która celowo okiełznała możliwości Avinoxa.

To nie tylko Avinox wsadzony w tanią ramę

Ari osiągnęło niższą cenę przede wszystkim dzięki aluminiowej ramie, ale nie wygląda na to, aby Wire Peak był budżetowym szkieletem z drogim silnikiem przykręconym dla większego rozgłosu. Z tyłu mamy 150 mm skoku, konstrukcja została przygotowana pod widelce 160 mm, a geometria pozwala niezależnie zmieniać wysokość suportu i długość tylnej części roweru. Można też jeździć na dwóch kołach 29-calowych albo przejść na układ MX z 29 calami z przodu i 27,5 cala z tyłu. Producent zachował te możliwości od rozmiaru S aż po XL, nie ograniczając przy tym pojemności akumulatora czy długości sztycy regulowanej. Pionowo ustawiony damper ma dodatkowo obniżać przekrok i robić więcej miejsca właśnie dla dłuższej sztycy.

Czytaj też: Ten rower elektryczny ma więcej momentu obrotowego niż niejeden motocykl

Ciekawie wygląda też podejście do amerykańskich przepisów. Wire Peak może działać jako Class 1 ze wspomaganiem do około 32 km/h albo Class 3 do około 45 km/h. Zmiany dokonuje się z aplikacji lub wyświetlacza, choć po każdym uruchomieniu rower wraca do Class 1. W naszych realiach nie oznacza to naturalnie, że możemy legalnie jeździć takim sprzętem po drogach z pełnymi możliwościami. Europejskie przepisy dla klasycznego pedeleka pozostają zupełnie innym światem, o czym szerzej pisałem przy kontrowersjach wokół coraz mocniejszych e-bike.

Avinox właśnie zaczyna robić się zwyczajny

Avinox zaczął od technologicznego Olimpu. Potężne silniki, drogie karbonowe konstrukcje i ceny sięgające kilkudziesięciu tysięcy złotych sprawiały, że można było traktować go jako ciekawostkę dla entuzjastów. Teraz ten sam M2S trafia seryjnie do aluminiowego e-MTB za mniej niż 5000 dolarów, choć oczywiście to jeszcze nie jest rower dla mas. Około 18,6 tys. zł trudno nazwać demokratyzacją czegokolwiek. Zwłaszcza że prostego przeliczenia amerykańskiej ceny nie należy utożsamiać z ewentualną ceną detaliczną w Polsce. Trend jest jednak czytelny. Flagowa technologia zaczyna spływać w dół oferty, a gdy proces już się rozpocznie, zwykle trudno go zatrzymać.

Czytaj też: Rower niczym pecet. Koniec kupowania coraz to lepszych jednośladów, bo wystarczy jeden

Wire Peak 3.0 można już zamawiać w przedsprzedaży, a pierwsze dostawy mają ruszyć jesienią 2026 roku. Ari dorzuca też indywidualne dopasowanie długości mostka, kierownicy, sztycy i ustawień zawieszenia oraz dożywotnią gwarancję na rower z rocznym okresem, w którym część ochrony może przejść na drugiego właściciela.

Źródła: Ari Bikes

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.