Miałem okazję zobaczyć go na żywo i spędzić z nim trochę czasu. Zdecydowanie za mało, żeby nazywać to testem i wydawać ostateczne werdykty dotyczące jakości zdjęć, stabilizacji czy codziennej wygody, a jednak wystarczająco długo, żeby przekonać się, że najbardziej niezwykły smartfon Honora od dawna nie jest tylko efektownym konceptem, który najlepiej prezentuje się na renderach czy materiałach wideo z Państwa Środka. Mechanizm działa, aparat rzeczywiście wychodzi z obudowy, asystent YOYO potrafi nim sterować, a całość ma w sobie coś, czego bardzo brakowało mi ostatnio w świecie mobilnych technologii. Mianowicie: zaskakuje.


Coraz większa wyspa aparatów? Nie, HONOR pozwolił aparatowi wyjść z wyspy
Robot Phone na pierwszy rzut oka nie próbuje za wszelką cenę manifestować swojej odmienności — ma bardzo schludny design, od razu przypominający obudowę iPhone’ów 17 i 18 Pro. Dopiero spojrzenie na górną część rewersu urządzenia zdradza, że zamiast kolejnej klasycznej wyspy fotograficznej mamy do czynienia z czymś znacznie bardziej skomplikowanym. Główny aparat o rozdzielczości 200 Mpix został osadzony na mechanicznym, trzyosiowym gimbalu, a cały układ oferuje cztery stopnie swobody. Po uruchomieniu aparat wysuwa się z obudowy i może fizycznie zmieniać swoje położenie, obracać się oraz kierować obiektyw w różne strony.


Sam moment uruchamiania mechanizmu jest zaskakująco satysfakcjonujący. HONOR zadbał nawet o animację wyświetlaną na ekranie podczas wysuwania i chowania gimbala, dzięki czemu software i hardware przez kilka sekund funkcjonują jak jeden, bardzo starannie zaprojektowany mechanizm. To mały szczegół, który nie zmienia możliwości urządzenia, ale doskonale pokazuje, ile uwagi poświęcono temu, żeby Robot Phone nie sprawiał wrażenia prototypu z dołożonym ruchomym aparatem. Jako fan Apple od lat kocham takie smaczki i trudno przejść mi obok nich obojętnie.

Jest tylko jeden element, który nieco burzy tę iluzję. Gimbal pozostaje schowany pod osłoną na pleckach i przed jego uruchomieniem trzeba odsunąć ją ręcznie. Przy konstrukcji, która w niemal każdym innym aspekcie próbuje sprawiać wrażenie urządzenia z przyszłości, manualna klapka wydaje się zaskakująco konwencjonalna. Automatycznie rozsuwająca się osłona dopełniłaby cały spektakl i sprawiła, że przejście od zwykłego smartfona do niewielkiej kamery na gimbalu byłoby całkowicie płynne. Z drugiej strony — byłby to kolejny element potencjalnie podatny na awarie, więc… coś za coś.


Czytaj też: Test Honor Magic V6. Najlepszy składak roku już tu jest?
Jest w tym trochę DJI Pocketa, ale HONOR idzie dalej
Najprostsze skojarzenie pojawia się niemal natychmiast. HONOR Robot Phone przypomina próbę zamknięcia idei DJI Osmo Pocket wewnątrz urządzenia, które przez większość czasu pozostaje normalnym smartfonem. Różnica polega na tym, że mechaniczny gimbal nie jest tutaj osobnym akcesorium ani dodatkowym urządzeniem — znajduje się cały czas w obudowie, gotowy do wysunięcia wtedy, gdy jest potrzebny.
Sam mechanizm może poruszać się z prędkością do 360 stopni na sekundę, a jego konstrukcja pozwala aparatowi wykonywać ruchy, których klasyczny moduł fotograficzny po prostu nie jest w stanie wykonać. Teoretycznie powinno to również przynieść bardzo dobre rezultaty w stabilizacji obrazu. Po moim krótkim spotkaniu z Robot Phone pozostawiam tutaj jednak znak zapytania. Pierwsze nagrania nie wyglądały pod tym względem tak spektakularnie, jak sugerowałaby sama konstrukcja — i jak na moje oko, iPhone 18 Pro lepiej poradził sobie z tym zadaniem.


Nie traktowałbym tego jeszcze jako poważnego zarzutu. Czas spędzony z urządzeniem był zbyt krótki, a egzemplarz pracował na chińskiej wersji oprogramowania, więc wyciąganie daleko idących wniosków byłoby raczej nieuczciwe. Pełna ocena stabilizacji wymagałaby normalnego testu, kilku scenariuszy nagrywania i możliwości obejrzenia materiału na dużym ekranie. Po pierwszym kontakcie wiem jedynie, że sam gimbal zrobił na mnie większe wrażenie swoją konstrukcją i płynnością ruchu niż rezultatami stabilizacji, które zdążyłem zobaczyć.
Czytaj też: Złożyli potwora. Honor Magic V6 trafia do Polski i to z zegarkiem
YOYO daje mechanicznemu aparatowi odrobinę osobowości
Ruchomy aparat byłby ciekawy nawet wtedy, gdyby jego jedynym zadaniem pozostawało filmowanie. HONOR wykorzystał go jednak również jako fizyczne przedłużenie swojego systemu AI. YOYO może rozpoznawać i śledzić obiekty, a następnie sterować gimbalem w taki sposób, aby aparat rzeczywiście za nimi podążał. Sztuczna inteligencja przestaje więc funkcjonować wyłącznie wewnątrz systemu operacyjnego i zaczyna mieć widoczny wpływ na zachowanie samego urządzenia.

Najbardziej osobliwym, a jednocześnie ujmującym przykładem jest YOYO Robot Mode. Aparat może odpowiadać ruchem, reagować na naszą mimikę podczas rozmowy, wykonywać gesty, a nawet „tańczyć” w rytm muzyki. Funkcja ta z pewnością nie znajdzie się na liście argumentów racjonalizujących zakup smartfona za kilka (a może i kilkanaście) tysięcy złotych, ale trudno odmówić jej uroku.
Jest coś niezwykle sympatycznego w urządzeniu, które przez większość czasu pozostaje eleganckim flagowcem, a chwilę później wysuwa aparat i zaczyna nim poruszać do muzyki. Szczególnie dzisiaj, kiedy znaczna część innowacji w smartfonach jest niewidoczna i odbywa się wewnątrz modeli AI, procesorów obrazu czy kolejnych warstw oprogramowania. Robot Phone robi coś dokładnie odwrotnego. Swoją najbardziej charakterystyczną technologię pokazuje bez najmniejszej subtelności.

Czytaj też: Test HONOR 600 Pro. Android w przebraniu iPhone’a ma kilka bezczelnie dobrych argumentów
ARRI zmienia ten eksperyment w coś znacznie poważniejszego
Byłoby jednak niesprawiedliwe sprowadzać Robot Phone do efektownego mechanizmu — HONOR zbudował wokół niego bardzo ambitny system fotograficzny. Główny aparat ma 200 Mpix i sensor w rozmiarze 1/1,28 cala, a towarzyszy mu między innymi 200-megapikselowy teleobiektyw peryskopowy. Jeszcze ciekawsza jest współpraca z ARRI, czyli marką od dekad związaną z profesjonalną kinematografią.
Współpraca obejmuje ARRI Image Science, możliwość nagrywania z wykorzystaniem ARRI LogC3, profile ARRI Look oraz rozwiązania przygotowane z myślą o bardziej świadomym filmowaniu. I właśnie w Robot Phone taki mariaż ma znacznie więcej sensu niż kolejna współpraca producenta smartfonów z legendarną marką fotograficzną sprowadzona do kilku filtrów i logo na obudowie. HONOR ma bowiem coś, czego nie oferują klasyczne flagowce: aparat znajdujący się na prawdziwym mechanicznym gimbalu.


Dopiero połączenie tych elementów pokazuje, czym Robot Phone właściwie chce być. Nie zastępuje profesjonalnej kamery i nie sądzę, żeby ktokolwiek rozsądnie tego od niego oczekiwał. Jest natomiast próbą przesunięcia granicy pomiędzy smartfonem a niewielką kamerą na gimbalu. Jeśli współpraca z ARRI i cały system obrazowania spełnią obietnice producenta, ruchomy aparat może okazać się czymś więcej niż spektakularnym sposobem na przyciągnięcie uwagi. Chociaż czy musi czymś więcej być?
Czytaj też: Telefon z baterią większą niż niektóre tablety. Honor nie żartuje
Pod ekstrawaganckim aparatem kryje się rasowy flagowiec. HONOR Robot Phone nie ma się czego wstydzić
HONOR nie potraktował Robot Phone jak technologicznego demonstratora, w którym jeden niezwykły element ma usprawiedliwiać kompromisy w całej reszcie konstrukcji. Sercem urządzenia jest Snapdragon 8 Elite Gen 5, energię dostarcza krzemowo-węglowy akumulator o pojemności 7060 mAh, a przewodowe ładowanie osiąga moc 120 W. Jest też ładowanie bezprzewodowe o mocy 50 W.




Całość waży około 248 gramów i ma 9,59 mm grubości. Oczywiście nie jest to konstrukcja filigranowa, ale biorąc pod uwagę obecność mechanicznego gimbala, trudno uznać te wartości za przesadzone. Smartfon zresztą leży w dłoni bardzo dobrze i nie różni się pod tym kątem niczym od „standardowych” flagowców z 2026 roku. Co ważniejsze, trzymając Robot Phone’a w dłoni, nie miałem poczucia obcowania z laboratoryjnym eksperymentem, któremu ktoś w ostatniej chwili dołożył ekran i modem 5G. To flagowy smartfon, którego najbardziej charakterystyczną cechą okazuje się aparat potrafiący fizycznie opuścić obudowę.
Czytaj też: HONOR sypie kolejnymi nowościami. HONOR 600 Lite i HONOR MagicPad4 wchodzą do gry
Cena zaskakuje niemal tak samo jak sam telefon
HONOR Robot Phone jest dostępny w Chinach, natomiast na razie nie zapowiedziano jego europejskiej premiery. Egzemplarz, z którym miałem okazję spędzić trochę czasu w warszawskiej siedzibie Honora, został sprowadzony bezpośrednio z Chin i pracował na tamtejszej wersji oprogramowania. To prawdopodobnie najbardziej rozczarowująca informacja związana z całym urządzeniem, szczególnie że jego chińska wycena okazuje się znacznie bardziej racjonalna, niż można byłoby przypuszczać po pierwszym spojrzeniu na konstrukcję.
Podstawowy wariant 12/512 GB kosztuje 9999 juanów, natomiast najwyższa konfiguracja 16 GB/1 TB została wyceniona na 12 999 juanów. W bezpośrednim przeliczeniu mówimy więc mniej więcej o przedziale od nieco ponad 5 do niespełna 7 tysięcy złotych, choć oczywiście nie są to kwoty, które można bezpośrednio przełożyć na hipotetyczny polski cennik.


To nadal flagowa półka cenowa, ale w czasach, kiedy najdroższe klasyczne smartfony potrafią kosztować podobne pieniądze, a składane konstrukcje znacznie przekraczać 10 tysięcy złotych, Robot Phone nie sprawia wrażenia absurdalnie drogiego eksperymentu dla garstki entuzjastów. Wręcz przeciwnie. Patrząc na stopień skomplikowania mechanizmu, dwa aparaty 200 Mpix, topowy układ Qualcomma, duży akumulator i współpracę z ARRI, spodziewałem się ceny znacznie bardziej egzotycznej.
Czytaj też: Honor i BYD łączą siły, by wspólnie rozwijać obszar inteligentnej mobilności
HONOR Robot Phone zaskakuje. Właśnie takich smartfonów mi brakowało
Po krótkim spotkaniu z HONOR Robot Phone mam kilka pytań. Chciałbym sprawdzić, jak gimbal radzi sobie ze stabilizacją podczas dłuższego nagrywania, jak zachowuje się mechanizm po tysiącach cykli wysuwania i czy YOYO wywoływany gestem dłoni pozostaje interesujący również po pierwszym tygodniu, kiedy efekt nowości zaczyna przemijać. Nadal żałuję też, że osłonę aparatu trzeba odsuwać ręcznie. W urządzeniu tak mocno skupionym na mechanicznym spektaklu jest to detal trudny do przeoczenia.
Jednocześnie dawno nie trzymałem w rękach smartfona, którego chciałem poznawać właśnie dlatego, że nie wiedziałem jeszcze wszystkiego o sposobie jego działania. Robot Phone nie próbuje przekonywać, że zmiana rozmiaru sensora, kolejna generacja procesora czy nowy model AI są rewolucją. HONOR rzeczywiście zrobił coś innego — pozwolił aparatowi opuścić obudowę i wykorzystał jego ruch jako część fotografii, interakcji z AI oraz charakteru całego urządzenia.




Być może za kilka lat pomysł okaże się technologiczną ślepą uliczką. Być może ruchome aparaty nigdy nie staną się standardem i Robot Phone pozostanie fascynującym dziwactwem swojej epoki. To jednak nie zmienia mojego pierwszego wrażenia. W świecie, w którym coraz trudniej odróżnić od siebie kolejne generacje flagowców, HONOR stworzył telefon, przy którym chce się zatrzymać, wziąć go do ręki i zobaczyć, co zrobi dalej. Nie wiem jeszcze, czy Robot Phone jest przyszłością smartfonów. Wiem za to, że dawno żaden z nich nie wzbudził we mnie takiej ciekawości.

