Po kilku wspólnych dniach z tym telefonem łatwo zrozumieć, dlaczego Xiaomi poszło właśnie w tę stronę. Bateria 9210 mAh jest fenomenalna i potrafi całkowicie zmienić sposób korzystania z telefonu. REDMI Note 17 Pro Max niemal ostentacyjnie odmawia tracenia kolejnych procentów, a ładowarka bardzo szybko przestaje być czymś, o czym myśli się każdego wieczoru. Do tego mamy świetny ekran, bardzo solidną konstrukcję i kilka elementów wyposażenia, które naprawdę pasują do urządzenia aspirującego do wyższej części średniej półki.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy przypomnimy sobie o cenie. 2399 zł za wariant 8/256 GB i 2699 zł za 8/512 GB stawia ten model w miejscu, w którym sam fakt bycia „dobrym średniakiem” przestaje wystarczać. Zwłaszcza że POCO F9 Pro startuje z poziomu 2999 zł, a za tę kwotę dostajemy już między innymi Snapdragona 8 Elite Gen 5 V Series, 12 GB RAM-u i znacznie bardziej rozbudowany zestaw aparatów. REDMI Note 17 Pro Max nie jest złym smartfonem. Wręcz przeciwnie, są rzeczy, w których jest świetny. Tyle że pierwszy raz od dawna w przypadku REDMI Note zacząłem tak często liczyć.
REDMI Note 17 Pro Max wygląda dojrzale. I swoje waży
Pod względem wzornictwa Xiaomi nie próbuje szokować. REDMI Note 17 Pro Max wygląda elegancko, nowocześnie i wystarczająco drogo, żeby nie sprawiać wrażenia urządzenia ze średniej półki sprzed kilku lat. Zaokrąglone narożniki dobrze współgrają z ogromnym ekranem, matowe wykończenie jest praktyczne, a w przypadku wersji Cloud Blush producent dorzucił nawet fotoczułą powierzchnię zmieniającą odcień pod wpływem światła. Obok niej są znacznie bardziej klasyczne warianty Black i Green — mi przyszło testować czarną wersję.

To przy tym naprawdę duży telefon, jak na Pro Maxa przystało. Ma 163,44 mm wysokości, 78,27 mm szerokości i waży 225,1 grama. Grubość wynosi 8,57 albo 8,65 mm zależnie od wersji kolorystycznej. Czuć go więc w kieszeni i czuć w dłoni, szczególnie jeśli na co dzień korzysta się z któregoś ze smuklejszych flagowców — ja sam jednak od lat na co dzień korzystam z iPhone’ów z dopiskiem Pro Max właśnie, więc do takich wymiarów i wagi już przywykłem. I właśnie, nie uważam tej masy za wadę samą w sobie. Gdzieś przecież trzeba było zmieścić baterię o pojemności ponad 9000 mAh, a bilans między pojemnością akumulatora a wielkością obudowy i tak wypada tutaj imponująco.

Bardzo dobrze wygląda również kwestia odporności. Z przodu mamy Gorilla Glass Victus 2, a konstrukcja otrzymała certyfikaty IP66 oraz IP68. Xiaomi deklaruje nawet test zanurzenia w słodkiej wodzie na głębokość do dwóch metrów przez maksymalnie 72 godziny, choć oczywiście nie traktowałbym tego jako zaproszenia do organizowania podwodnych sesji fotograficznych. To przede wszystkim komfort psychiczny przy deszczu, przypadkowym zalaniu i codziennym użytkowaniu.

Całość jest może mniej ekstrawagancka niż nazwa Pro Max, ale ma w sobie estetyczną dojrzałość. Nie wygląda jak smartfon próbujący zwrócić na siebie uwagę każdym detalem. Jest raczej dużym, solidnym i schludnym przedmiotem, który dobrze odnajdzie się zarówno na biurku obok laptopa, jak i wieczorem przy stoliku w restauracji. Trochę mniej awangardowego streetwearu, trochę więcej dobrze skrojonego płaszcza. Przy urządzeniu, które towarzyszy nam bez przerwy, to raczej komplement.
Czytaj też: Koniec z tanimi królami opłacalności. Ceny serii Redmi Note 17 zwalają z nóg
Ekran to jedna z rzeczy, o które naprawdę trudno mieć pretensje
Front niemal w całości zajmuje 6,83-calowy AMOLED CrystalRes o rozdzielczości 2772 × 1280 pikseli. Dostajemy odświeżanie do 120 Hz, 12-bitową głębię koloru, obsługę DCI-P3, HDR10+ i Dolby Vision, a producent deklaruje do 2000 nitów w trybie HBM oraz 3500 nitów jasności szczytowej. Są również PWM 3840 Hz, DC Dimming i rozwiązania związane z redukcją niebieskiego światła.


I ekran zdecydowanie jest jednym z argumentów przemawiających za tym telefonem. Jest ostry, duży, bardzo przyjemny podczas oglądania treści i wystarczająco jasny, żeby nie walczyć z nim na zewnątrz. 120 Hz sprawia też, że animacje potrafią prezentować się doskonale, choć do tej kwestii jeszcze wrócę, bo wysoka częstotliwość odświeżania nie jest w stanie zamaskować wszystkiego, co dzieje się pod powierzchnią HyperOS. Niemniej, dobrze, że w tej części średniej półki 120 Hz stało się już normą i o prehistorycznych 60 Hz możemy zapomnieć. Dobrze byłoby, żeby już absolutnie cała branża przyjęła taki standard.
Podoba mi się również to, że Xiaomi nie próbowało zrobić tutaj ekranu efektownego wyłącznie na papierze. Rozdzielczość 1,5K przy tej przekątnej jest bardzo rozsądnym kompromisem między ostrością a zużyciem energii. Nie potrzebuję panelu 4K w telefonie, jeśli jego największą konsekwencją miałoby być szybsze drenowanie baterii. REDMI Note 17 Pro Max ma wyglądać dobrze przez wiele godzin i dokładnie to robi. Doceniam również grubość ramek, które w ogóle nie rzucają się w oczy, dzięki czemu telefon wygląda niemal jak lewitujący wyświetlacz. Jak na Xiaomi przystało, jest tu również preinstalowana folia ochronna na ekran, więc od razu po zakupie smartfona nie musicie martwić się o zabezpieczenie wyświetlacza.



Do kompletu dostajemy czytnik linii papilarnych umieszczony pod ekranem oraz rozpoznawanie twarzy wykorzystujące przednią kamerę. Nie ma tu technologicznej ekstrawagancji, ale całość spełnia swoją funkcję i pasuje do klasy sprzętu. Front telefonu zwyczajnie ma wszystko, żeby się podobać — a przecież na tę stronę smartfona spoglądamy najczęściej.

Czytaj też: Xiaomi stawia na giga-baterie i równie wielkie ekrany. Oto seria Redmi Note 17
Snapdragon 6 Gen 5 nie jest zły. W tym telefonie oczekiwałem jednak czegoś więcej
I tutaj dochodzimy do elementu, który uwiera mnie najbardziej. REDMI Note 17 Pro Max korzysta ze Snapdragona 6 Gen 5 wykonanego w procesie 4 nm. Układ współpracuje w polskich wariantach z 8 GB pamięci LPDDR5X oraz 256 lub 512 GB pamięci UFS 4.1. Technicznie nie wygląda to źle. Szczególnie cieszy szybki standard pamięci masowej, bo w tej klasie sprzętu zdecydowanie nie chciałbym już oglądać oszczędności właśnie w tym miejscu — 128 GB w 2026 roku to zwyczajnie za mało.
Tyle że smartfona nie używa się poprzez czytanie tabeli ze specyfikacją. I REDMI Note 17 Pro Max jest jednym z lepszych przykładów tego, jak mocno codzienne odczucia potrafią rozmijać się z całkiem przyzwoitymi cyframi. Chcę na starcie zaznaczyć, że ten telefon nie jest dramatycznie wolny. Aplikacje działają, social media się przewijają, nawigacja prowadzi, zdjęcia się obrabiają, a wiele gier można spokojnie uruchomić. Problem polega na czymś znacznie bardziej subtelnym — ten smartfon chwilami sprawia wrażenie ociężałego. Potrafi zastanowić się odrobinę zbyt długo nad uruchomieniem aplikacji, zgubić idealną płynność podczas szybkiego przeskakiwania między programami albo pokazać drobne szarpnięcie animacji dokładnie wtedy, kiedy 120-hercowy ekran sugeruje, że wszystko powinno przesuwać się pod palcem jak jedwab.


I wróćmy do liczenia, o którym wspomniałem na starcie — bo to właśnie cena sprawia, że zaczyna mi to przeszkadzać. Za 1500 zł przyjąłbym takie zachowanie ze wzruszeniem ramion. Przy 2399 zł zaczynam wymagać, żeby urządzenie reagowało na moje polecenia natychmiast. Przy 2699 zł tym bardziej. Co ciekawe, poprzedni REDMI Note 15 Pro+ korzystał ze Snapdragona 7s Gen 4. Sam numer w nazwie układu oczywiście nie jest benchmarkiem i nie pozwala automatycznie stwierdzić, że jedna generacja musi być szybsza od drugiej, ale pokazuje zmianę pozycjonowania. W Note 17 Pro Max priorytetem najwyraźniej stała się energooszczędność i czas pracy, a nie maksymalizacja osiągów.
To decyzja, którą jestem w stanie zrozumieć. Po prostu chciałbym zobaczyć jej konsekwencję również na cenówce. Plus jednak jest taki, że z tym chipem REDMI Note 17 Pro Max zdołał przejść wszystkie testy benchmarkowe, które robię w każdym smartfonie — w tym Wild Life Extreme Stress Test w 3DMark, gdzie niektóre nowsze układy Qualcomma nie dawały rady, zwyczajnie za bardzo się nagrzewając. Wyniki wszystkich benchmarków możecie zobaczyć poniżej.




Czytaj też: Budżetowy smartwatch z potężnymi możliwościami. Redmi Watch 6 Lite już w Polsce
HyperOS 3 ma mnóstwo możliwości, choć przydałoby mu się trochę lekkości
REDMI Note 17 Pro Max działa pod kontrolą HyperOS 3. System jest rozbudowany, kolorowy i pełen funkcji, a Xiaomi mocno inwestuje także w rozwiązania AI. Mamy między innymi narzędzia do usuwania obiektów i odbić ze zdjęć, rozszerzania obrazów, poprawiania fotografii czy pracy z Google Gemini oraz Circle to Search. Pojawiła się również HyperIsland, czyli przestrzeń wokół przedniej kamery wykorzystująca animacje i bieżące informacje w sposób, którego inspiracji raczej nie trzeba długo szukać.
Sam system daje ogromne możliwości personalizacji i jest dziś zdecydowanie dojrzalszy niż oprogramowanie Xiaomi sprzed kilku lat. Producent deklaruje też sześć lat aktualizacji zabezpieczeń, więc REDMI Note 17 Pro Max nie powinien szybko zostać pozostawiony sam sobie.

Jednocześnie HyperOS nadal ma tendencję do robienia wokół siebie trochę zbyt dużego harmideru. Liczba usług, reklam, aplikacji i funkcji może początkowo przytłaczać, a przy zastosowanym procesorze całość nie zawsze porusza się tak swobodnie, jak życzyłbym sobie w tej klasie cenowej. Po uporządkowaniu systemu sytuacja wygląda lepiej, ale smartfon za ponad dwa tysiące złotych nie powinien wymagać ode mnie przeprowadzania cyfrowego feng shui, żeby poczuć się naprawdę szybkim.
Czytaj też: Ten Redmi ma potężne wnętrze, ale to plecki są najciekawsze. I nie, nie chodzi o aparaty
Bateria REDMI Note 17 Pro Max jest absurdalnie dobra
I nagle wszystkie wcześniejsze narzekania robią się trochę mniej dotkliwe, bo dochodzimy do zdecydowanie największej gwiazdy tego modelu.
9210 mAh. Jeszcze niedawno taka wartość w smartfonie oznaczałaby urządzenie przypominające sprzęt terenowy albo powerbank z doczepionym ekranem. Tutaj mamy zwyczajnego pod względem formy smartfona o grubości poniżej dziewięciu milimetrów. Xiaomi wykorzystało akumulator krzemowo-węglowy, a producent deklaruje nawet do trzech dni działania — i brzmi to jak irracjonalna przechwałka, ale jest to wynik jak najbardziej do zrobienia. Do tego dochodzi przewodowe HyperCharge 100 W oraz ładowanie zwrotne z mocą do 27 W. Ładowania bezprzewodowego niestety nie ma — i to jedyna bolączka, jaką mam z tym smartfonem w kwestii baterii/ładowania.


Najważniejsze jest jednak to, że ta ogromna liczba naprawdę przekłada się na użytkowanie. REDMI Note 17 Pro Max nie lubi tracić procentów. Można zrobić serię zdjęć, korzystać z map, siedzieć w komunikatorach, oglądać filmy, przewijać social media i po kilku godzinach odkryć, że wskaźnik baterii spadł znacznie mniej, niż podpowiada przyzwyczajenie wyrobione na większości współczesnych smartfonów.
To jest luksus, tylko zupełnie innego rodzaju niż tytanowa ramka albo teleobiektyw z pięciokrotnym zoomem. Wyjeżdżając rano z domu, po prostu nie trzeba już się zastanawiać, gdzie będziemy ładować telefon. Jadąc gdzieś na weekend, ładowarka przestaje być pierwszą rzeczą lądującą w torbie. Nawet intensywnie używany REDMI Note 17 Pro Max daje ogromny margines bezpieczeństwa. Trzy dni jeszcze chwilę temu brzmiały irracjonalnie, a dziś… wygląda na to, że zaczyna to być nowy standard? Nie jeden dzień, nie 1,5, tylko pełne 3 dni na jednej baterii. To inny wymiar wygody, porównywalny z przesiadką z miejskiego elektryka do oszczędnego sedana w long range’u.


I właśnie tutaj zaczynam rozumieć nową strategię REDMI Note. Aparaty w średniakach doszły do miejsca, w którym kolejne megapiksele przestały być tak ekscytujące jak kiedyś. Zresztą, od fenomenalnych aparatów są flagowce albo fotosmartfony. Za to bateria pozostaje czymś, czego doświadcza się codziennie od rana do nocy. Jeśli ktoś zapyta mnie o jedną rzecz, dla której zapamiętam ten telefon za pół roku, bez zastanowienia wskażę właśnie czas pracy.
Jak już wspominałem, brakuje mi jedynie ładowania bezprzewodowego. Przy urządzeniu noszącym nazwę Pro Max i kosztującym do 2699 zł byłoby bardzo miłym uzupełnieniem całości. Szczególnie, że z bezprzewodowych ładowarek w samochodach korzystam codziennie, a swoje biurko, zarówno w domu, jak i w biurze, mam obstawione ładowarkami na MagSafe. Przez brak ładowania bezprzewodowego wszystkie moje ładowarki MagSafe na biurku i w samochodzie są w przypadku tego telefonu bezużyteczne — i żadne zwykłe etui z magnetycznym pierścieniem tego nie zmieni. Za to możliwość wykorzystania telefonu jako powerbanku 27 W ma przy tak potężnym akumulatorze autentyczny sens.
Czytaj też: Kolejny Redmi wreszcie w Polsce. Ta bateria wystarczy na długo
Aparat przestał być głównym bohaterem serii. I widać to bardzo wyraźnie
Jeszcze niedawno REDMI próbowało zbudować dużą część tożsamości serii Note wokół fotografii. W REDMI Note 15 Pro+ dostaliśmy główny aparat 200 Mpix z dużym sensorem 1/1,4 cala, optyczną stabilizacją i szeregiem funkcji wykorzystujących wysoką rozdzielczość do kadrowania oraz cyfrowego przybliżenia. W Note 17 Pro Max sytuacja wygląda już zupełnie inaczej.
Mamy aparat główny 50 Mpix z OIS, pikselami 0,8 μm i jasnym obiektywem f/1.5 oraz ultraszeroki kąt 8 Mpix f/2.2. Z przodu znalazło się 32 Mpix. Główny aparat nagrywa maksymalnie 4K w 30 klatkach na sekundę, podobnie jak kamera przednia. Teleobiektywu nie ma.




I od razu zaznaczę — przejście z 200 do 50 Mpix samo w sobie absolutnie nie jest problemem. Liczba megapikseli od dawna nie mówi nam, który aparat robi lepsze zdjęcia. Flagowe smartfony wielokrotnie udowadniały, że znacznie ważniejsze są sensor, optyka, stabilizacja i przetwarzanie obrazu. Problem polega na tym, że tutaj za zmianą cyfr nie pojawiło się fotograficzne doświadczenie, które kazałoby o dawnych 200 Mpix zapomnieć.



















































Główny aparat jest poprawny i spokojnie wystarczy do codziennych zdjęć. Nie jest jednak częścią telefonu, dla której specjalnie wybrałbym REDMI Note 17 Pro Max spośród konkurencji. Jeszcze bardziej przeciętnie wygląda 8-megapikselowy ultraszeroki kąt, a brak teleobiektywu przy tej cenie staje się coraz trudniejszy do przeoczenia. Szczególnie w 2026 roku, gdy coraz więcej producentów próbuje przenosić prawdziwe zoomy do znacznie tańszych urządzeń. Do tego 4K kończące się na 30 kl./s nie wygląda już szczególnie ambitnie. Aparaty robią swoje, ale nie budują poczucia obcowania z urządzeniem, które w nazwie dostało zarówno „Pro”, jak i „Max”.








Nie jestem natomiast przeciwnikiem decyzji REDMI o odejściu od fotograficznego wyścigu. Paradoksalnie uważam, że postawienie na ogromną baterię było bardzo dobrym ruchem. Wolałbym fenomenalny czas pracy niż kolejny aparat 200 Mpix dodany wyłącznie po to, żeby można było wydrukować dużą liczbę na pudełku. Problemem jest to, że telefon zmienił specjalizację, ale jego cena nadal każe patrzeć na niego jak na bardzo ambitnego reprezentanta klasy średniej.
Czytaj też: Nowy Redmi po cichu wchodzi do Polski. Niezły budżetowiec, ale ta cena brzmi jak nieśmieszny żart
Wyposażenie jest kompletne, choć flagowca tutaj nie udajemy
Poza tym REDMI Note 17 Pro Max ma właściwie wszystko, czego można oczekiwać od współczesnego telefonu. Jest 5G, NFC, Bluetooth 6.0, Wi-Fi 6, fizyczny Dual SIM oraz eSIM. Xiaomi nadal dorzuca również emiter podczerwieni, który brzmi trochę jak relikt dawnych smartfonów, dopóki pierwszy raz nie zgubi się pilota od telewizora albo klimatyzatora.
Są także dwa głośniki stereo z Dolby Atmos i Hi-Res Audio. Nie zastąpią dobrego głośnika Bluetooth ani słuchawek, ale przy YouTubie, serialach czy okazjonalnym graniu spełniają swoją rolę. Duży ekran w połączeniu z tak ogromną baterią sprawia zresztą, że REDMI Note 17 Pro Max bardzo dobrze nadaje się do konsumowania treści. Można przez pół dnia oglądać filmy bez niepokoju, że wieczorem zostaniemy z kilkunastoma procentami energii.

W pudełku znajdziemy też etui oraz przewód USB-C, ale zabrakło zasilacza — za to należy „podziękować” głównie Unii Europejskiej, rzecz jasna. Xiaomi rekomenduje ładowarkę 100 W zgodną z PD/PPS albo własny odpowiednik.
Czytaj też: Redmi A7 Pro wchodzi do Polski. Tani smartfon z dużym ekranem, pojemną baterią i świetną ceną na start
Największym problemem REDMI Note 17 Pro Max jest POCO F9 Pro… i kalkulator
REDMI Note 17 Pro Max kosztuje oficjalnie 2399 zł w konfiguracji 8/256 GB oraz 2699 zł za 8/512 GB. Za 2399 zł potrafię zaakceptować Snapdragona 6 Gen 5, jeśli priorytetem jest bateria. Mogę pogodzić się z aparatem 50 Mpix bez teleobiektywu. Mogę nawet uznać okazjonalne przycięcia HyperOS za irytujący, ale nie dyskwalifikujący drobiazg. Problem w tym, że wystarczy dołożyć 600 zł, żeby wejść w POCO F9 Pro kosztujące oficjalnie od 2999 zł.
A tam dostajemy Snapdragona 8 Elite Gen 5 V Series wykonanego w 3 nm, 12 GB szybszej pamięci LPDDR5X, ekran 185 Hz, główny aparat 200 Mpix, 50-megapikselowy teleobiektyw z 2,5-krotnym przybliżeniem optycznym, ładowanie bezprzewodowe 50 W i nadal bardzo szybkie ładowanie przewodowe 100 W. Bateria jest mniejsza, bo ma 6330 mAh, ale różnica w możliwościach całego urządzenia jest ogromna.

Przy wariancie REDMI Note 17 Pro Max 8/512 GB różnica cenowa do odpowiednika POCO robi się jeszcze mniej komfortowa. I właśnie dlatego mam wrażenie, że temu telefonowi nie brakuje jednego konkretnego elementu. Brakuje mu przestrzeni cenowej — albo więcej czasu między premierami, żeby to porównanie nie rzucało się aż tak w oczy.
Gdyby kosztował zauważalnie mniej, polecałbym go znacznie łatwiej jako świetnego średniaka dla osób, które chcą dużego ekranu i przede wszystkim kapitalnego czasu działania. Przy aktualnych cenach zaczyna jednak konkurować nie tylko z innymi średniakami, lecz także ze smartfonami projektowanymi z myślą o znacznie wyższej wydajności.

Xiaomi częściowo próbuje ten problem rozwiązać ofertami premierowymi. Do 31 października przy zakupie REDMI Note 17 Pro Max można w oficjalnej promocji dobrać między innymi Xiaomi Robot Vacuum S40C za symboliczną złotówkę, a dostępne są także promocyjne zestawy z zegarkiem lub tabletem. Jeżeli ktoś akurat potrzebuje któregoś z tych urządzeń, ekonomia zakupu zmienia się dość wyraźnie — Xiaomi zresztą przyzwyczaiło nas do tego, że ich urządzenia najlepiej kupować na premierę, bo promocje „małego ryżu” naprawdę nas rozpieszczają. Sam smartfon jednak nadal powinien bronić swoją cenę również wtedy, kiedy gratisy znikają. Sytuacja może wyglądać znacznie lepiej w momencie pierwszych większych promocji.
Czytaj też: Xiaomi szykuje kolejną odsłonę serii Redmi K. Nadchodzą nowi królowie wydajności
REDMI Note 17 Pro Max jest dobrym telefonem. Chciałbym tylko, żeby kosztował trochę mniej
Mam z REDMI Note 17 Pro Max dość nietypową relację, bo naprawdę trudno mi tego telefonu nie lubić. Świetny ekran, porządna konstrukcja, duża odporność i fenomenalna bateria tworzą urządzenie, z którym bardzo przyjemnie się żyje. Szczególnie ostatnia z tych cech potrafi uzależnić. Po kilku dniach przestajemy zastanawiać się nad poziomem naładowania i dopiero powrót do telefonu wymagającego codziennego podłączania przypomina, jak wygodny był REDMI. Jednocześnie za każdym razem, gdy trafiałem na spowolnienie systemu albo uruchamiałem aparat, wracało pytanie o 2399 zł. Przy 2699 zł wracało jeszcze szybciej.
Kierunek obrany przez Xiaomi podoba mi się bardziej, niż początkowo przypuszczałem. Średniaki nie muszą bez końca ścigać się na megapiksele. Ogromna bateria, którą faktycznie odczuwa się każdego dnia, jest znacznie bardziej praktyczną przewagą. Mam tylko wrażenie, że REDMI Note 17 Pro Max jest pierwszym rozdziałem tej nowej historii i jeszcze nie wszystkie elementy układanki trafiły na właściwe miejsca.




To dobry smartfon z jedną absolutnie wybitną cechą. Nie jest najlepszym REDMI, jakiego można dziś kupić, nie jest również najbardziej wydajnym urządzeniem w swojej cenie i zdecydowanie nie wybrałbym go z myślą o fotografii. Ale jeśli na pierwszym miejscu znajduje się czas pracy, REDMI Note 17 Pro Max potrafi zaoferować coś, czego większość konkurentów nadal nie umie — prawdziwy spokój od ładowarki.
REDMI Note 17 Pro Max ma więc bardzo wyraźny charakter i kilka argumentów, które naprawdę trudno zignorować. Najmocniejszym z nich jest kapitalna bateria, ale obok niej mamy też świetny ekran, solidną konstrukcję i bardzo dobre wyposażenie. Jednocześnie wydajność oraz możliwości fotograficzne nie zawsze nadążają za oczekiwaniami, jakie naturalnie pojawiają się przy tej cenie. To nadal dobry smartfon, tylko taki, który znacznie łatwiej byłoby polecić, gdyby kosztował odrobinę mniej.
Czytaj też: Polska premiera serii Redmi Note 15. Xiaomi odkrywa karty i kusi promocjami
REDMI Note 17 Pro Max — specyfikacja techniczna
| Wymiary | Wysokość: 163,44 mm Szerokość: 78,27 mm Grubość: 8,65 mm (Green, Black) / 8,57 mm (Cloud Blush) Waga: 225,1 g |
| Wyświetlacz | 6,83-calowy wyświetlacz AMOLED Rozdzielczość: 1.5K (2772 × 1280) Częstotliwość odświeżania: do 120 Hz Częstotliwość próbkowania dotyku: do 240 Hz, chwilowa 3200 Hz Jasność: 3500 nitów (UHBM), 2000 nitów (HBM), 1060 nitów (typowa) Głębia kolorów: 12 bit Kontrast: 8 000 000:1 Szeroka przestrzeń barw DCI-P3 447 PPI Corning Gorilla Glass Victus 2 Wyświetlacz czytelny w słońcu Przyciemnianie DC | Przyciemnianie PWM 3840 Hz Technologia Wet Touch 2.0 | HDR10+ | Dolby Vision Automatyczna regulacja jasności w 16 000 krokach Certyfikat TÜV Rheinland Low Blue Light (rozwiązanie sprzętowe) | Certyfikat TÜV Rheinland Circadian Friendly | Certyfikat TÜV Rheinland Flicker Free High Efficiency Video Coding (HEVC) |
| Audio | Podwójne głośniki Wzmocnienie głośności o 400% Dolby Atmos | Hi-Res |
| Aparat tylny | Aparat główny 50 MP Optyczna stabilizacja obrazu (OIS) 0,8 μm f/1.5 Obiektyw 6P Aparat ultraszerokokątny 8 MP 1,12 μm f/2.2 Funkcje fotograficzne aparatu tylnego Live Moment HDR Tryb portretowy Tryb podwodny Tryb Ultra HD Panorama Dokumenty Tryb Pro Formaty zapisywanych obrazów: HEIF, JPEG Nagrywanie wideo aparatem tylnym 4K przy 30 kl./s 1080p przy 30/60 kl./s 720p przy 30 kl./s |
| Aparat przedni | Aparat przedni 32 MP 0,61 μm f/2.2 Obiektyw 4P Nagrywanie wideo aparatem przednim 4K przy 30 kl./s 1080p przy 30/60 kl./s 720p przy 30 kl./s |
| Bateria i ładowanie | Bateria krzemowo-węglowa 9210 mAh (typ.) 100W HyperCharge Obsługuje przewodowe ładowanie zwrotne 27 W Obsługuje PD3.0 / PD2.0 Gniazdo ładowania USB-C |
| Procesor | Snapdragon 6 Gen 5 Mobile Platform Proces technologiczny 4 nm CPU: ośmiordzeniowy procesor, do 2,6 GHz GPU: Adreno |
| RAM i pamięć ROM | 8 GB + 256 GB | 8 GB + 512 GB Pamięć RAM LPDDR5X, do 6400 Mb/s Pamięć ROM UFS 4.1 (256 GB / 512 GB) UFS 2.2 (128 GB) Sekwencyjne prędkości odczytu/zapisu UFS 4.1: do 2 100 MB/s UFS 2.2: do 1 000 MB/s |
| Sieć i łączność | Dual SIM (nano SIM + nano SIM lub nano SIM + eSIM lub eSIM + eSIM) Pasma sieciowe Obsługuje 5G / 4G / 3G / 2G 2G: GSM: B2/B3/B5/B8 3G: WCDMA: B1/B2/B4/B5/B8 4G: LTE FDD: B1/B2/B3/B4/B5/B7/B8/B12/B13/B17/B18/B19/B20/B26/B28/B32/B66 4G: LTE TDD: B38/B40/B41/B42/B48 5G: n1/2/3/5/7/8/12/20/26/28/38/40/41/48/66/77/78 Sieci bezprzewodowe Protokół Wi-Fi: Wi-Fi 6, Wi-Fi 5, Wi-Fi 4, 802.11a/b/g Obsługuje Wi-Fi 2,4 GHz | Wi-Fi 5 GHz Obsługuje Wi-Fi Direct Bluetooth 6.0 |
| NFC | Tak |
| Funkcje SI | Usuwanie SI Pro, Usuwanie odblasków SI, Rozszerzanie obrazu SI, Niebo SI, Bokeh SI, Wycinanie SI, Ulepszanie obrazu SI, Upiększenie SI, Film SI Zakreśl, aby wyszukać z Google, Google Gemini |
| Zabezpieczenia | Czujnik linii papilarnych w ekranie Rozpoznawanie twarzy przy użyciu SI |
| Nawigacja i pozycjonowanie | GPS: L1 | GLONASS: G1 | BDS: B1I+B1C | Galileo: E1 | QZSS: L1 | Pozycjonowanie wspomagane A-GPS | Sieć bezprzewodowa | Sieć danych | Pozycjonowanie wspomagane czujnikami |
| Czujniki | Czujnik zbliżeniowy | Czujnik światła otoczenia | Akcelerometr | Kompas elektroniczny | Emiter podczerwieni | Żyroskop |
| System operacyjny | Xiaomi HyperOS 3 |
| Odporność na zachlapanie, wodę i pył | IP66/IP68 |
| Zawartość opakowania | Smartfon / Przewód USB typu C / Narzędzie do wysuwania karty SIM / Etui ochronne / Skrócona instrukcja obsługi / Karta gwarancyjna |

