Test DJI ROMO P2. Kocham go bezgranicznie, choć wcale nie jest idealny

Mam ogromną słabość do przezroczystej elektroniki. Uwielbiam to, jak technologia przestaje ukrywać się pod obudową, a wszystkie przewody, mechanizmy i podzespoły stają się częścią wzornictwa — ta surowość jest intrygująca, a przy tym naprawdę seksowna. Dlatego już pierwsza generacja DJI ROMO zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Kiedy jednak zobaczyłem ROMO P2, wiedziałem, że producentowi udało się stworzyć coś jeszcze piękniejszego. Ten robot wygląda fenomenalnie, a jego transparentna stacja dokująca mogłaby z powodzeniem stanąć w salonie jako element wystroju — nawet gdyby odkurzacz ani razu z niej nie wyjechał. Na szczęście jednak za wyjątkowym designem idą również bardzo dobre możliwości sprzątania. Czy zatem DJI stworzyło odkurzacz idealny?
Test DJI ROMO P2. Kocham go bezgranicznie, choć wcale nie jest idealny

Najpiękniejszy odkurzacz, jaki trafił w moje ręce. DJI ROMO P2 jest cudowny

Przezroczysta elektronika zawsze miała w sobie coś szczególnego. Wystarczy przypomnieć kultowe iMac G3 od Apple, które pod koniec lat 90. pokazały, że urządzenia elektroniczne mogą być równie interesujące wizualnie, co funkcjonalnie. Półtransparentne Game Boye, retro konsole w stylu Anberniców lub R36S czy nawet DualShock 4 w wersji Crystal leżą u mnie w domu na półkach i ochoczo codziennie raduję nimi oko. Dzisiaj podobną filozofię odnajduję między innymi w produktach Nothing, do których też z tej racji mam sporą słabość — ale DJI ROMO P2 przenosi ten design na zupełnie inny grunt. W końcu mówimy o odkurzaczu automatycznym, a więc urządzeniu, które zazwyczaj próbuje się ukryć gdzieś pod szafką albo w mało widocznym kącie mieszkania. Tutaj mam ochotę zrobić coś absolutnie odwrotnego.

Pierwsza generacja ROMO była dla mnie prawdziwym objawieniem w smart home. Już sam fakt, że DJI nagle postanowiło produkować odkurzacze, był zaskakujący. A jeszcze bardziej to, że stworzyło sprzęt, który może być mokrym snem każdego geeka. Takiego, który postawi go nawet w niewielkiej kawalerce, choć robot ledwo będzie miał się tam gdzie rozpędzić. Druga generacja dopracowuje ten pomysł, nadając całej konstrukcji bardziej obłe kształty i odrobinę więcej elegancji. Robot sprawia wrażenie subtelniejszego, a jednocześnie pozostaje niezwykle futurystyczny, wręcz cyberpunkowy. Przez transparentną obudowę można dostrzec elementy jego konstrukcji, podobnie jak w przypadku stacji dokującej. I to właśnie połączenie obu urządzeń robi największe wrażenie. Gdy ROMO P2 wraca do swojej bazy, całość wygląda jak futurystyczny aesthetic render z Pinteresta. Wiem, że już wystarczająco razy napisałem, że kocham ten design, ale naprawdę po dziś dzień nie mogę się na ten odkurzacz napatrzeć.

Co ważne, nie mamy tutaj do czynienia z przezroczystą obudową zastosowaną wyłącznie po to, aby zwrócić na siebie uwagę. DJI zadbało o proporcje, rozmieszczenie komponentów i spójność całego projektu. Nawet zbiorniki stacji dokującej zostały wkomponowane w konstrukcję w sposób, który nie zaburza jej estetyki. To wzornictwo, które bardzo wyraźnie pokazuje, jak dużą rolę w odbiorze urządzenia może odgrywać sama forma.

Oczywiście transparentność ma również swoje konsekwencje. Na takiej powierzchni łatwiej dostrzec kurz, zacieki czy inne ślady użytkowania. Dla mnie to jednak niewielka cena za możliwość codziennego oglądania konstrukcji, która wygląda tak dobrze. Zdecydowanie większym ograniczeniem są jej gabaryty — robot ma 9,8 cm wysokości, przez co nie zmieści się pod każdym meblem. Sama stacja dokująca również potrzebuje sporo przestrzeni; trudno jednak oczekiwać, żeby tak rozbudowany system czyszczenia zmieścił się w niewielkiej obudowie. Ale jak ROMO P2 sobie radzi poza samym wyglądem?

Czytaj też: DJI rozpycha się w e-MTB, a Rotwild daje mu kolejny rower do pokazania mięśni

Technologia z dronów i nawigacja, która stała się naprawdę imponująca

Wejście DJI na rynek robotów sprzątających początkowo wydawało się zaskakujące, ale wystarczy przyjrzeć się technologii wykorzystywanej w dronach producenta, aby dostrzec sporo podobieństw. Autonomiczne urządzenie musi przecież rozpoznawać otoczenie, określać odległość od przeszkód i odpowiednio planować trasę. DJI rozwija takie rozwiązania od lat, a ROMO P2 jest jednym z najciekawszych przykładów wykorzystania tego doświadczenia poza rynkiem dronów.

Robot został wyposażony w system Obstacle Sensing 2.0, który łączy przedni czujnik 3D ToF LiDAR, dodatkowy boczny LiDAR oraz dwie szerokokątne kamery typu fisheye. Dzięki temu może analizować przestrzeń z kilku perspektyw jednocześnie, tworzyć dokładną mapę pomieszczeń i rozpoznawać znajdujące się na podłodze przedmioty. DJI deklaruje zdolność wykrywania przewodów o średnicy zaledwie 2 mm, choć skuteczność rozpoznawania zależy od warunków otoczenia, w tym oświetlenia i rodzaju powierzchni. System wspomaga również oświetlenie podłoża, które ułatwia rozpoznawanie zabrudzeń i przeszkód w słabszym świetle.

Samo mapowanie i planowanie trasy robią dobre wrażenie. ROMO P2 potrafi sprawnie orientować się w pomieszczeniach, poruszać wzdłuż mebli i wykorzystywać zgromadzone informacje do organizowania kolejnych cykli sprzątania. Co ciekawe, moje doświadczenia z jego nawigacją zmieniły się w trakcie testów dość diametralnie. I to doskonały przykład tego, jak duże znaczenie ma dzisiaj oprogramowanie, nawet w przypadku urządzenia, którego głównym zadaniem jest po prostu odkurzanie podłóg.

Początkowo DJI ROMO P2 zaskakująco często wciągał pozostawione na podłodze kable (których u nas w biurze jest mnóstwo) albo zawieszał się na stopach od biurka. Było to dla mnie sporym rozczarowaniem, szczególnie że właśnie system rozpoznawania otoczenia jest jednym z najmocniej eksponowanych elementów całej konstrukcji. Zazwyczaj włączałem sprzątanie, wychodząc z biura, i w około 70 procent przypadków kolejnego dnia musiałem szukać robota, odplątywać kabel lub zdejmować go z jakiegoś wzniesienia i odnosić do stacji. Trudno mówić o pełnej automatyzacji, kiedy urządzenie tak często wymaga naszej interwencji.

Na szczęście DJI udostępniło po jakimś czasie aktualizację oprogramowania, po której sytuacja całkowicie się zmieniła. ROMO P2 przestał wciągać przewody, nie blokuje się już na elementach wyposażenia biura i wreszcie samodzielnie kończy zaplanowane sprzątanie. Od czasu aktualizacji nie miałem ani jednej sytuacji, w której musiałbym ratować go z opresji. Cóż, roboty sprzątające są dzisiaj w dużej mierze urządzeniami definiowanymi przez oprogramowanie, a DJI pokazało, że potrafi realnie poprawić ich działanie już po premierze. Oczywiście trudno zagwarantować, że ROMO P2 nigdy nie zaplącze się w żaden przewód — każdy robot może trafić na wyjątkowo problematyczną przeszkodę. Jednak w warunkach naszego biura, które wcześniej stanowiły dla niego spore wyzwanie, obecnie radzi sobie bez zarzutu. I muszę przyznać, że właśnie takiej niezawodności oczekiwałem od niego od początku.

Znacznie ciekawiej prezentuje się natomiast mechanizm pokonywania progów. DJI zastosowało ruchome elementy podwozia, które pozwalają robotowi unosić się podczas przejeżdżania przez przeszkody. Urządzenie ma radzić sobie z pojedynczymi progami o wysokości do 4 cm, a w przypadku odpowiednio ukształtowanych przeszkód dwustopniowych może pokonać łącznie nawet 8,5 cm. Nie oznacza to oczywiście możliwości wjechania na dowolny pionowy stopień tej wysokości, ale sam mechanizm znacząco zwiększa potencjalne możliwości poruszania się między pomieszczeniami. To szczególnie dobra wiadomość dla osób mieszkających w starszym budownictwie, gdzie wysokie progi nadal potrafią być problemem. W naszym biurze takich nie posiadamy, więc nie mogę ocenić, jak ROMO P2 poradziłby sobie z najwyższymi deklarowanymi przeszkodami. Z mniejszymi radził sobie całkiem nieźle, a po wspomnianej aktualizacji nie miałem już problemów z zaklinowaniem się robota na elementach wyposażenia.

Czytaj też: Pełna kontrola z nadgarstka. Możesz teraz sterować dronem DJI Neo 2 z poziomu Apple Watch

36 000 Pa mocy ssania. Odkurzanie jest naprawdę świetne

Na szczęście tam, gdzie ROMO P2 ma po prostu zbierać zabrudzenia, trudno mi mieć do niego większe zastrzeżenia. Skuteczność odkurzania jest bardzo dobra i właśnie pod tym względem DJI zdecydowanie spełniło moje oczekiwania. Kurz, okruszki, resztki filamentu, liście kwiatów i inne codzienne zanieczyszczenia były zbierane skutecznie, a robot dobrze radził sobie z utrzymywaniem podłóg w czystości.

DJI deklaruje maksymalne podciśnienie na poziomie 36 000 Pa, podczas gdy poprzednia generacja oferowała 25 000 Pa. To wzrost aż o 44 procent, choć warto pamiętać, że sama wartość wyrażona w paskalach nie mówi wszystkiego o skuteczności odkurzania. Równie ważne są przepływ powietrza, konstrukcja szczotek oraz sposób doprowadzania zabrudzeń do kanału ssącego. I właśnie tutaj ROMO P2 wykorzystuje kilka interesujących rozwiązań.

Jednym z nich jest mechanizm opuszczanej płyty dociskowej, który aktywuje się podczas sprzątania dywanów. Zmniejszenie szczeliny między układem ssącym a powierzchnią pozwala stworzyć częściowe uszczelnienie i skuteczniej wykorzystać generowane podciśnienie. Dzięki temu robot ma większą szansę na usunięcie kurzu zalegającego głębiej między włóknami, zamiast ograniczać się do zbierania zanieczyszczeń z samej powierzchni.

Do tego dochodzi system DualSweep, który obejmuje współpracujące ze sobą szczotki boczne i główną szczotkę wałkową. Ich konstrukcja ma ograniczać nawijanie się włosów i sierści, co w przypadku urządzenia przeznaczonego do regularnego, automatycznego sprzątania jest szczególnie istotne. Nawet bardzo mocny odkurzacz szybko straciłby swój urok, gdyby co kilka dni trzeba było ręcznie oczyszczać jego mechanizmy. DJI wykorzystuje również algorytmy dostosowujące sposób sprzątania do rodzaju zabrudzeń. Robot może zwiększać siłę ssania na dywanach, a w przypadku wykrycia większych drobin odpowiednio modyfikować prędkość jazdy i pracę szczotek. Ogranicza to rozrzucanie okruszków czy innych zanieczyszczeń na większą powierzchnię.

W codziennym użytkowaniu najważniejsze jest jednak to, że ROMO P2 rzeczywiście skutecznie odkurza. Deklarowane 36 000 Pa robi wrażenie, ale jeszcze ważniejsza jest dopracowana konstrukcja całego układu. Pod względem samego zbierania zabrudzeń DJI zrobiło sprzęt, który bez większego problemu może konkurować z najlepszymi robotami sprzątającymi na rynku.

Czytaj też: Kamera sportowa z funkcjami profesjonalnego sprzętu. DJI Osmo Action 6 zachwyca parametrami

Mopowanie… tutaj po drugiej generacji oczekiwałem więcej

Jeśli miałbym wskazać element, który najbardziej chciałbym zmienić w kolejnej generacji ROMO, bez wahania byłby to system mopowania. DJI zastosowało dwa obrotowe pady mopujące, które przecierają podłogę podczas jazdy robota. To sprawdzone rozwiązanie, ale coraz trudniej uznać je za najbardziej zaawansowaną metodę automatycznego mycia powierzchni — szczególnie we flagowcu za takie pieniądze.

Nie oznacza to, że ROMO P2 mopuje źle. Wręcz przeciwnie — przy regularnym sprzątaniu potrafi skutecznie usuwać świeże zabrudzenia, lekkie ślady i codzienny osad. Problem pojawia się wtedy, gdy podłoga wymaga czegoś więcej niż zwykłego odświeżenia. Zaschnięte plamy czy mocniej przywierające zabrudzenia okazywały się znacznie większym wyzwaniem. W takich sytuacjach same pady, nawet przy dodatkowych przejazdach, nie zawsze zapewniały zadowalający rezultat.

Właśnie dlatego zdecydowanie wolałbym zobaczyć tutaj aktywny wałek mopujący z większym naciskiem na podłoże. Odpowiednio zaprojektowany mechanizm tego rodzaju może skuteczniej usuwać trudniejsze zabrudzenia, szczególnie jeśli materiał czyszczący jest na bieżąco płukany lub oczyszczany. Przy tak zaawansowanej konstrukcji ROMO P2 klasyczne pady pozostawiają pewien niedosyt.

DJI próbuje zrekompensować ich ograniczenia bardzo ciekawym mechanizmem wysuwanego ramienia. Może ono obracać się w zakresie 123 stopni, a jego zasięg zwiększył się o 7,8 cm względem poprzedniej generacji. Dzięki współpracy z czujnikiem LiDAR pad potrafi dostosowywać swoje położenie do pobliskich przeszkód, docierając bliżej listew przypodłogowych, nóg mebli i innych trudno dostępnych miejsc.

I to rozwiązanie naprawdę zasługuje na uznanie. Jedną z największych słabości okrągłych robotów jest przecież pozostawianie nieumytych fragmentów wzdłuż krawędzi. Ruchome ramię pozwala ograniczyć ten problem, a jego praca dobrze pokazuje, jak wiele uwagi DJI poświęciło mechanice całego urządzenia. Robot potrafi również rozpoznawać rozlane płyny i odpowiednio planować ich usuwanie, aby nie rozprowadzać zabrudzeń szczotkami po większej powierzchni. Podczas sprzątania dywanów pady mogą być unoszone, co z kolei pomaga ograniczać przenoszenie wilgoci.

Wszystko to sprawia, że system mopowania jest technologicznie interesujący, ale jego podstawowa skuteczność pozostaje ograniczona możliwościami samych padów. ROMO P2 bardzo dobrze nadaje się do regularnego utrzymywania czystości, natomiast przy trudniejszych zabrudzeniach nadal może być potrzebny tradycyjny mop. Szkoda, bo mam wrażenie, że właśnie tutaj DJI mogło wykonać największy krok naprzód.

Czytaj też: Robot sprzątający od twórców dronów. DJI ROMO sprawia, że technologia z przestworzy ląduje na podłodze

Stacja dokująca zachwyca wyglądem. Ale ile potrafi?

Transparentna stacja dokująca jest dla mnie nawet ważniejszą częścią ROMO P2, bo w zasadzie to właśnie ją obserwuję przez większość czasu. Wygląda zjawiskowo, a jednocześnie mieści w sobie rozbudowany system automatycznej konserwacji, który znacząco ogranicza liczbę czynności, które musimy wykonywać — odpowiada między innymi za opróżnianie pojemnika na kurz, uzupełnianie wody, czyszczenie padów mopujących czy ich późniejsze suszenie.

DJI zastosowało system mycia wykorzystujący wodę o temperaturze do 80 stopni Celsjusza. Wysoka temperatura ułatwia usuwanie tłustych osadów i innych zanieczyszczeń z materiału mopującego, a cztery dysze wysokociśnieniowe pomagają wypłukiwać zabrudzenia. Stacja ma również specjalnie zaprojektowaną powierzchnię myjącą, która ogranicza przywieranie brudu. DJI zapewnia, że sam ten element może pozostawać bez konieczności ręcznego czyszczenia nawet przez 365 dni.

Oczywiście nie należy rozumieć tego jako obietnicy całkowicie bezobsługowej pracy przez rok. Nadal trzeba uzupełniać czystą wodę, opróżniać zbiornik na brudną i wymieniać materiały eksploatacyjne. Stacja ma 4-litrowy zbiornik na czystą wodę, 3,2-litrowy na brudną oraz worek na kurz o pojemności 2,4 litra. Częstotliwość ich obsługi zależy przede wszystkim od wielkości mieszkania i intensywności sprzątania, ale nie jest to coś, co nas regularnie męczy. W biurze mamy ponad 100 metrów przestrzeni, a przez ponad miesiąc użytkowania musiałem na ten moment jedynie uzupełniać wodę.

Po zakończeniu mycia pady są automatycznie suszone, co ogranicza utrzymywanie się wilgoci i powstawanie nieprzyjemnych zapachów. ROMO P2 został również wyposażony w funkcję dezodoryzacji podłogi oraz system wykorzystujący światło UV w obrębie worka na kurz. Ostrzegam jednak, że nadal należy pamiętać, iż sama obecność promieniowania UV nie oznacza całkowitej sterylizacji zgromadzonych zanieczyszczeń.

Cały system sprawia bardzo dobre wrażenie, szczególnie jeśli spojrzymy na niego z perspektywy codziennej wygody. Albo… po prostu na niego spojrzymy. Robot ma przecież oszczędzać nasz czas, dlatego im mniej uwagi wymaga jego konserwacja, tym lepiej. Samo dolewanie przez miesiąc brzmi dla mnie jak dobry deal.

Czytaj też: [WIDEO] Przyglądamy się DJI Osmo Pocket 3. Najlepszy technologiczny gadżet?

Aplikacja DJI Home i codzienna obsługa. Jest dobrze, ale jedno widmo wciąż ciąży nad DJI

Za zarządzanie ROMO P2 odpowiada aplikacja DJI Home, która pozwala kontrolować właściwie wszystkie aspekty jego pracy. Możemy tworzyć mapy pomieszczeń, dzielić mieszkanie na strefy, ustalać harmonogramy i wybierać sposób sprzątania poszczególnych powierzchni. Do dyspozycji pozostają cztery podstawowe tryby — odkurzanie, mopowanie, jednoczesne odkurzanie i mopowanie oraz odkurzanie z późniejszym mopowaniem.

Szczególnie przydatna jest możliwość indywidualnego dostosowania ustawień do różnych pomieszczeń. Kuchnia może wymagać częstszego mopowania, podczas gdy w salonie ważniejsze będzie regularne zbieranie kurzu i okruszków. Możemy również wyznaczać strefy zakazane, co przydawało mi się szczególnie na początku testów, kiedy robot miał jeszcze problemy z omijaniem przewodów. W naszym biurze większość podłóg pokrywa wykładzina, więc to było szczególnie istotne — wolałbym, żeby żaden robot nie jeździł po wykładzinie mokrymi padami.

Na szczęście, jak już wspominałem, ROMO P2 potrafi automatycznie rozpoznawać dywany i wykładziny oraz unosić pady mopujące, aby ograniczyć ich kontakt z materiałem. To bardzo ważne rozwiązanie, szczególnie w biurach i mieszkaniach, gdzie różne rodzaje podłóg występują obok siebie. Mimo to możliwość samodzielnego wyznaczenia stref i określenia sposobu ich sprzątania traktuję jako dodatkowe zabezpieczenie. Przy tak dużej powierzchni wykładziny zdecydowanie wolę mieć pełną kontrolę nad tym, gdzie robot może mopować, a gdzie powinien ograniczyć się wyłącznie do odkurzania.

ROMO P2 oferuje ponadto funkcję zdalnego podglądu obrazu z kamer. Dzięki niej można wykorzystać robota do sprawdzenia sytuacji w mieszkaniu, a nie tylko do sprzątania. Z jednej strony to interesujący dodatek, szczególnie dla właścicieli zwierząt. Z drugiej… no właśnie. Obecność kamer i mikrofonu w urządzeniu poruszającym się po domu wymaga odpowiedniego podejścia do prywatności, a to zostało ostatnio zachwiane.

Pierwsza generacja ROMO miała udokumentowany problem z zabezpieczeniami dostępu do danych. DJI następnie go usunęło, ale problem był — i było o nim głośno. Warto przy tym zaznaczyć, że ROMO P2 wraz z aplikacją DJI Home przeszedł niezależny test penetracyjny przeprowadzony przez TÜV SÜD. Nie wykazano w nim podatności zakwalifikowanych jako krytyczne, wysokiego ani średniego ryzyka, a zidentyfikowane problemy zostały usunięte. Nie jest to oczywiście gwarancja, że kolejne luki nigdy się nie pojawią, ale przynajmniej pokazuje, że producent potraktował temat poważnie.

Warto więc regularnie aktualizować oprogramowanie, odpowiednio zabezpieczyć konto i wyłączyć funkcje zdalnego podglądu, jeżeli nie zamierzamy z nich korzystać. Z drugiej strony, jeśli zamierzacie od czasu do czasu zerknąć — ja nadal bym to zrobił, bo nie chciałbym rezygnować z funkcji urządzenia przez błędy DJI. Pozostaje liczyć, że po ostatnim incydencie wyciągnęli wnioski.

Na uwagę zasługuje również obsługa Wi-Fi w pasmach 2,4 i 5 GHz. W świecie robotów sprzątających, z których wiele nadal obsługuje wyłącznie sieci 2,4 GHz, jest to bardzo miłe udogodnienie. Warto również wyjaśnić kwestię języka, bo tutaj mam dobrą wiadomość dla polskich użytkowników. DJI Home obsługuje polski interfejs, który pojawił się w jednej z aktualizacji aplikacji.

Co szczególnie mnie cieszy, DJI ROMO P2 można również dodać do Apple Home dzięki obsłudze standardu Matter. To świetna wiadomość dla osób, które — podobnie jak ja — budują swój inteligentny dom wokół ekosystemu Apple. Robot może dzięki temu współpracować z innymi urządzeniami w ramach automatyzacji, a podstawowymi funkcjami sprzątania można sterować bezpośrednio z aplikacji Dom. Bardziej zaawansowane ustawienia nadal pozostają w DJI Home, ale sama możliwość integracji z Apple Home jest ogromnym plusem.

Czytaj też: DJI szykuje wrześniowe premiery. Osmo Nano i Mini 5 Pro z nowymi technologiami 

Kultura pracy i czas działania na akumulatorze. DJI ROMO P2 nie ma się czego wstydzić

DJI przyłożyło dużą wagę również do ograniczenia hałasu. ROMO P2 generuje około 54 dB(A) podczas jednoczesnego odkurzania i mopowania oraz około 40 dB(A) podczas suszenia padów w stacji dokującej. Według DJI zastosowane rozwiązania ograniczają energię akustyczną nawet o 85 procent względem poprzedniej generacji — brzmi pompatycznie i fantastycznie, ale niestety nie oznacza to, że dla nas samych odkurzacz będzie 85% cichszy w doznaniach.

To istotny aspekt, bo robot sprzątający powinien bez większych problemów funkcjonować w tle, a nie przypominać czasy, kiedy mama wparowywała w sobotni poranek do naszego pokoju z głośną maszyną. Warto jednak pamiętać, że poziom hałasu zależy od wybranego trybu i rodzaju powierzchni, a automatyczne opróżnianie pojemnika na kurz jest znacznie głośniejszym procesem niż samo sprzątanie.

Generalnie nadal najlepiej jest puszczać odkurzacz po wyjściu z domu, żeby załatwił wszystko podczas naszej nieobecności. Kiedy jednak sprzątał przy mnie, to na naszym biurowym metrażu specjalnie mi nie wadził. Nie jest wiele głośniejszy od drukarki 3D za plecami — a tryb cichy naprawdę jest cichy i może działać nawet podczas ciszy nocnej. Sprawdzałem.

Jeśli chodzi o baterię, to ROMO P2 wykorzystuje akumulator o pojemności 5000 mAh i energii 72 Wh. Według DJI pozwala on na około trzy godziny pracy w energooszczędnym trybie odkurzania, przy czym — co oczywiste — rzeczywisty czas będzie zależał od intensywności sprzątania, rodzaju podłoża i liczby przeszkód. Ładowanie z mocą do 55 W pozwala uzupełnić całą energię w około dwie i pół godziny. W praktyce najważniejsza pozostaje jednak możliwość automatycznego wznowienia pracy po powrocie do stacji i naładowaniu akumulatora. Dzięki temu nawet większe mieszkania nie stanowią problemu, choć pełny cykl sprzątania wymaga dodatkowego czasu.

Czytaj też: FC100 to nie dron, a latający wół roboczy. Dzięki DJI Chiny mogą zrewolucjonizować swoje wojsko

DJI ROMO P2 kosztuje sporo. Ale trudno znaleźć drugi tak piękny odkurzacz

DJI ROMO P2 jest sprzętem z segmentu premium, co znajduje odzwierciedlenie w jego cenie. Polska cena katalogowa wynosi 5699 zł, choć w sklepach można już znaleźć oferty za około 4299 zł, a więc o 1400 zł niższe. Nadal jednak są to duże pieniądze jak za odkurzacz.

I, naturalnie, przy takim budżecie konkurencja jest bardzo mocna. Za podobne pieniądze można znaleźć zaawansowane roboty Roborocka, Dreame czy Narwala, w tym konstrukcje oferujące bardziej ambitne systemy mopowania. Dlatego ROMO P2 nie jest urządzeniem, które automatycznie poleciłbym każdemu szukającemu najlepszego robota sprzątającego.

Jego największą przewagą pozostaje połączenie bardzo dobrej skuteczności odkurzania, zaawansowanej mechaniki, rozbudowanej stacji dokującej i najlepszego na rynku designu. W przypadku tego ostatniego trudno mi zresztą wskazać bezpośredniego konkurenta. DJI stworzyło produkt, który ma własny charakter i którego wygląd może być równie istotnym argumentem zakupowym jak jego funkcjonalność. Dla mnie na pewno jest.

Czytaj też: DJI nie zwalnia tempa i szykuje premierę trzech nowych dronów – Mini 5 Pro, Avata 3 i Neo 2

Czy warto kupić DJI ROMO P2?

Rzadko zdarza mi się tak bardzo polubić urządzenie, do którego jednocześnie mam kilka istotnych zastrzeżeń. DJI ROMO P2 jest jednak dokładnie takim przypadkiem. Uwielbiam jego design, transparentną obudowę i stację dokującą, nad którą rozpływam się codziennie od ponad miesiąca. To zdecydowanie najpiękniejszy odkurzacz, z jakim miałem dotychczas do czynienia. I już samo to sprawia, że korzystanie z niego jest dla mnie wyjątkowo przyjemne.

Na szczęście ROMO P2 ma do zaoferowania znacznie więcej niż wygląd. Bardzo skutecznie odkurza, wykorzystuje interesujące rozwiązania mechaniczne i ma stację dokującą, która przejmuje większość obowiązków związanych z jego konserwacją. Widać, że DJI ma ogromne doświadczenie w projektowaniu zaawansowanej elektroniki i potrafi przekuć je w produkt, który rzeczywiście ułatwia codzienne życie.

Co więcej, DJI udało się rozwiązać jeden z największych problemów, z jakimi początkowo spotkałem się podczas testów. Jeszcze niedawno ROMO P2 regularnie wciągał przewody i blokował się na elementach wyposażenia biura, wymagając regularnie mojej interwencji. Po aktualizacji oprogramowania te problemy całkowicie zniknęły — robot sprawnie omija przeszkody i samodzielnie kończy sprzątanie, co diametralnie zmienia ocenę jego autonomii. 

Właściwie jedynym poważniejszym zastrzeżeniem pozostaje dla mnie mopowanie. Dobrze sprawdza się podczas codziennego odświeżania podłóg, ale nie zawsze radzi sobie z bardziej wymagającymi zabrudzeniami — zdecydowanie wolałbym aktywny wałek z mocniejszym dociskiem, po prostu. Nie jest to jednak wada, która przekreślałaby całe urządzenie, szczególnie jeśli najważniejsza jest dla nas skuteczność odkurzania i regularne utrzymywanie czystości.

Czy mimo wszystko kupiłbym DJI ROMO P2? Bez dwóch zdań, to mój ulubiony robot odkurzający. Jestem w stanie zaakceptować jego niedoskonałości, bo na koniec dnia i tak mam urządzenie, które świetnie odkurza, oferuje mnóstwo nowoczesnych rozwiązań i wygląda… absolutnie fenomenalnie. Nie zmienia to jednak faktu, że konkurencja potrafi być bardziej przekonująca w niektórych aspektach sprzątania — więc jeśli świecący tani plastik w salonie Wam nie przeszkadza, to da się znaleźć lepsze propozycje. Jeśli z kolei zależy Wam na designie, DJI nie ma konkurencji. Po prostu.

ROMO P2 przypomina, że technologia wcale nie musi być nudna. Można zaprojektować odkurzacz, który skutecznie wykonuje swoją pracę, a przy okazji sprawia autentyczną przyjemność samym wyglądem. DJI udało się to znakomicie. Teraz pozostaje już właściwie tylko jedno życzenie — system mopowania równie ambitny jak cała reszta konstrukcji. Gdyby DJI zdecydowało się na aktywny wałek z mocniejszym dociskiem, naprawdę trudno byłoby mi znaleźć jakikolwiek powód do narzekania.

Kacper CembrowskiK
Napisane przez

Kacper Cembrowski

Redaktor Prowadzący
Dziennikarz z wykształcenia, ale przede wszystkim z pasji i wyboru. Zacząłem pisać do internetu w wieku 15 lat — od branży gamingowej płynnie przeszedłem do nowych technologii, z czasem poszerzając je także o motoryzację. Po drodze zacząłem również coraz częściej stawać przed kamerą i za nią. Na co dzień zajmuję się tworzeniem i rozwijaniem treści technologicznych w wielu formach. Piszę artykuły, recenzje, felietony i scenariusze, nagrywam oraz montuję materiały wideo, prowadzę wywiady i realizuję formaty wideo oraz podcastowe. Równolegle rozwijam projekty w mediach społecznościowych. Regularnie relacjonuję najważniejsze targi technologiczne i motoryzacyjne na całym świecie, testuję najnowszy sprzęt oraz samochody, a także pracuję przy współpracach komercyjnych z markami i uczestniczę w procesach sprzedażowych oraz projektowych związanych z mediami i content marketingiem. Od 2020 roku prowadzę również własny podcast. Praca z mikrofonem i kamerą jest dla mnie naturalnym przedłużeniem dziennikarstwa — pozwala opowiadać o świecie nowych technologii, motoryzacji i współczesnej kultury w bardziej bezpośredni sposób. Fascynuje mnie technologia w każdej postaci — szczególnie ta nowoczesna, choć retro sprzęty mają w moim sercu specjalne miejsce (transparentne obudowy zawsze wygrywają). Uwielbiam japońską (pop)kulturę, katalońską piłkę nożną, sprzęty z Cupertino, samochody elektryczne (i najlepiej ze stali nierdzewnej), minimalistyczny design, dystopijny streetwear i anti-fashion, a muzyka towarzyszy mi całą dobę. Najlepiej czuję się w studiu nagraniowym, na planie wideo albo w samolocie.