Śmigłowiec Apache dostał nową robotę. USA zrobili z niego pogromcą z naziemnym zwiadowcą

Przez całe dekady AH-64 Apache miał bardzo łatwą do zrozumienia robotę. Miał znaleźć coś ważnego na ziemi, najlepiej czołg lub inny opancerzony pojazd, a następnie zrobić z nim porządek. Rzeczywistość współczesnego pola walki zaczyna jednak zmieniać nawet tak wyspecjalizowane maszyny i coraz bardziej wygląda na to, że w przyszłości nie będzie liczyło się wyłącznie to, do czego dany sprzęt został pierwotnie zaprojektowany. Drony są tutaj chyba najlepszym przykładem… i też problemem, którego trzeba zwalczać.
Śmigłowiec Apache dostał nową robotę. USA zrobili z niego pogromcą z naziemnym zwiadowcą

Nagle nad polem walki pojawiło się tyle małych, tanich i nisko latających celów, że nie wystarczy już mieć kilku wyspecjalizowanych systemów przeciwlotniczych i liczyć, że załatwią cały problem. Trzeba wykorzystać wszystko, co potrafi wykrywać, śledzić albo niszczyć bezzałogowce. Amerykanie właśnie pokazali, że do tej ostatniej grupy coraz śmielej zaliczają nawet Apache.

Apache dostał naziemne oczy

6 października 2026 roku na niemieckim poligonie Grafenwoehr odbyły się ćwiczenia Operation Skyfall II. Amerykanie połączyli podczas nich śmigłowce AH-64E Apache Guardian z naziemnym radarem AN/MPQ-64 Sentinel należącym do wojsk obrony przeciwlotniczej. Efekt? Apache zaatakowały trzy drony-cele MQM-170 Outlaw i wszystkie trzy zostały zniszczone, ale samo zestrzelenie trzech bezzałogowców nie jest tym, co uważam tutaj za najciekawsze. Znacznie ważniejsze okazuje się to, w jaki sposób śmigłowce w ogóle je znalazły.

Czytaj też: Może wrócić albo uderzyć w samobójczym ataku. Dron Troublemaker jest wyjątkowy

Apache nie musiał bowiem przeczesywać własnymi sensorami ogromnego kawałka nieba w poszukiwaniu stosunkowo niewielkiego celu. Sentinel prowadził obserwację przestrzeni na małych wysokościach, wykrywał oraz śledził drona, a następnie informacje o jego położeniu przechodziły przez centrum operacyjne obrony przeciwlotniczej do załogi śmigłowca. Pilot wiedział więc, gdzie ma szukać celu, mógł skierować Apache w odpowiedni rejon, przejąć bezzałogowiec własnymi sensorami i dopiero wtedy go zaatakować. Armia USA podkreśla przy tym, że Sentinel jest w stanie ostrzec o zagrożeniu wcześniej niż pokładowe sensory AH-64E.

AN-MPQ-64 Sentinel

W marcu 2026 roku podczas pierwszego Operation Skyfall Apache już ćwiczyły walkę z dronami, więc druga odsłona nie jest nagłym odkryciem, że działko śmigłowca może trafić coś latającego. Teraz znacznie ciekawszy jest cały łańcuch wykrycia i ataku. Apache został bowiem bezpośrednio wpięty w system, w którym nie musi wszystkiego robić sam.

W przyszłej wojnie najważniejsze może być to, kto pierwszy poda współrzędne

Pisałem już o podobnym problemie przy okazji radaru SharpSight i zresztą mam wrażenie, że przy wszystkich rozmowach o laserach, rakietach, działkach i dronach kamikadze łatwo zapominamy o najbardziej podstawowej kwestii. Zanim coś zniszczymy, musimy najpierw wiedzieć, że w ogóle tam jest. Jeszcze wyraźniej widać to przy polskich planach rozwijania systemów zdolnych wykrywać drony również na podstawie ich sygnatury akustycznej. Mały bezzałogowiec lecący nisko nad ziemią jest zupełnie innym problemem niż klasyczny samolot. Samo posiadanie efektora zdolnego go zniszczyć niewiele pomoże, jeśli informacja o celu pojawi się zbyt późno.

Skyfall II pokazuje tę zasadę niemal podręcznikowo. Radar nie musi sam niszczyć celu, a Apache nie musi sam go odnajdywać. Jeden element zapewnia informacje, drugi przekazuje je dalej, a trzeci znajduje się akurat w miejscu, z którego może zaatakować. Co ważne, nie jest to autonomiczny system podejmujący decyzję o otwarciu ognia. Operatorzy naziemni wykrywają i śledzą cel, centrum operacyjne przekazuje informacje, a załoga Apache przeprowadza jego ostateczne przechwycenie i atak. Człowiek nadal pozostaje więc w tym łańcuchu.

Czytaj też: “Cześć Abrams, rozwal wrogi czołg”, czyli w pancernym kolosie jak w nowym aucie

Dla mnie właśnie tutaj kryje się największe znaczenie całego eksperymentu. Przyszłością Apache nie musi być kolejna jeszcze bardziej zaawansowana rakieta czy radar przykręcony do samego śmigłowca. Równie dużym skokiem możliwości może być nauczenie maszyny skutecznego korzystania z sensorów stojących wiele kilometrów dalej.

Nie jest to zresztą trend dotyczący tylko śmigłowców. Coraz więcej amerykańskich programów wojskowych idzie w kierunku sytuacji, w której pojedynczy człowiek, bezzałogowce i różne platformy załogowe funkcjonują jako elementy jednej większej sieci. Granica między “tym, co widzi” i “tym, co strzela” zwyczajnie zaczyna się zacierać.

Apache kontra tani dron brzmi jednak trochę absurdalnie

Jest przy tym jeden problem, którego zdecydowanie nie warto zamiatać pod dywan. Apache to ogromny, skomplikowany i drogi śmigłowiec bojowy wymagający wyszkolonej załogi, zaplecza technicznego oraz regularnego serwisowania. Wysyłanie go przeciwko tanim bezzałogowcom brzmi więc na pierwszy rzut oka jak ekonomiczne szaleństwo… ale sprawa nie jest aż tak prosta.

Materiały Armii USA pokazują AH-64 strzelającego podczas Skyfall II z 30-mm działka łańcuchowego M230. Armia potwierdziła trzy zniszczone MQM-170, ale nie określiła, jaka broń odpowiadała za każde z trafień, więc nie można twierdzić, że wszystkie trzy drony spadły właśnie po ostrzale z działka. Jeśli jednak Apache znajduje się już akurat w powietrzu z zupełnie innego powodu i dostaje od obrony przeciwlotniczej informację o nadlatującym celu, wykorzystanie jego uzbrojenia jako dodatkowej warstwy ochrony zaczyna mieć więcej sensu.

Czytaj też: Satelita zobaczy cel i ruszy za nim. Wojsko USA szykuje pościgi na orbicie

Naturalnie nawet wtedy problem ekonomiczny nie znika, bo nadal pozostają koszty godziny lotu, zużycie maszyny oraz przede wszystkim ryzyko dla dwóch członków załogi. Zresztą właśnie ekonomia wojny dronowej jest jednym z powodów, dla których armie tak intensywnie szukają nowych sposobów zwalczania bezzałogowców. Tania i masowa broń potrafi zmusić przeciwnika do odpowiadania znacznie droższymi środkami, a jeśli taki rachunek powtarza się setki razy, to nawet najbogatsza armia zaczyna mieć problem.

Problem będzie dodatkowo narastał wraz ze wzrostem autonomii bezzałogowców. Pokazy możliwości takich systemów jak Hivemind już dziś sugerują, że drony przyszłości mają coraz rzadziej polegać na ciągłym ręcznym prowadzeniu przez operatora. System przeciwdronowy nie może więc być projektowany wyłącznie pod przeciwnika, którego sposób działania znamy z ostatnich kilku lat.

Apache nie zastępuje tutaj klasycznego SHORAD-u. Może natomiast stać się kolejnym dostępnym “strzelcem”, którego dowódca wykorzysta wtedy, kiedy będzie to akurat miało sens.

Źródła: Armia USA

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.