Ile razy słyszałem, że te nowe samochody to tylko tablet z dokręconymi kołami… I tutaj muszę się z Wami nie zgodzić. W niższej wersji wyposażenia ten tablet jest zdecydowanie mniejszy, ale – uwaga – wciąż tam jest!

Spalinowi sceptycy – ten fragment jest dla Was
Jeżeli Twój wujek jeździ dieslem, który na jednym baku potrafi przejechać 1000 km, to wezi go zawołaj i przeczytaj mu ten akapit. Ja wiem, że i tak go nie przekonasz, ale możliwości konfrontacji z „dieslo-posiadaczem” nigdy sobie nie odmawiam.
Mercedes CLA 250+ z technologią EQ to idealne auto dla osoby, która chciałaby wejsć do świata elektromobilności, ale zasięg i czas spędzony przy ładowarkach totalnie ją zniechęcają. Been there! W Polsce infrastruktura ładowarkowa jest, jaka jest. Mimo że z każdym rokiem widać poprawę, to narzekaczy nie brakuje – no bo na dystrybutorze paliwo przecież zawsze jest i leje się bez problemu, szczególnie na stacji u Skolima.
Czytaj też: Test CUPRA Tavascan. To jeden z najładniejszych SUV-ów na prąd, ale nie zakochałem się bezwarunkowo
I wtedy wjeżdża ta bestia. Potrafi na jednym pełnym „baku” prądu przejechać nie 300, nawet nie 400, a prawie 800 km (oficjalnie w cyklu mieszanym WLTP to kosmiczne 792 km). Sam byłem w głębokim szoku, ale trasa Warszawa–Jarocin nie zrobiła na tym samochodzie najmniejszego wrażenia. Wiadomo, wszystko zależy od stylu jazdy, ale tutaj na białym koniu wchodzi inny aspekt: ładowanie.
Wyobraźcie sobie sytuację: Factory Outlet Poznań. Wpadliśmy dosłownie na szybkie siku i po jakieś zabawki dla dzieciaków. Czas operacyjny? ok. 20 minut. Wracamy do auta, a na ekranie przeskok z 16% na 85%. Dawno nie byłem w tak przyjemnym szoku. Oczywiście, robotę zrobiła mocna, szybka ładowarka i sprzyjający kierunek wiatru, ale zaskoczenie tempem, w jakim ten potwór chłonie prąd – i to bez patrzenia na krzywą ładowania czy kombinowania z taryfami – było niesamowite. Strzał na randomowy słupek i cyk.
W oficjalnej specyfikacji ładowanie od 10% do 80% przy maksymalnej mocy do 320 kW zajmuje zaledwie około 20 minut i po tym czasie spokojnie powinniście przejechać jakieś 600 km. Mało tego, Mercedes zapowiada, że wystarczy zaledwie 10 minut pod ładowarką, żeby dorzucić kolejne 300 km zasięgu. Czyli w 10 minut zyskujemy tyle, ile wynosi całkowity zasięg większości aut miejskich dostępnych na rynku. Wszystko dzięki potężnemu akumulatorowi o użytkowej pojemności 85 kWh.






Czytaj też: Test Chery Tiggo 9 PHEV. To już nie jest ciekawostka z Chin. Ten SUV naprawdę ma sens
Kto jeździł nową gwiazdą, ten wie, o co chodzi
I tyczy się to głównie stylistyki wnętrza oraz nadwozia, do której Mercedes nas już niewątpliwie przyzwyczaił. Myślę, że nawet laik wpuszczony do środka z zawiązanymi oczami byłby w stanie bezbłędnie nazwać markę tego samochodu po dotknięciu kilku elementów.
A teraz czas na najmocniejszą rekomendację tego testu. Mój tata, Hieronim. Z zawodu elektryk. Staż za kółkiem konkretny – głównie diesle, obecnie benzyna. Przez pierwsze 30 minut jazdy uśmiech dosłownie nie schodził mu z twarzy. A dodam tylko, że jeździł już spalinowymi Mercedesami klasy C i to nie był jego pierwszy kontakt z elektrykiem. Jednak dopiero tym razem, siedząc obok niego, poczułem, że w przyszłości spokojnie mogę mu zaproponować auto elektryczne jako realną decyzję zakupową. Bez naciągania.
Jeszcze chwilę musimy jednak poświęcić samemu wnętrzu. Modnego plastiku piano black co prawda jest tutaj zdecydowanie mniejszy, ale to wcale nie oznacza, że tworzywa nie łapią paluchów czy zarysowań. Wręcz przeciwnie – panel środkowy niestety niczego nie udaje i po prostu wygląda jak wykonany z plastiku (no dobra: tworzywa).




No i wrażamy do wspomnianego wcześniej „tabletu na kołach”. W konfiguratorze możesz dopłacić i wymienić seryjny panel z gwiazdkami (który swoją drogą palcuje się potwornie) na dodatkowy dedykowany ekran dla pasażera. Szczerze? Jest to jedna z nielicznych rzeczy, za które zdecydowanie nie dałbym ani złotóweczki. Mimo że fabryczny panel z gwiazdkami szału nie robi i można było wykończyć tę przestrzeń na 300 innych sposobów, to ekran dla pasażera uważam za totalnie zbędny gadżet.
Sam kąt, pod jakim umieszczono główny wyświetlacz centralny, jest dość osobliwy jak na auto premium z nadwoziem sedan. Ekran stoi praktycznie pod kątem 90 stopni i sam do końca nie wiem, jakie mam względem tego odczucia. Na pewno to kwestia przyzwyczajenia, ale czy konfigurując wóz za grube pieniądze, chciałbym mieć to dokładnie tak rozwiązane? Jeszcze tego nie poczułem. Natomiast sam system to czysta bajka – nie będziecie narzekać. Działa płynnie, zwinnie i niezwykle intuicyjnie.




Dla kierowcy przygotowano bardzo zgrabną i wygodną kierownicę, która ma jednak jeden malutki minus: haptyczne przełączniki. Korzystania z nich niewątpliwie trzeba się po prostu nauczyć. Dodam tylko, że spracowane, wyeksploatowane w każdych warunkach pogodowych palce elektryka nie podołały im przy pierwszym kontakcie.



Czytaj też: Myślałem, że to będzie po prostu mały elektryk. CUPRA Raval szybko wyprowadziła mnie z błędu
Czy to się może podobać?
Popatrzmy sobie razem na zdjęcia tej torpedy i oceńmy na chłodno. Na pierwszy rzut oka bryła zdecydowanie przypomina sylwetkę auta sportowego. Dodatkowo kolor, jaki mi się „wylosował” do testów, uważam za jeden z najlepszych dostępnych w ofercie. Do tego bezramkowe okna – uwielbiam! Miałem kiedyś takie BMW… dobra, nieważne.
Nowa platforma konstrukcyjna bardzo wpłynęła na ostateczny kształt nadwozia. Wszystko stało się bardziej obłe i to już czysta kwestia gustu, czy taka linia przypadnie Wam do smaku. Tył ozdobiono listwą świetlną, a cały zderzak pokryto masą świecących gwiazdek. Mało tego, nawet same reflektory zyskały kształt logo marki. To zdecydowanie nie jest coś, do czego Mercedes przyzwyczajał nas przez lata. To już nie jest pojedyncza gwiazda na niebie (w sensie: na drodze). To pełnoprawny gwiazdozbiór na kołach. Obiecuję, że przy kolejnym teście auta tej marki uczciwie policzę je wszystkie.
Mam też jedno mocne spostrzeżenie: w tym konkretnym malowaniu CLA ma bardzo „młodzieżową” sylwetkę. Czyli z czystej matematyki: jeżeli masz na karku 45 lat i jeździsz nowym CLA, to z automatu dostajesz -15 lat do metryki.






Czytaj też: Absurd w ekologicznej postaci. Mercedes chciał sportowego elektryka, a dał mu “ryczącą V8”
Klamki nie są filmowe
Skoro jesteśmy przy nadwoziu – klamki. Ja wiem, że to fajny bajer, kiedy wysuwają się z drzwi, a gdy auto stoi na parkingu, nic nie zakłóca gładkiej linii bocznej. W tym przypadku postawiłbym jednak praktyczność wyżej niż design, ponieważ systemowi niestety zdarza się nie odblokować zamków na czas. I zupełnie nie mam pojęcia, jak te silniczki poradzą sobie przy naszych zimowych, minusowych temperaturach.
Wyobraźmy sobie taką scenę. Podjeżdżasz pod market w małej miejscowości. W głowie leci legendarne „Eye of the Tiger”. Zamykasz drzwi, odchodzisz od auta w zwolnionym tempie, klamki gładko chowają się w nadwoziu, a pół parkingu patrzy na Ciebie z nieskrywaną zazdrością. Klasa.
Robisz zakupy, wracasz z torbami, a obok wozu czeka już lokalny wójt, burmistrz i młoda para z pytaniem, czy nie podrzuciłbyś ich pod kościół. Soundtrack w Twojej głowie wraca, kamera znowu zwalnia… Wyciągasz dumnie rękę do klamki i… nic. KLOPS! CISZA. Klamka postanowiła, że jeszcze nie dziś.
Czytaj też: Mercedes porzuci czterocylindrowe silniki? Nie zgadniesz, co otrzyma kultowy model
I w tym momencie cała aura głównego bohatera znika w trzy sekundy. Stoisz z ośmiopakiem papieru toaletowego pod pachą, torbami w zębach i gorączkowo grzebiesz po kieszeniach za kluczykiem. Muzyka cichnie, wójt odchodzi z niesmakiem, a wszyscy wokół zaczynają się głośno zastanawiać, czy ten samochód na pewno jest Twój, czy może właśnie próbujesz go bezczelnie podprowadzić.


Możecie mnie za to zcancelować, ale te fotele…
To będzie totalnie unpopular opinion. W ostatnim czasie testowałem sporo różnych, gabarytowo skrajnych konstrukcji: był opisywany Mercedes CLA, wielki Ford Ranger PHEV, a nawet miałem okazję pojeździć chińskimi SUV-ami, takimi jak Chery TIGGO 9 czy Jaecoo.
W Mercedesie moją najdłuższą trasą był wspomniany odcinek Warszawa–Jarocin (około 270 km). I wiecie co? Nie dałem rady przejechać tego na jeden raz. Nie mam pojęcia, o co chodzi z siedzeniami w nowym CLA. Mimo pełnej regulacji odcinka lędźwiowego i faktu, że wizualnie te fotele wyglądają po prostu zjawiskowo, moduliłem robić po drodze aż trzy przystanki na MOP-ach.
Bardzo chętnie posłucham opinii kogoś, kto również miał przyjemność poruszać się tym wehikułem – dajcie znać w komentarzach, mam nadzieję, że zdementujecie moje odczucia. Krytykowanie siedzeń w tak drogim aucie klasy premium brzmi niedorzecznie, ale mój odcinek od łopatek w dół po prostu płakał przy każdej dłuższej podróży.


Na początku nie bez powodu wspomniałem o innych testach. Każde z tamtych aut okazało się świetnym, komfortowym kompanem w dalekiej trasie. Z tej listy najbardziej zadziwił mnie zresztą Ford Ranger. To zdecydowanie nie jest zwykły, surowy pickup z pustą paką – to rasowe auto terenowe na każde warunki, oferujące komfort, którego nie powstydziłyby się SUV-y najwyższej klasy. Ale o tym opowiem Wam innym razem.
Pamiętajmy też o opcji alternatywnej: może to wcale nie wina Mercedesa, tylko moje plecy po prostu nie są jeszcze genetycznie przystosowane do standardów premium?
Czytaj też: Mercedes CLA Shooting Brake, GLB i GLC czekają na klientów. Firma szykuje 40 nowych modeli
Na koniec przestrzenny minus: na tylnej kanapie pasażerowie powyżej 180 cm wzrostu będą mieli ciężko. Połączenie wysokiej podłogi i panoramicznego dachu nie współgra z wysokimi osobami. W aucie, któremu na papierze brakuje zaledwie 30 centymetrów do pełnych 5 metrów długości, taka sytuacja raczej nie powinna mieć miejsca.
Platforma streamingowa MMA
Spokojnie, ta nazwa nie ma absolutnie żadnego związku z mieszanymi sztukami walki i galami freak-fightowymi. Choć niewątpliwie należy o niej wspomnieć, bo to technologiczne serce tego samochodu. Mercedes zbudował ten model na zupełnie nowej platformie o nazwie MMA (Mercedes Modular Architecture).
Inżynierowie totalnie przebudowali to, co było stosowane dotychczas. Dzięki tej technologii mogą na tej samej taśmie produkcyjnej budować pełne elektryki, tradycyjne spalinówki oraz hybrydowe miksy. Przez ten zabieg podłoga w kabinie nieco zgrubła (nie ma co tego ukrywać), a wielkość auta oraz rozstaw osi uległy zmianie. Nie są to jednak wartości, nad którymi warto się jakoś mocniej rozwodzić. Chyba że Wasze miejsce w garażu mierzycie dosłownie na milimetry.
2 tony na kołach
Dwa tysiące kilogramów żywej wagi brzmi bardzo ociężale. Nie ma co ukrywać – taka masa w przypadku auta o sylwetce lekkiego coupe to na pierwszy rzut oka szok i niedowierzanie. No, ale potężna bateria musi swoje ważyć.
Podczas testów nie przekraczałem prędkości 140 km/h i w tym zakresie nie odczułem żadnej gwałtownej niestabilności, budzących niepokój przechyłów nadwozia czy myszkowania na drodze. Zastanawiam się tylko, jak będą wyglądały kwestie czysto eksploatacyjne w dłuższej perspektywie czasu. Amortyzatory i hamulce przy tak potężnej masie muszą dostawać ostro w kość, więc na ich serwisie nigdy bym nie oszczędzał. A czy wystarczą na długo? To już zweryfikują pierwsi stali użytkownicy. No i to przyspieszenie… Wciskasz gaz i auto katapultuje się z mocą 272 KM prosto jak rasowy odrzutowiec.
Czytaj też: Mercedes-Benz otwiera nowe centrum aerodynamiczne. Tunele testują pojazdy przy 265 km/h
Bagażnik wystarczy! Tylko do czego?
Kupując sedana (czy też czterodrzwiowe coupe), nie możesz oczekiwać pojemności i ustawności potężnego kombiaka. Solidne 400 litrów pojemności bagażnika w zupełności powinno Wam wystarczyć do codziennych, miejskich perypetii przewozowych. Łóżeczka dziecięcego w całości czy szafy z sieciówki raczej tym jednak nie przewieziecie. To znaczy – nie podpuszczam!
Na plus zasługuje fakt, że tutaj wszystko otwiera się w pełni elektrycznie, nie trzeba siłować się z klapą – klik i otwarte, klik i zamknięte. Bardzo zwinie. A jako że to auto elektryczne, to pod przednią maską możemy dopchnąć dodatkowe litry pojemności do tzw. Frunka (ja wolę swojskie określenie: Franek). Podsumowując: dużą kabinówkę bez problemu tam zmieścicie.






Podsumowanie: Gwiazdka na prąd
Mercedes totalnie odrobił zadanie domowe. Wysłuchał głosu „cierpiącego ludu” i stworzył auto, które z jednej strony potężnie przyciąga wzrok i nie pozwala się nudzić, a z drugiej – gwarantuje, że bez stresu dojedziesz do celu na jednym ładowaniu. No, tak sobie skrobnąłem, bo to ładnie brzmi, ale umówmy się: jak będziesz chciał cisnąć do Chorwacji na wakacje z rodziną, to „na strzała” bez zatrzymania jednak nie dojedziesz.
Czy jest coś, co mi się w nim totalnie nie podobało? Nie. Poza tym, że muszę pilnie popracować nad mięśniami dolnych partii lędźwi.
Mam rodzinkę – czy takie auto się sprawdzi? Oczywiście, że tak. Ale mnie w tej kwestii lepiej nie słuchajcie, bo ja uparcie twierdzę, że nawet dwuosobowa Mazda MX-5 idealnie sprawdziłaby się Wam jako auto rodzinne.
Czytaj też: Mercedes zmienia auto w elektrownię słoneczną. Zwykła farba zastąpi panele fotowoltaiczne
Żarty na bok. Dawno nie widziałem tak ciekawego, przyjemnego w prowadzeniu samochodu z tak potężnymi parametrami. Jedyne, co potrafi lekko zabić ten entuzjazm, to cena. Gdyby to auto w tej konkretnej specyfikacji, z tak ogromnym zasięgiem i architekturą 800V kosztowało tyle, co bazowa, spalinowa wersja, czyli wspomniane na początku luźne 200 koła – brałbym w ciemno bez sekundy zawahania. Niestety, końcowy cennik za te technologiczne fajerwerki z wielką baterią szybuje znacznie wyżej, meldując się bliżej „trójki” z przodu. To sprawia, że pomimo naprawdę genialnej propozycji od Mercedesa, przed ostatecznym zakupem bardzo dokładnie zbadałbym to, co oferuje konkurencja w tym przedziale budżetowym.


